Hibbert odmienia Hornets

27/10/2016
Roy Hibbert

Taki mecz jak ostatniej nocy, czyli 15 punktów, 9 zbiórek i 5 bloków nie będzie czymś regularnym. Ale i tak Roy Hibbert już w pierwszym meczu udowodnił jak przydatnym graczem może być dla Hornets. Przebudowanych, inaczej grających Hornets. Hibbert da drużynie to, czego ta nie miała w obronie chyba od czasów Alonzo Mourninga.

W głowie mam dwa obrazy Roya Hibberta. Ten pierwszy kiedy w jednym z meczów zakłada 11 czap:

Sponsor serwisu

I ten drugi, gdy w barwach Lakers ledwie powłóczy nogami przemieszczając się po parkiecie i najchętniej chyba usiałby na ławce. Takiego go opisywał Łukasz Woźny w poprzednim sezonie. Już wtedy wielu zwracało uwagę, że kluczem do dobrej gry Roya jest nastawienie psychiczne. Nic odkrywczego, ale jakże w jego przypadku trafnego.

Steve Clifford jest trenerem, którego gracze ponoć uwielbiają. Już niejednego zawodnika w tej NBA odratował z odmętów nicości. To on przywrócił na jeden sezon Ala Jeffersona do żywych. I to tak bardzo, że pamiętam jak rozmawialiśmy o tym, że na jego barkach jeszcze wtedy Bobcats mogą zagrozić w playoff Miami Heat. Potem to samo zrobił z Jeremym Linem czy Marvinem Williamsem. Teraz wyciągnął rękę do Hibberta i pierwsze symptomy wydają się bardzo pozytywne.

Jeden mecz to za mało, żeby wyciągać wnioski. Zgadzam się z tym w 100%, ale pewne nasuwają się same. Nie chodzi tu o grę, ale o nastawienie i przygotowanie fizyczne. Hibbert dzisiaj w nocy biegał po parkiecie, Hibbert dzisiaj świetnie przesuwał się w obronie, wreszcie Hibbert był dzisiaj prawie nadaktywny w ataku. A skoro są chęci, to od razu pojawiły się wyniki. Do tego widać, że cała drużyna go akceptuje i mu kibicuje, bo radość jaka panowała na ławce po jego akcjach wyglądała najzwyczajniej w świecie na szczerą.

I co taki Hibbert może dać drużynie? Na dzień dobry 4 bloki do przerwy, które weszły do głowy rywala na tyle, że gdy w drugiej połowie Greg Monroe wchodził pod kosz, to Roy mógł go nawet odpuścić, a Monroe bojący się o czapę próbował rzucić z drugiej strony obręczy i ledwo co zahaczył o obręcz.

Hibbert daje drużynie w obronie to, czego Hornets nie mieli od czasów Alonzo Mourninga. Oczywiście pod kątem defensywnym. Owszem, mieli w zespole Emekę Okafora, niezłego defensora, czy Vlade Divaca, ale Hibbert to specjalista najwyższej klasy. Przekonał się o tym chociażby Giannis Antetokounmpo, którego wjazd pod kosz skończył się tym, że Grek dostał taką czapę, że nawet nie dał rady wyskoczyć w stronę kosza.

Agresja Hibberta była też widoczna w ofensywie. Cztery zbiórki w ataku, cztery potężne wsady, wszystko na dużej energii i szybkości. Sprawdziłem z ciekawości ile wsadów przez cały poprzedni sezon miał Al Jefferson. 17. Hibbert w jedną noc zanotował zatem jedną czwartą tego wyniku. Do tego świetnie podawał, notując asysty do ścinającego Michaela Kidd-Gilchrista, kolejnego zawodnika, który oczarował mnie w pierwszym spotkaniu z Bucks.

Wciąż potrafił irytować, notując nieco niezdarne straty, choćby po faulach w ataku, ale to jest pochodna jego warunków fizycznych. Ważne jednak, że w obronie nadąża z pracą na nogach, dokładnie tak jak te 3-4 lata temu w barwach Pacers. A to daje więcej luzu zawodnikom obwodowym.

“Jest dla nas poduszką bezpieczeństwa. Wiemy, że jeśli ktoś nas ogra, to jest jeszcze on, który nas ubezpiecza. To powoduje, że częściej możemy ryzykować walkę o przechwyt.” – mówi Marvin Williams.

Nieco ponad miesiąc temu Steve Clifford mówił, że Hornets muszą poprawić obronę, bo nie mają tyle talentu w ataku. I to właśnie obroną wygrali ten mecz, a nią świetnie dyrygował właśnie Hibbert. Ta jego obrona pozwoliła też pozostałym defensorom bez problemu zamieniać się w kryciu przy zasłonach. To z kolei odcięło w tym meczu Jabariego Parkera, który nie ma jeszcze dobrego rzutu i bazuje na wjazdach pod kosz. Przy obecnym tam Hibbercie nie był tak efektywny. Radził sobie tylko Antetokounmpo.

Hibbert nadaje tej drużynie zacięcie obronne. I daje to, czego nie mieli przez lata. Już w poprzednim sezonie odeszli od grania wielu piłek przez środkowego i to się nie zmienia. A do tego zamiast kulawego w obronie Ala Jeffersona dostają jednego z najlepiej broniących obręczy graczy w lidze. Oczywiście wtedy gdy dotrze się do jego głowy. A Steve Clifford jak widział sobie z tym bardzo dobrze poradził.




Kopiuj link do schowka