Finały NBA 1997 – MVP vs. (prawie) MVP

04/01/2018
fot. AP

W pierwszej w Nowym Roku podróży do finałów NBA, skaczemy do czasów, gdy debiutantem roku został młody chłopak z Virginii, Allen Iverson, a w piątkach All-Rookie znaleźć można było takie gwiazdy, jak Stephon Marbury, Ray Allen, Antoine Walker czy…Kobe Bryant. W NBA było w tym roku 29 zespołów, jednak to właśnie ten, dostał się do Finałów NBA po raz pierwszy w historii klubu, a wszyscy kibice gromadzący się w hali Delta Center wierzyli, że ten rok będzie ich. Wierzyli, że jeden z najsłynniejszych duetów w historii ligi, Stockton&Malone, okaże się lepszy od obrońców tytułu, Chicago Bulls.

Zawodnicy Jerry’ego Sloana uzyskali w sezonie 1995/96 trzeci wynik w Konferencji Zachodniej, jednak nie dali rady pokonać Seattle Supersonics, ulegając im w siedmiomeczowym starciu. Mimo wszystko, gracze Utah Jazz, a w szczególności Karl Malone, pozostali głodni walki o najwyższe cele i trofea. Popularny “Listonosz” miał za sobą już dziesiąty z rzędu sezon na poziomie 20.0 i więcej punktów oraz 9.0 i więcej zbiórek. Sezon zasadniczy 1996/97 był wymarzony dla zespołu ze stanu Utah. “Jazzmani” ustanowili niepobity do dziś rekordowy bilans w historii klubu, 64-18. Pomimo lepszego wyniku Chicago Bulls (69-13), MVP nie trafiło w ręce lidera “Byków”. Dosyć niespodziewanie, Malone pokonał Jordana w głosowaniu. W środowisku koszykarskim panowała jednak opinia, iż silny skrzydłowy Jazz otrzymał wyróżnienie tylko dlatego, by otrzymał je “ktoś inny niż Jordan”. Utah przegrało tylko 3 mecze w drodze przez Konferencję Zachodnią, eliminując młodych i niedoświadczonych Los Angeles Lakers oraz “Wielką Trójkę” z Houston Rockets.

Naprzeciwko nich, stanęła ekipa świeżo upieczonych mistrzów NBA. Powrócili na tron po dwóch tytułach zdobytych przez drużynę Rudy’ego Tomjanovicha i jego Rockets. Jordan, Pippen i Rodman, nie oglądając się na nic i na nikogo, pewnie zmierzali do kolejnych Finałów NBA. Wyrównali drugi najlepszy bilans w historii NBA (69-13). W drodze do ostatecznej walki o trofeum Larry’ego O’Briena, dali sobie wyrwać tylko 2 mecze; Atlancie Hawks i drużynie Pata Rileya, który został trenerem roku 1997, Miami Heat. Przewagę własnej hali mieli w serii finałowej gracze Bulls, jednak fani Jazz wierzyli w pokonanie Jordana i spółki z Wietrznego Miasta.

Już w pierwszym meczu rozegranym w hali United Center, zespół Jerry’ego Sloana pokazał, że nie ustąpi miejsca obrońcom tytułu. Jednak spotkanie to, było jednym z wielu argumentów do dyskusji na temat “kto bardziej zasłużył na tytuł MVP”. Remis po 82, Malone na linii osobistych. Pudłuje obydwa rzuty, Rodman wywalczył piłkę, MJ zebrał. Phil Jackson bierze czas, po czym wprowadza na boisko “strzeleckie” ustawienie. Na parkiet wyszli Steve Kerr, Jud Buechler. Mieli oni być swego rodzaju zasłoną dla Jordana. Jazz połknęli haczyk i nie podjęli decyzji o podwojeniu 4-krotnego MVP Finałów. Komentujący wraz z Marvem Albertem Bill Walton, powiedział tuż przed wznowieniem z autu przez Chicago:

Zdyscyplinowana obrona, wymusić fadeaway, nie faulować.

Bryon Russell na pewno miał taki zamiar. MJ był jednak zbyt…zbyt…po prostu zbyt dobry. Uciekł w lewą stronę, a kiedy na zegarze widniało zaledwie 0.6 sekundy, oddał zwycięski rzut. O ile spotkanie nr 2 i 3 nie miały zbyt ciekawego przebiegu, o tyle mecz numer 4 zakończył się bardzo cennym zwycięstwem Utah Jazz. Mistrzowie Konferencji Zachodniej doprowadzili do remisu w serii 2-2. Mimo wcześniej wspomnianych wydarzeń, to starcie numer 5, w hali Delta Center, zapadło w pamięć wszystkich kibiców NBA.

Co stało się Jordanowi, dlaczego się stało i jak się stało – nie wiem, i chyba nie chcę wiedzieć. Jeżeli wierzyć oficjalnemu przekazowi lekarzy Bulls, było to zatrucie pokarmowe. Miał on nie pojawić się tego dnia na parkiecie, jednak na kilkadziesiąt minut przed meczem, podjął decyzję, iż będzie grał. Jazz wykorzystali słabość MJ’a i odskoczyli z wynikiem. Zespół Phila Jacksona zdołał uspokoić grę, by ostatecznie pokonać gospodarzy 90-88, po kolejnym zwycięskim rzucie wielokrotnie wspomnianego Jordana.

Gracze Utah wrócili do United Center z nadzieją na decydujący mecz siódmy. Jak się później okazało, nie mieli już o co grać. Steve Kerr został bohaterem dnia, trafiając rzut na miarę mistrzostwa NBA, po otwierającym podaniu Michaela Jordana. Złe wznowienie piłki graczy Sloana przypieczętowało piąty tytuł mistrzowski Bulls. Scottie Pippen zdołał zgarnąć dosyć niecelnie wrzuconą piłkę z autu i podał ją do Toniego Kukoca, który wsadem, zakończył mecz. Mimo, iż na zegarze pozostały 0.6 sekundy, sędziowie postanowili, iż Jazz nie mają już jak odrobić straty i nie będą przerywać celebracji na parkiecie, która wybuchła od razu po zdobyciu punktów przez Chorwata.

Chicago zdobyło swój piąty mistrzowski tytuł, stając się zaledwie trzecim zespołem w historii NBA (obok Celtics i Lakers) z przynajmniej pięcioma mistrzostwami ligi. Karl Malone wierzył w rewanż. Uważał, że nie stanął na wysokości zadania i obrał swój cel na następne lata – zdobyć mistrzostwo NBA. Jednakże, rewanżowe starcie Bulls i Jazz, to historia na osobny tekst.

Kopiuj link do schowka