Lojalność według Kevina Duranta

16/11/2017
Kevin Durant Ezra Shaw/Getty Images

Wywiady z koszykarzami NBA mają to do siebie, że najczęściej nic nie wnoszą. Każdy opowiada o świecie w okrągłych słowach, nie chcąc nikogo obrazić. Dopiero odejście z zespołu, otwarty konflikt pozwalają się niektórym otworzyć. To dotknęło Kevina Duranta, który w świetnym wywiadzie z Ricem Bucherem z Bleacher Report otworzył się jak nigdy wcześniej.

Oto kilka fragmentów wywiadu:

O tym co znaczy dla niego tytuł

Gdy wygraliśmy, oczekiwałem czegoś co zajmie miejsce pustki, która we mnie siedziała. Teraz już wiem. Fajnie jest wygrać tytuł, ale droga do jego zdobycia jest lepsza niż sam efekt. To co się zdarzyło podczas tej drogi znaczy dla mnie o wiele więcej niż samo mistrzostwo. To było moje odkrycie gdy wygraliśmy. Musiałem sam sobie mówić, że to jest w porządku czuć się w taki sposób.

O relacjach z Russellem Westbrookiem, Samem Prestim i oddaniu jego numeru PJ Dozierowi

Ci ludzie naprawdę znaczą dla mnie wiele do dzisiaj. Niezależnie od tego czy ze mną rozmawiają, czy są na mnie wściekli. Niezależnie czy to Sam Presti, Troy Weaver, Russell Westbrook czy Nick Collison. Czy to jest Wilson Taylor, czy Clay Bennett ze swoją rodziną. Kocham ich z głębi mojego serca. Nie rozmawiamy ze sobą teraz, ale kiedyś zaczniemy.

Z początku nie miałem takiego podejścia. Nie miałem gdy pierwszy raz wróciłem do Oklahoma City. Czułem się jak „pierdolić ich wszystkich”. Nie miałem jej gdy oddali komuś mój numer. Stwierdziłem „pierdolić ich wszystkich”. Mój najlepszy przyjaciel pracuje w klubie, powiedziałem mu, żeby „się pierdolił, to jest pojebane”. Potem musiałem się uspokoić, powiedzieć sobie, że to nie jest takie poważne, po prostu jest jak jest. Rozumiem, że to już nie mój numer, mogą z nim zrobić co tylko chcą, ale oddali ten numer gościowi na dwustronnym kontrakcie z G-League. Przecież trzeba o tym myśleć, że z tym numerem jest związanych tak wiele dobrych wspomnień. Ale kiedyś ten numer powinien trafić pod dach hali. Zrobiłem coś, co im się nie spodobało Potem oni zrobili coś co mi się nie spodobało. Gdybym był na łożu śmierci, gwarantuję, że Sam Presti i Russell Westbrook przyjechaliby mnie odwiedzić. I w ten sposób teraz na to patrzę.

O jego wizerunku w mediach, tym że tak otwarcie mówi o całej sytuacji.

Jestem tylko człowiekiem. Mam prawdziwe uczucia i nie boję się być wrażliwy przed ludźmi, którzy nas oglądają i śledzą ligę. To popieprzone co mówi się o mnie mówiło, gdy zaledwie dwa miesiące wcześniej byłem najlepszą rzeczą, która im się trafiła od wynalezienia krojonego chleba, tylko dlatego, że grałem w ich drużynie Twoja drużyna jest codziennie pokazywana w TV, dochodzi daleko w playoffs i musisz chwalić miasto, w którym jesteś przed ludźmi z całego kraju. Wszystko było w porządku, gdy robiłem to dla nich. Było dobrze, gdy ich reprezentowałem. Teraz postanowiłem wziąć swoją karierę we własne ręce i jestem chujem? To jest dziwne, szczególnie gdy odwrócili się do mnie ludzie, którzy mi kibicowali, z którymi rozmawiałem, którzy się do mnie uśmiechali. To jest po prostu dziwne.

Gdy odpowiadam na zaczepki, mówi się, że jestem zbyt delikatny. Że powinienem sobie z tym poradzić. Bo wszyscy tak robili. Michael przez to przeszedł. Ja mówię na to, że wcale nie. Michael Jordan przez to nie przechodził. Wiecie przez co MJ przechodził? Czytał gazetę, w której pisało, że Jordan trafił 7 z 33 rzutów poprzedniej nocy i jak do cholery sobie z tym poradzi? To się nazywa krytyka. Krytyką nie jest mówienie, że ktoś przeszedł do innego klubu i jest dziwką, tchórzem. To nie krytyka. Krytyką jest nazywanie mnie Mr. Unreliable, na co mogę odpowiedzieć następnego dnia na boisku.

