Koniec Rockets

28/04/2016
Dwight Howard

To nie tylko koniec sezonu, to też koniec wielu zawodników, prawdopodobnie koniec trenera i bardzo trudny czas dla J.B. Bickerstaffa. Gdzieś obok Rockets przegrali ostatni mecz aż 81:114, ale kto by wytrzymał ten mecz oglądać do końca? Nie ja.

Szczerze wam powiem, że jeśli miałbym wam pisać tutaj relację z tego meczu, to bym oszukiwał, pisał na podstawie boxscore’a, recapu juz istniejącego w sieci. Nie oglądałem tego meczu prawie wcale. Od początku wiedziałem jak się skończy, poza tym byłem w dość dużych emocjach po tym jak jedyna jeszcze grająca drużyna, której jestem w stanie kibicować wygrała bardzo ważny mecz.

Zatem pojadę krótkim podsumowaniem tego, czego się spodziewam w najbliższym czasie po Rockets. Po pierwsze pomachanie na odchodne Dwightowi Howardowi. Można wydrukować podziękowanie w gazecie (obok nekrologów), można zrobić prywatne przyjęcie (na które nikt poza Dwightem nie przyjdzie), ewentualnie można wspólnie podziękować sobie na środku boiska i się rozejść, ale wróć, Dwight od razu poszedł do szatni.

To jest drużyna Jamesa Hardena i patrzę w boxscore i widzę, że James trafił dzisiaj 12 z 23 rzutów, reszta zespołu 19 z 64. Blah. Dwight Howard zagrał 45 minut, trafił 3 z 13 rzutów, oddał nawet jedną trójkę, chciał być wszędzie, chyba. Popyt na niego ponoć jest. To niech korzysta, póki może. Ostatnia szansa na długi dość wysoki kontrakt. Jakiś kozioł jeleń się znajdzie.

A co dalej? Patrzę w raporty kontuzji i ostatnie co widzę u Terrence’a Jonesa to chore gardziołko z datą 4 marca 2016. Od tego czasu 5 minut w wygranej z Wolves, a dzisiaj Inactive. What the Fuck? Będzie wolnym agentem, może chcą z niego zrezygnować, może mają go dość, a może po prostu pomylili odwagę z odważnikiem. Corey Brewer ma kontrakt do końca sezonu 2017/18 i J.B. Bickerstaff może tylko szyderczo się uśmiechnąć w kierunku nowego trenera, który przyjdzie w jego miejsce.

Bo Bickerstaff nie powinien wrócić na ławkę Rockets. Może jest dobrym trenerem, może będzie świetnym, ale nie poradzi sobie z zespołem tak rozlazłym, tak źle zbudowanym Darylu Moreyu. Więc J.B. nie próbuj na siłę zostać w Houston, taka jest moja rada, znajdź sobie coś innego gdzieś indziej. Wolna posada jest w Lakers, Knicks, może będzie w Sixers, jest w Kings, jak odpadną Raptors, to może i tam. Ale już nie Houston.

Dobrze, że skończył już się sezon dla nich i dla nas. Jedna zła drużyna mniej do oglądania. A Warriors? Bo oni też w tym meczu grali. Chyba zrobili swoje (nie wiem, nie oglądałem), teraz liczą na to, że Clippers jakoś się wygrzebią i wygrają mecz numer 6. Każdy dodatkowy dzień wolny to czas dla Stephena Curry’ego. I to się liczy.

Kopiuj link do schowka