Koniec klątwy Ewinga, czyli czemu centrzy nie zostają trenerami

06/04/2017
pathoya

Po piętnastu latach pracy na stanowisku asystenta w takich drużynach jak Houston Rockets czy Orlando Magic, Patrick Ewing został wreszcie pierwszym trenerem. „King Kong” przejmie stery uniwersyteckiego zespołu Georgetown Hoyas.

Drużyna którą poprowadzi Ewing w przyszłym sezonie nie gra jednak w NBA. Po 32 latach Pat wraca do swojej alma mater, gdzie przez 4 lata gry, 3 razy doprowadził zespół do finałów rozgrywek NCAA, by w roku 1984 zatriumfować nad ekipą „Phi Slama Jama” z Houston, której barw broniły przyszłe gwiazdy NBA: Clyde Drexler i Akeem Olajuwon (jeszcze bez literki H). Jest to jak dotąd jedyne mistrzostwo NCAA wygrane przez Hoyas w historii. Czy będzie to trampolina do pierwszej samodzielnej pracy na stanowisku szkoleniowca zespołu NBA?

Sponsor serwisu

Po zakończeniu kariery zawodniczej w barwach Orlando Magic w roku 2002, Patrick postanowił spróbować sił na stanowisku asystenta trenera u boku Douga Collinsa w Waszyngtonie. Trenował on tam swojego przyjaciela, a jednocześnie szefa Michaela Jordana.

Kolejnymi klubami były:

– Houston, gdzie pomagał swojemu byłemu trenerowi Jeffowi van Gundy’emu;

– Orlando, gdzie razem z drugim z braci van Gundych, doszedł do finału NBA w roku 2009;

– Charlotte, gdzie został głównym asystentem, a jego bossem po raz kolejny był MJ.

Zawodnicze jak i trenerskie resume Ewinga wygląda znakomicie, dlaczego więc jeszcze nie dostał szansy jako head coach NBA?

Choć jego nazwisko wielokrotnie pojawiało się w mediach, gdy zespoły obsadzały wakat na stanowisku trenera, to jednak kończyło się to zazwyczaj na spekulacjach, a „Big Pat” rozpoczynał kolejny sezon jako asystent. W tym samym czasie, szansę dostawali byli zawodnicy NBA, którzy nie mieli doświadczenia trenerskiego. Golden State Warriors dało szansę najpierw koledze Patricka z Knicksów – Markowi Jacksonowi, by później zamienić go na kolejnego „rookie” Steve’a Kerra. Jason Kidd po zakończeniu kariery objął stanowisko w Brooklynie i przeniósł się po roku do Milwaukee. Nowojorscy Knicks nigdy nie zaproponowali mu nawet roli asystenta, ale zdecydowali się powierzyć pozycję głównego szkoleniowca nowicjuszowi – Derekowi Fisherowi. W przeciwieństwie do swoich kolegów, Ewing nigdy nie otrzymał takiej propozycji. Jedyną, jak do tej pory ofertę objęcia stanowiska pierwszego trenera zaproponowało mu Erie – zespół NBA Development League. Ofertę tę zresztą odrzucił, nie nie tracąc nadziei na trenowanie w NBA.

Sam zainteresowany stwierdził w wywiadzie dla Yahoo! Sports z roku 2016, że taka sytuacja może mieć związek z jego wzrostem i pozycją na której grał w NBA:

„Tak odbierani są centrowie. Wszyscy myślą, że obrońcy są najlepszą opcją, to liga obrońców w tej chwili”.

Na potwierdzenie tych słów Yahoo! Sports podaje statystki z listopada 2012, kiedy średni wzrost trenera w NBA wynosił 188 cm, przy 207 213 cm wzrostu „King Konga”. Dodatkowo, jak podkreśla Yahoo, w roku 2014, aż 13 głównych trenerów było w przeszłości obrońcami, jeden „swingmanem”, 3 skrzydłowymi a 13 natomiast nie grało nigdy na parkietach NBA. Próżno wśród nich szukać centra. W przeszłości zdarzali się środkowi którzy trenowali zespoły w lidze NBA (Bill Russel, Bill Cartwright), lecz było ich naprawdę niewielu. Były trener Ewinga z Georgetown, John Thompson Jr, w wywiadzie dla Washington Post stwierdził:

„Patrick jest świetnym zawodnikiem i wielkim liderem. Ale rzadko słyszysz o inteligencji i wzroście idących w parze, czy to w NBA, czy college’u. Dlatego uważa się, że to obrońcy myślą na parkiecie. Patrick właśnie przez to jest pokrzywdzony”.

W 2016 roku Ewing został zaproszony na rozmowę o pracę trenera Sacramento Kings. Królowie postawili później na doświadczonego Davida Joergera, jednak jeszcze przed rozstrzygnięciem konkursu, specjalista NBA w stacji ESPN, Brian Windhorst, powiedział, że wiele osób nie jest pewnych, czy Ewing jest odpowiednim materiałem na pierwszego trenera. Wątpił nawet w to, że ‘Big Pat’ może być w ścisłej piątce kandydatów rozpatrywanych przez władze Kings.

W tym roku jest inaczej, a szczęście wreszcie uśmiechnęło się do Ewinga.

Dostał szansę, dzięki której może udowodnić, że zasługuje na rolę pierwszego trenera. Natomiast wyniki jego zespołu mogą zamknąć raz na zawsze usta krytykom. Czy będzie to brama do wymarzonej NBA? Miejmy nadzieję.

Dla każdego fana koszykówki z lat 90-tych jest jeden zespół, który po ewentualnej, udanej przygodzie z Hoyas powinien zrekrutować Pata w swoje szeregi. Myślę oczywiście o Knicksach. Byłby to wymarzony powrót do Madison Square Garden i poniekąd powtórka z historii dla samego „King Konga”. Aby mogło się to jednak stać, Ewing musi zaadaptować się do nowego środowiska jakim będzie dla niego koszykówka uniwersytecka. Będzie się zajmować młodzieżą – studentami, którzy zgodnie z przepisami NCAA nie dostają pieniędzy za grę. Rzeczywistość ta odbiega od standardów NBA, gdzie profesjonaliści rocznie inkasują czeki na miliony dolarów. Zajmie miejsce, które piastował kiedyś jego mentor i legenda John Thompson Jr i z którym Hoyas wygrali pierwsze i jak dotąd ostatnie mistrzostwo.

Czy wyciągnie organizację z kłopotów?

Presja jest wielka, ale kto sobie ma z nią poradzić, jak nie Ewing, grający przez większość swojej kariery w Wielkim Jabłku?

Kopiuj link do schowka