List do M.

23/05/2017
ginobili

Drogi Manu Ginobili.

Piszę do Ciebie ten list bo bardzo bym chciał, abyś nie kończył jeszcze kariery.

Mam nadzieję, że zastosowałeś się do zalecenia, które umieściłem na kopercie – “nie otwierać przed 1 sierpnia” – i w chwili, gdy czytasz te słowa, Twoje 40-letnie już (spóźnione o trzy dni najlepsze życzenia urodzinowe!) nogi i plecy nie bolą już tak bardzo. Musisz być w miarę wypoczęty fizycznie i psychicznie, bo przed Tobą bardzo ważna decyzja – czy skończyć karierę, czy też wrócić na kolejny sezon w koszulce Spurs?

Sponsor serwisu

Wiem, że w maju w zasadzie pożegnałeś się z kibicami. W czwartym meczu półfinałów 2017 (ach ten przeklęty Zaza!) Pop wypuścił Cię w pierwszej piątce, co w playoffs ostatnio przytrafiło Ci się w ostatnim meczu finałów 2013 (ach ten przeklęty Ray Allen!), zszedłeś z parkietu przy owacji na stojąco swoich kibiców skandujących Twoje imię, a idąc do szatni rozsyłałeś buziaki do najdalszych zakątków hali Spurs.

Wiem, że jak mało kto zasługujesz na odpoczynek, ale ten symboliczny bujany fotel, koc i kominek nigdzie się jednak nie wybiera.

Wiem, że masz dość patrzenia jak LaMarcus Aldridge rzuca po 8 punktów w meczu, ale za rok Kawhi będzie zdrowy i będzie potrzebował Twojego wsparcia w kolejnej wyprawie w głąb playoffowej dżungli.

Wiem też, że rozczarowujące zakończenie Playoffs 2017 nie będzie miało wpływu na Twoją decyzję – i dobrze. Szanuję to co powiedziałeś po trzecim meczu, w którym rzuciłeś 21 punktów z ławki – co wcześniej nie udało się w playoffs żadnemu 39-latkowi – do reporterów pytających, czy dobra gra w postseason zachęci Cię do powrotu. Powiedziałeś coś w stylu “jestem wciąż tym samym gościem, który w serii z Memphis nie mógł trafić żadnego z pierwszych 15 oddanych rzutów i o którego przydatność wszyscy się martwili”. Twoje upadki nie są jednak nawet w połowie tak przykre, jak emocjonujące są Twoje wzloty. Jeśli Twój 16 sezon ma wyglądać tak, że będziesz grał po góra 10 minut w co trzecim meczu, Pop upije Cię rosyjską wódką podczas imprezy z okazji 21 urodzin Dejounte Murraya i wytatuuje Ci na czole napis “DNP-OLD”, będziesz trafiał co piętnasty rzut przez cały sezon i playoffy, ale w finałach konferencji nagle się wkurzysz i albo zablokujesz jakiegoś game-winnera, albo niespodziewanie włożysz piłkę z góry, lub kozłując założysz rywalowi ośmieszającą “siatę”, po której cały Interent będzie bił Ci pokłony – to moim zdaniem warto. Gdybym chciał Ci wjechać na ambicję dodałbym, że Vince Carter to ten sam rocznik, a właśnie zapowiedział, że spróbuje rozegrać jeszcze dwa sezony, a zaczynał karierę w NBA cztery lata wcześniej niż Ty. Nie muszę tego jednak robić, bo w Twoją ambicję nikt nigdy nie wątpił.

Manu – proszę, please, por favor – wróć na jeszcze jeden sezon. Wiem, że sam krytykowałem Twój brak produkcji w serii z Memphis, ale po prostu zapomniałem jak bardzo potrafisz ubarwić całe rozgrywki pojedynczym meczem, czy nawet zagraniem. Liga potrzebuje takich spryciarzy, nawet jeśli z flopami czasem przesadzałeś, liga potrzebuje przyszłych hall-of-famerów wciąż bawiących się w koszykówkę – przekazujących wiedzę innym zawodnikom i pokazującym młodym kibicom, jak TO się robi. Liga potrzebuje też wreszcie Twojej chemii z Greggiem Popovichem – na kim będzie testował swoje zgryźliwe poczucie humoru, gdy zabraknie i Tima Duncana, i Ciebie? Z Kawhim Leonardem? Proszę Cię, łatwiej rozśmieszyć Kristapsa Porzingisa czytającego kolejne nagłówki z wypowiedziami Phila Jacksona…

Jeśli Manu Ginobili odejdzie, Pop będzie smutny. Smutny Pop będzie wyżywał się w czasie wywiadów, smutni będą więc też dziennikarze. Smutni dziennikarze, to źle pracujący dziennikarze. Źle pracujący dziennikarze to niezadowoleni szefowie. Niezadowoleni szefowie, to kolejne zwolnienia grupowe (pamiętasz wiosenną czystkę w ESPN?). Kolejne zwolnienia grupowe to zakłócenie równowagi na rynku pracy. Zakłócona równowaga na rynku pracy to zmartwieni ekonomiści. Zmartwieni ekonomiści to problemy sektora finansowego. Problemy sektora finansowego… ok, Manu, long story short – jestem w stanie wytyczyć prostą linię między Twoim zakończeniem kariery w tym roku, a zmianą Ziemi w pękniętą na pół, wypaloną skorupę dryfującą bezwiednie przez pustkę kosmosu. Czyli bez ciśnień, ale nie spierdol tego.

Jako 40-latek możesz już nie mieć sił na bieganie od kosza do kosza, ale w kwestii wartości czysto koszykarskich masz do powiedzenia więcej niż znaczna większość graczy mających dwa razy mniej lat niż Ty. Jak wspomniałem, wiem (i szanuję) że to dla Ciebie żaden argument, ale dołączam do listu wydziergany przez moją mamę szalik z wzorkiem układającym się w Twoje średnie z serii z Warriors – 11.6 PPG, 2.8 APG, 1.8 SPG, 58.8% FG – to jednak nie pożegnalny prezent, a wyposażenie na kolejne zimowe wypady na Wschodnie Wybrzeże w czasie sezonu zasadniczego 17/18.

Odmawiam zakończenia tego listu słowami innymi niż “do zobaczenia”.

Zawsze życzliwy (no dobra, nie znosiłem Ciebie i Spurs w latach zerowych, ale człowiekowi z wiekiem poprawia się gust)
T.K.

Kopiuj link do schowka