Kibice Spurs pozywają Pachulię

18/05/2017
Kawhi Leonard

Lubicie czasem oglądać filmy pokazujące jak jednostka w USA pozywa wielkie korporacje, po wielu latach wygrywa, ale nie dostaje pieniędzy, bo korporacja w międzyczasie bankrutuje? To jest temat wielu książek mojego ulubionego autora – Johna Grishama. Po meczu numer 1 rywalizacji Warriors – Spurs, niejaki Juan Vasquez postanowił, że spróbuje zostać bohaterem kolejnej takiej opowieści.

Juan Vasquez pozwał Golden State Warriors, a także Zazę Pachulię we wtorek w imieniu własnym i właścicieli karnetów Spurs. W swoim pozwie Vasquez wnioskuje o wystawienie zakazu zbliżania się, co jest wręcz śmieszne, bo czy to znaczy, że Warriors nie mieliby możliwości wejścia do hali Spurs? Sprawę spróbował wyjaśnić prowadzący sprawę prawnik:

Jedyne o co wnosimy do sądu, to żeby tego typu zachowanie, które może, a w tym przypadku wprost jest powodem poważnych kontuzji naszych zawodników, nie było dozwolone w San Antonio.

Tego typu tłumaczenie już bardziej do mnie przemawia. Z drugiej strony, zastanawiam się czy to nie sami Spurs, ewentualnie sam Kawhi Leonard powinni być bardziej właściwymi pozywającymi w tej sprawie. Ale nie znam się aż tak dobrze na prawie stanu Teksas.

Nick Moyle z San Francisco Chronicle wypisał z kolei kilka dodatkowych szczegółów z pozwu:

– pozew stanowi, że Pachulia „zachował się bez usprawiedliwienia, celowo i złośliwie naruszył obszar lądowania zawodnika drużyny przeciwnej, Kawhi Leonarda.”
– tym czynem Pachulia „zdewastował jakość szans Spurs na wyrównaną walką i na rozegranie większej liczby meczów we własnej hali zarówno w finale konferencji, jak i potencjalnie w finale NBA.”
– pozew też obwinia Pachulię za negatywny wpływ na cenę biletów, co może sie przełożyć na wpływy klubu
– pozwani mogą być ukrani sumą limitowaną przez sąd do kwoty 73 tysięcy dolarów
– czasowy zakaz zbliżania się może zostać wydany wobec pozwany bez powiadomienia

Uff. Czasem mam wrażenie, że Amerykanie przesadzają z próbą odzyskania „utraconych lub potencjalnie utraconych dóbr”, ale z drugiej strony przynajmniej walczą o swoje. Nie wiem tylko czy wywołuje to u mnie podziw czy politowanie.

Kopiuj link do schowka