Miami Heat: Z nieba do piekła i z powrotem

06/11/2017
Kelly Olynyk Miami Heat AP Photo/Wilfredo Lee

Clippers przegrali trzy spośród ostatnich czterech spotkań rozgrywanych we własnej hali, w tym wczorajszy pojedynek z Memphis Grizzlies. Niedzielne spotkanie z Heat będzie ostatnią szansą na rehabilitację przed kibicami z Miasta Aniołów zanim wyjadą na trzymeczowy road- trip. Heat z kolei rozpoczęli swoją podróż po zachodzie dwie noce wcześniej od jednopunktowej porażki w górzystym Kolorado z Denver Nuggets.

Przez pierwsze kilka minut zespoły nawzajem się wyczuwały i grały punkt za punkt. Nie trwało to jednak dość długo. Przyjezdni szybko wyczuli krew i zaczęli mocno naciskać zarówno w ataku jak i w obronie. Zanim się obejrzałem objęli oni już dwucyfrowe prowadzenie, które na koniec pierwszej ćwiartki wynosiło 14 oczek. W dużej mierze przyczyniła się do tego ławka Erika Spoelstry, która tylko w tej części meczu zdobyła aż 18 punktów.

Taka sytuacja utrzymywała się przez dwie kolejne kwarty. Clippers zupełnie nie mieli pomysłu na grę, raz za razem stopowała ich bardzo dobrze zorganizowana defensywa Heat. Szczególnie podobał mi się w tym Kelly Olynyk, który próbował zatrzymać niemal każdy wjazd pod kosz i bardzo często wychodził z tych pojedynków zwycięsko. Obrona gości była na tyle dobra, że w ciągu pięciu minut na przełomie I i II kwarty nie pozwolili trafić Clippersom ani jednego rzutu z gry, a w trzeciej kwarcie wybronili aż 8 z pierwszych 9 prób rywali. Warto też wspomnieć o bardzo solidnej postawie ławki gości. To  oni niejednokrotnie byli motorem napędowym drużyny i trafiali ważne rzuty. Tyler Johnson zdobył 19 punktów, Wayne Ellington 17 ( 5 trójek), a James Johnson 14.

Heat rozpoczynali czwartą kwartę z 23- punktową przewagą i wydawało się, że już nic nas nie zaskoczy tego wieczoru w Staples Center. Nic bardziej mylnego. Clippers nagle odnaleźli swój rytm zarówno w defensywie jak i ofensywie i zaczęli odrabiać starty. Ważną rolę w pogoni odegrał Patrick Beverly, zaliczając kilka przechwytów, które następnie były zamieniane na łatwe punkty z kontry. Zespół z Florydy nie miał na to żadnej odpowiedzi, gubili się w swoich zagrywkach, a kolejne nieudane akcje widocznie wpłynęły na ich podejście do gry. Na niecałe 3 minuty przed końcową syreną gospodarze wyszli na dwupunktowe prowadzenie. Na ich nieszczęście w tym momencie Heat się obudzili, udało im się wykończyć dwie akcje z rzędu i mimo starań gospodarzy, dowieźć zwycięstwo do końca.

Kopiuj link do schowka