Grizzlies zdobywają Miasto Aniołów

05/11/2017
Marc Gasol Blake Griffin Harry How/Getty Images

W sobotni wieczór czasu polskiego Memphis Grizzlies odwiedzili Staples Center, aby zmierzyć z do tej pory najlepszą drużyną konferencji zachodniej, Los Angeles Clippers. W poprzednich latach pojedynki tych dwóch ekip, czy w sezonie regularnym czy w Playoffs, były wyjątkowo wyrównane i budziły wiele emocji wśród fanów jak i zawodników.

Już od pierwszego gwizdka można było powiedzieć, że najprawdopodobniej znowu będziemy świadkami interesującego starcia. Oba zespoły grały niemal punkt za punkt i maksymalnie próbowały wykorzystać swoje mocne strony. Clippers mocno atakowali na kosz, dzięki czemu w pierwszej połowie wywalczyli aż 22 rzuty osobiste, przy zaledwie 6 gości. Grizzlies z kolei trzymali się bliżej perymetru i trafili aż 7 rzutów trzypunktowych. Dzięki temu byli w stanie wyjść na prowadzenie wynoszące nawet 12 oczek, ale gospodarze jeszcze przed gwizdkiem sygnalizującym koniec pierwszej połowy zdołali zniwelować tą przewagę do zaledwie 4 punktów.

Spotkanie nie zmieniło swojego przebiegu po zmianie stron. Rywale raz za razem wymieniali między sobą ciosy, ale to Misie cały czas pozostawały na prowadzeniu. Za każdym razem gdy już się wydawało, że Clippers są w stanie przejąć kontrolę, przyjezdni odpowiadali ze zdwojoną siłą. Warto zwrócić uwagę na fakt, że aż siedmiu zawodników Grizzlies zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową, w tym aż czterech z ławki. W punktach pokonali oni rezerwowych gospodarzy 55-20. Gospodarze nie popisali się też skutecznością zza łuku. Wynosiła ona zaledwie trochę ponad 15%, przy bardzo dobrych 42% Niedźwiedzi. W dużej mierze przyczynił się do tego Pat Beverly, który trafił tylko jeden z ośmiu oddanych rzutów za trzy punkty.

Na niecałe 3 minuty przed końcową syreną Memphis wyszło na 10- punktowe prowadzenie i już było wiadomo, że zwycięstwo należy do nich. Blake Griffin i spółka zupełnie nie mieli pomysłu na to jak skonstruować akcje, które miały przechylić szalę na ich korzyść. Próbowali jeszcze swojego szczęścia w ostatnich sekundach, ale przyjezdni bardzo dobrze wykonywali swoje rzuty wolne i dopisali sobie szóstą wygraną w tych rozgrywkach, dzięki czemu wskoczyli na drugie miejsce na Zachodzie. Clippers z kolei, z bilansem 5-3 spadli na miejsce piąte.

Oba zespoły będziemy mogli ponownie zobaczyć już jutro i to w Staples Center. O 21:30 czasu polskiego Clippers będą mieli okazję do zrehabilitowania się w pojedynku z Miami Heat. 7 godzin później Niedźwiedzie będą mieli okazję przetestować kwestionowane ostatnio zdolności koszykarskie Lonzo Balla i reszty składu młodziutkich Lakers.

Kopiuj link do schowka