Miami Heat jednak poza playoffami. Bulls i Pacers grają dalej

13/04/2017
Heat

Nagłe odrodzenie w połowie stycznia Miami Heat było jedną z najbardziej niesamowitych historii tego sezonu. Nie każda świetna historia kończy się jednak happy endem i tak też jest w tym przypadku.

Walka o dwa ostatnie miejsca premiowane awansem do playoffs w Konferencji Wschodniej rozstrzygnęła się dopiero ostatniego dnia sezonu zasadniczego. Wszystkie trzy zainteresowane drużyny zrobiły co mogły, wygrywając swoje mecze, co było złą wiadomością właśnie dla Miami Heat.

Wobec zwycięstwa Indiany nad Atlantą 104:86, oraz Chicago nad Brooklynem 112:73, wynik starcia Miami i Waszyngtonu nie miał już znaczenia. Mimo tego Miami Heat nie złożyli broni, wygrywając to ostatnie starcie 110:102, tym samym zapewniając sobie nieujemny bilans 41-41 – coś zupełnie nie do pomyślenia jeszcze 13 stycznia, gdy wynik florydzkiej ekipy brzmiał 11-30.

Miami Heat – bez D-Wade’a, bez problemu

Na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy, Heat byli swoim negatywem z początku sezonu, tę część kończąc z bilansem 30-11. Trener Spoelstra słusznie będzie w wielu kartach do głosowania na nagrodę Trenera Roku, a o bohaterskich czynach Hassana Whiteside’a (wczoraj 24/18), Gorana Dragicia (28/4/5 przeciw Wizards), Tylera Johnsona (wygląda na to, że może zapracuje na ten swój przesadzony kontrakt), Diona Waitersa (przed sezonem nikt go nie chciał, teraz czeka gdzieś na niego wypasiona pensja, choć nie wiem czy w Miami), Jamesa Johnsona (jeden z kandydatów do Sixth Man Of The Year) i innych.

Niech sezon Heat podsumują słowa wypowiedziane w czasie, gdy szatnia Miami wypełniona była płaczącymi lub wściekłymi koszykarzami, przez nie mniej emocjonalnego trenera Spo:

Nie wiem czy kiedykolwiek pragnąłem czegoś bardziej dla drużyny. Każdy, kto kiedykolwiek chciał wejść w świat sportu zespołowego, marzył o byciu w pobliżu właśnie takiego teamu. Najtrudniej przyjąć nam do wiadomości fakt, że jutro w południe nie ma treningu. To nie jest w porządku. Czujemy, że koszykarscy bogowie nas opuścili.

Przed Heat lizanie ran, a potem lato trudnych decyzji.

Przyszłość Miami Heat nie jest wcale taka jasna

Ta drużyna może już nie dostać drugiej szansy, tym bardziej należą im się gratulacje za niesamowity sezon 16/17. Mogę się założyć, że będziemy go pamiętać dłużej, niż sezony grających dalej Pacers i Bulls.

Którym oczywiście także gratulujemy.

Kopiuj link do schowka