Jak Indiana Pacers mogą utrzeć nosa George’owi i Lakers

19/06/2017
paul george

Obwieszczenie Paula George’a grzebie szanse Indiana Pacers na sprawiedliwy transfer swojej gwiazdy, ale nie oznacza, że ich jedyną opcją jest teraz wysłanie go za prawie darmo do Lakers.

W rankingu najbardziej depresyjnych fanbaz – stan na połowę czerwca 2017 – kibice Indiana Pacersa muszą być teraz w samej czołówce, obok Knicks, Nets, Kings i… Celtics (bo co jeśli Fultz będzie tak dobry, jak wszyscy myślą?) – ich największa gwiazda rok przed końcem kontraktu obwieszcza, że jest zdecydowana po sezonie odejść i to do konkretnego klubu.

Jeszcze kilka dni temu widziałem nagłówki, że Paul George nie myśli o transferach i wolnej agenturze, jest graczem Pacers i liczy tu na dobre wyniki, bo nie są wcale taką złą drużyną. Tymczasem wczoraj gruchnęło, że powiedział włodarzom swojego klubu, iż latem 2018 pakuje manatki i przeprowadza się do Los Angeles. Co gorsza – ta decyzja została upubliczniona, co grzebie szanse Indiany na znalezienie dobrej oferty na rynku transferowym.

Rozgrywanie sezonu z będącym myślami gdzie indziej PG13 nie ma większego sensu, ale opcje Indiana Pacers na uzyskanie w zamian czegoś wartościowego są znikome.

Nie znaczy to jednak, że powinni podać go Lakers na złotej tacy.

Ja rozumiem, że kluby starają się traktować swoich zawodników z szacunkiem, nawet jeśli ci tego podejścia nie odwzajemniają (jestem przekonany, że za upublicznienie decyzji PG13 odpowiada jego obóz, chcący wymusić na Pacers transfer już teraz). Raz, że taki Paul George zrobił dużo dobrego dla klubu z Indianapolis, dwa, że sposób w jaki organizacja obchodzi się z graczami obserwują inni koszykarze i biorą pod uwagę przy ewentualnym podpisywaniu kontraktów. Myślę jednak, że PG nie zostawił wyboru Kevinowi Pritchardowi i spółce – skoro zbił swoją wartość transferową do zera, to takie same zero mogą zaoferować Pacers inne kluby, a przecież George nie ma no trade clause.

Co z tego, że w 2018 roku podpisze on kontrakt z Lakers – roczne wypożyczenie gracza tego formatu będzie łakomym kąskiem dla wielu zespołów z czołówki lub tuż za nią.

Gdybym był Indianą olałbym negocjacje z zapewne bardzo z siebie zadowolonymi Lakersami (no chyba, że zaoferują któregoś ze swoich wartościowych młodych zawodników, choć po co mają to robić?) i przytrollował zarówno ich, jak i Paula George’a. Jak? Są na to dwa sposoby.

1. Oddać go do contendera z górnej półki.

Wiadomo, że Golden State Warriors powiedzą „pas” (nawet oni nie są aż tak zachłanni) i San Antonio Spurs też wolą poszukać długoterminowych odpowiedzi, ale Cleveland Cavaliers powinni teraz wisieć na telefonie z Kevinem Pritchardem. To klub, który w 2018 roku też prawdopodobnie straci swoją największą gwiazdę, więc z chęcią postawi wszystko na jedną kartę. Może nie ma do zaoferowania wysokich picków i młodych graczy, ale zapewne skłonny będzie oddać jakąś kombinację przydatnych weteranów.

Paul George w zasadzie byłby zmotywowany, bo to zapewne byłaby jego najlepsza szansa na mistrzostwo w całej jego karierze, podobnie jak najlepsza szansa dla Cavs na pokonanie Warriors, z którymi wreszcie zrównaliby się w liczbie gwiazd. Załóżmy, że Cleveland zgarnie tytuł w 2018 roku: nagle decyzja Paula George’a – i decyzja LeBrona – o przenosinach do Los Angeles nie jest taka oczywista.

2. Oddać go do Los Angeles Clippers.

Skoro Paul George tak bardzo chce grać w Mieście Aniołów – proszę bardzo, Indiana Pacers są w stanie spełnić jego życzenie, bez jednoczesnego spełniania mokrych snów Magica Johnsona.

Informacja o transferze PG13 zapewne sprawi, że Chris Paul i Blake Griffin chętniej przedłużą swoje kontrakty. Jego pozyskanie sprawi, że CP3 wreszcie będzie mógł pomarzyć o wyjściu poza drugą rundę playoffs, a George zagra w swoim rodzinnym mieście i to w prawdziwym contenderze. To może nie być poziom Warriors, ale ta Wielka Czwórka będzie miała prawo poważnie myśleć o ich detronizacji. Czy wtedy zmiana szatni na Lakers w 2018 nadal będzie tak kusząca?

Oczywiście proponowane przeze mnie transfery to zabawa, Indiana Pacers mogą zażądać więcej lub mniej (plus oczywiście poproszą o picki), ale Cavaliers i Clippers to drużyny, z którymi Kevin Pritchard powinien skontaktować się w pierwszej kolejności… a potem obdzwonić jeszcze kilka innych miejsc, zanim porozmawia z Magikiem Johnsonem. Niech się Lakers trochę napocą, a co…

I wiecie co? To już się dzieje. Brawo Pacers.

Kopiuj link do schowka