LeBron to dobry chłopak, Heat zwyciężają

20/01/2012

Pojedynki między tymi ekipami przejdą do historii głównie znane z rywalizacji Kobego Bryanta z LeBronem Jamesem. Przed niemal każdym ze starć tych dwóch panów w mediach pojawią się całe artykuły poświęcone porównywaniom ich umiejętności, tym jak wpływają na grę swojego zespołu i dlaczego w ogóle zasłużyli na to, by tak skrzętnie być inwigilowanymi. Chociaż bezpośredni match-up mieliśmy okazję w tym spotkaniu oglądać kilka razy, to zdecydowana większość tego pojedynku odbyła się w głowach zawodników. Stojąc obok siebie nie uprawiali trash-talkingu, czy pracowali łokciem z większą intensywnością po prostu wyczekiwali, próbując w tzw. między czasie zyskać, jak najwięcej przewagi w starciu bez piłki.

Sponsor serwisu

To nie był pojedynek między mną i Kobem, nigdy tak nie było. Jestem w tej lidze już tak długo, że nie muszę nic mu udowadniać, a on nie musi nic udowadniać mnie“- mówił po meczu LBJ. Jeżeli pozostalibyśmy w kategorii Jamesa i Bryanta to różnicę spowodowało większe nastawienie LBJa do gry zespołowej. Prócz 31 punktów, 3 bloków, 4 przechwytów, 8 zbiórek (!), miał jeszcze 8 asyst. Jego wszechstronność wręcz eksplodowała. Kobe za to trafił 8/21 FG i mimo, że walczył ze sobą do samego końca wchodząc na wyższy poziom w drugiej połowie było już po prostu za późno.

Lakers najprawdopodobniej zapomnieli o swojej przewadze wzrostu. Zamiast więcej piłek dogrywać do Paua Gasola i Andrew Bynuma po tablicę, szukali sobie miejsce na półdystansie walcząc jednocześnie ze skutecznością. W pierwszej połowie trafili 31% FG i już wtedy oddali mecz w ręce Heat albo jak kto woli (sprawdzonego tej nocy) Króla Jamesa. Natomiast gdy na parkiecie zabrakło LeBrona głównego reżysera, udanie współpracowali ze sobą Mario Chalmers i Joel Anthony po picknrollach. Z ławki dobrą zmianę dał Norris Cole pierwszoroczniak będący dużym zaskoczeniem. Nawet Eddy Curry, który ostatni raz był na parkiecie w grudniu 2009, udowodnił, że Miami zmienia ludzi. Lakers nie byli w stanie odpowiedzieć na tę głęboką rotację Ericka Spoelstry. Prócz 15 punktów Metta World Peacea i Troya Murphyego łącznie więcej wsparcia S5 nie dostało.

Jedyny zwycięski match-up tego dnia ze strony Jeziorowców przypisać możemy Gasolowi. Hiszpan nie tyle, co był dobrze dysponowany, to jako jedyny potrafił sobie wykreować pozycję albo do rzutu, albo do gry w post-up i nie marnował okazji za okazją. Zdobył 26 punktów, trafiając 11/19 FG. Bynum wziął z niego przykład dopiero w czwartej kwarcie, trafiając 5/10 FG i zbierając w tej części meczu 7 piłek. Interior defense (pole trzech sekund) Heat był dzisiaj nadzwyczajnie skuteczny. Dlatego też na jakikolwiek come-back było już za późno. Lakers co prawda zeszli do -10, ale przełamanie było chwilowe. LeBron albo penetrując, albo oddając step-back jumper nad niegdysiejszym Ron-Ronem tamował krwawienie Heat i dowiózł zespół spokojnie do domu. All-around player.

Dwa runy w pierwszej połowie 10:0 i 8:0, zapewniły Heat potrzebny im komfort na resztę spotkania. Nie było już tak dużej presji, jak podczas starcia ze Spurs. Gospodarze trafiali w tym meczu 45% FG i aż 9/18 prób za trzy. LeBron na początku sezonu stronił od gry w perimeter offense Heat, ale ostatecznie nie zapomniał, czego ona wymaga. Ball-movement ?aru, rozciągnął obronę Lakers do granic. W połączeniu z najszybszym transition offense gospodarze byli podczas tych kilku sekund najlepszą drużyną na świecie.

Któryś z komentatorów tego spotkania zwrócił uwagę, że energia i wczesna ofensywa, jaką gospodarze starali się egzekwować niemal z każdym posiadaniem spowodowała mały regres zespołu z Florydy po drugiej stronie parkietu. Osobiście nie mogę się z tym zgodzić. Picknroll defense, a przede wszystkim help-defense Heat pod koszem, w głównej mierze zadecydował o tak marnej postawie Lakers pod tablicami mimo wyraźnej przewagi w tym elemencie ekipy z Kalifornii. Dygresja: czuć było obecność Dwayne Wadea na ławce rezerwowych. “Po obu stronach parkietu byli bardzo agresywni do ostatnich minut spotkania. My z kolei staraliśmy się tacy być w ostatnich sześciu, siedmiu minutach. Nie możesz wyjść przeciwko takiemu zespołowi i pozwolić im grać w ten sposób” mówił po meczu sfrustrowany Mike Brown.

Miami są w tym sezonie 5-0 bez Wadea. W niedzielę o 1:30 u siebie zmierzą się z Philadeplhia 76ers. Na ten moment nie wiadomo, czy Dwyane wróci. Lakers natomiast już jutro o 2:00 w nocy czeka kolejne ciężkie starcie na Florydzie, tym razem z Orlando.

?ledź autora tekstu na twitterze

Kopiuj link do schowka