Finały NBA 2001 – Heart over height

18/12/2017

Wiele osób uważa drużynę Los Angeles Lakers z sezonu 2000/2001 za jedną z najlepszych ekip w dziejach ligi NBA. Stwierdzenie takie jest na pewno w jakiejś części prawdziwe, ale tylko w odniesieniu do playoffs. Zespół Phila Jacksona przebił się przez ten etap rozgrywek jak burza, ustanawiając rekordowy bilans 15-1 (pobity dopiero przez ’17 Warriors, 16-1). Natomiast sezon zasadniczy nie zapowiadał takiej dominacji Shaqa i spółki. Z wynikiem 56-26 zajmowali drugie miejsce w konferencji za San Antonio Spurs. Jednakże w maju 2001 roku, Lakers nie pozostawili złudzeń, rozbijając drużynę Gregga Popovicha w finale konferencji 4-0. Na przeciwnym krańcu NBA stanął natomiast zespół, któremu przewodził 183-centymetrowy rzucający obrońca, który stał się bohaterem dla wielu ludzi, głównie ze względu na swój wzrost, ale również umiejętności i ducha walki. The Answer, bo o nim mowa, miał wszystko co trzeba było, by postawić się „Jeziorowcom”.

Od początku sezonu zasadniczego „Phila” była kandydatem do osiągnięcia finałów ligi. Z identycznym bilansem jak Lakers, zajęli pierwsze miejsce w Konferencji Wschodniej. Allen Iverson miał za sobą najlepszy rok w karierze. Z najwyższą średnią punktów na mecz (31.1) oraz przechwytów (2.5), otrzymał nagrodę MVP, nawiązując do ostatniego zdobywcy tej nagrody dla 76ers, Mosesa Malone (1982-83). Po dwóch bardzo wyrównanych seriach z Toronto Raptors i Milwaukee Bucks, prowadzeni przez Larry’ego Browna gracze z Filadelfii dostali się do finałów NBA, również po raz pierwszy od roku 1983 i legendarnego duetu Erving & Malone. W meczu zamykającym Finały Konferencji Wschodniej, AI zdobył 44 punkty i 7 asyst, znacząco przyczyniając się do końcowego sukcesu swojej drużyny.

Ze względu na imponujący marsz Lakers przez Konferencję Zachodnią, skazywano 76ers na szybką porażkę. Mimo tego, byli oni w stanie wygrać w pierwszym meczu, rozegranym w hali Staples Center. Iverson uzyskał aż 30 punktów w pierwszej połowie spotkania. W drugiej odsłonie i dogrywce dorzucił jeszcze 18, dzięki czemu „Phila” wygrała 107-101. Na nic zdały się 44 punkty i 20 zbiórek Shaquille’a O’Neala. Spotkanie numer 2 zaczęło się bardzo podobnie, jednak Lakers zdołali odnaleźć właściwy rytm gry już w drugiej kwarcie. Z każdą kolejną minutą stopniowo powiększali zdobycz punktową, utrzymując 10-punktową przewagę. Na poziomie MVP w tym spotkaniu zagrał center „Jeziorowców”, Shaq. 28 punktów, 20 zbiórek, 9 asyst i rekordowe 8 bloków (pobite o 1 przez Dwighta Howarda w 2009 roku) jest do dziś jednym z najlepszych indywidualnych występów w historii finałów NBA.

76ers nie byli w stanie bardziej sprzeciwić się drużynie Phila Jacksona. Przegrali 3 kolejne spotkania rozegrane w First Union Center, dając Lakers drugi z rzędu tytuł mistrzowski. Nawet 35.6 punktu zdobywane średnio przez Allena Iversona, okazało się niewystarczające do odniesienia kolejnego zwycięstwa. „Hear over height” nie było dość silne, by powstrzymać broniących tytułu graczy z LA. Usprawiedliwiający może być dla AI fakt, iż poza Dikembe Mutombo, nie miał tak naprawdę wsparcia na poziomie drużyny walczącej o mistrzostwo NBA. Naprzeciwko nich stali przecież Shaq, Bryant, Fox, doświadczeni Horry, Fisher, Ron Harper czy Horace Grant.

Jak się później okazało, była to ostatnia wizyta Sixers w finałach NBA aż po dzień dzisiejszy. Nadzieją dla ich fanów może być z pewnością odmłodzona, pełna talentu drużyna z Joelem Embiidem i Benem Simmonsem, która mam nadzieję, że w przyszłości wstrząśnie ligą i nawiąże do sukcesów wspomnianych wcześniej Juliusa Ervinga, Mosesa Malone czy Allena Iversona.

Kopiuj link do schowka