Earl Watson o analogii pomiędzy graniem dla Warriors, a graniem dla Supersonics

Grał w gry video z dzieciakami sąsiadów. Był częścią tamtej społeczności. Jestem bardzo ciekawy dlaczego nigdy nie powiedział, ani nie napisał o przejściu do Golden State z tej perspektywy. Bo dla mnie Oakland to najbliższe miejsce do Seattle jakie mógł znaleźć w NBA.

W podobnym tonie wypowiadał się były kolega z Sonics, Luke Ridnour

On to bardzo dobrze widział. Miasto go doceniało. Było mu tam dobrze, ale nie aż tak dobrze, że wystarczyło być po prostu dobrym zawodnikiem. Najgorsze było to, że właściciele mówili wszystkim, że zostają w Seattle. Ale w szatni wszyscy wiedzieliśmy, że nasz los jest przesądzony. Szczerze mówiąc nikt nie chciał się przeprowadzać do Oklahoma City. To jest dobre miasto, mają tam świetnych fanów, ale kurde to nie jest Seattle.

Sam Durant o przenosinach i nawiązaniu do Seattle

Piętnaście minut, zero korków. Nie miałem ładnego widoku ze swojego domu, ale gdy tylko pojechało się na most, było pięknie. Woda po obu stronach, w ładne dni można było zobaczyć Górę Rainiera. Gdy tylko zaczynała się wiosna, czułem się jak, to właśnie to jest najpiękniejsze w Seattle. Oakland jest temu najbliższe.

Przeniesienie klubu z miasta do miasta nie jest czymś czego oczekuje zawodnik, szczególnie debiutant. Nie spodziewałem się tego w ogóle. Nie podobało mi się to, ale nikt mnie nie pytał o zdanie. Wtedy z resztą niezależnie gdzie miałem grać, było ok. Miałem 19 lat, nie wiedziałem jaki wpływ odejście klubu może mieć na fanów i na miasto. Gdy stawałem się starszy, rozumiałem jak jest to ważne dla fanów. Za każdym razem gdy trafialiśmy na wybrzeże, widać było koszulki Seattle i zaczynało się rozumieć jak wielką częścią życia tych ludzi to było.

O braku lojalności w NBA

Nie ma czegoś takiego jak lojalność. Widzi się jej brak w wielu aspektach, ale wciąż jest to bardzo mało doceniane. Mówimy o lojalności, ale nie oczekujemy jej od tych, którzy nam płacą, tylko dlatego że płacą. Ludzie mówią, że powinniśmy się z tym pogodzić, bo nam za to płacą. Bardziej mi się podobało, gdy byłem naiwny w myśleniu o NBA. Wtedy było mi łatwiej. Wkładasz pieniądze i budujesz biznes na czymś co jest czyste. Niestety to wszystko potrafi spieprzyć.

O tym co pozostanie w nim z Oklahoma City

Ani ja, ani moja rodzina nie wymazaliśmy tych 8 lat w Oklahoma City. Waszyngton i Oklahoma City to miejsca, w których dorastaliśmy ja, moja mama i mój brat. Jestem z Oklahoma City, Wciąż stąd jestem. Niebieski kolor będzie w mojej krwi na zawsze. To miejsce mnie wychowało. Mam tam ludzi, którzy skoczyliby za mną w ogień z wzajemnością. Ale jest taki moment w życiu młodego człowieka, podobnie jak gdy idzie na uczelnię, albo gdy przeprowadza się dla zmiany pracy, że musi podjąć decyzję dla samego siebie. Trzeba podjąć decyzję dla siebie i oczekiwać, że ludzie, którzy cię kochają powiedzą, że rozumieją.

Z początku tego nie rozumiałem. Mama musiała mi mówić, że ludzie tutaj bardzo mnie kochają. Odpowiadałem, że nie, skoro tak szybko mnie skreślają i nazywają mnie tchórzą. Nie wiem czy to się nazywa miłość. Ale miłość kibiców jest na nieco innym poziomie. Jest irracjonalna, trochę w prześladowczym stylu.

Kopiuj link do schowka