Finały NBA 1996 – co by było…

24/12/2017

Powrót do czasów, gdy Debiutantem Roku zostawał Damon Stoudemire, a członkami All-NBA Rookie Second Team byli… Sheed Wallace i Kevin Garnett! Sam sezon 1995/96 był bardzo ciekawy i emocjonujący, jednak to wydarzenia, które nastąpiły latem 1996 roku, znacząco zmieniły układ sił w lidze NBA. Głównie mam tutaj na myśli rolę Shaquille O’Neala i jego przejścia do Los Angeles Lakers, ale również kontuzję Davida Robinsona w grudniu ’96, która paradoksalnie spowodowała potężne wzmocnienie Spurs w roku 1997. Jednakże były to wszystko rzeczy kręcące się przez następne 2-3 lata wokół głównego wydarzenia w lidze – wielkiego powrotu na tron Michaela Jordana, wraz z odmienionymi Chicago Bulls.

Bulls byli głodni sukcesu. W sezonie 1994/95 pożegnali się z playoffs już w półfinale konferencji, przegrywając w 6-meczowej serii z Orlando Magic. Jak wspominał później Shaq, ogromnie dużo dawał drużynie z Florydy były zawodnik Byków, Horace Grant, który bardzo dobrze znał styl gry swoich kolegów z czasów gry w Chicago. Latem 1995 roku, władze Bulls przeprowadziły wymianę, w wyniku której nowym członkiem drużyny został Dennis Rodman. Mało użyteczny w ataku (nie licząc ofensywnych zbiórek), natomiast stanowiący filar defensywy każdego klubu, w którym miał okazję grać (przez wielu ekspertów uznawany za najlepszego zbierającego ostatnich 30-40 lat).

Fani spodziewali się dobrej gry zespołu z Wietrznego Miasta, ale pewnie nie aż tak dobrej. Bulls prowadzeni przez grającego jak za dawnych lat Michaela Jordana wygrali rekordowe 72 z 82 spotkań sezonu zasadniczego (rekord ten pobity został przez Golden State Warriors w 2016 roku; 73 zwycięstwa) bijąc poprzedni rekord legendarnych Los Angeles Lakers z roku 1972. Toni Kukoc otrzymał nagrodę Rezerwowego Roku, a trio Jordan-Pippen-Rodman znalazło się w All-Defensive First Team. Chicago przebrnęło przez Konferencję Wschodnią jak burza, przegrywając zaledwie jedno spotkanie, po dogrywce z New York Knicks. W finale konferencji rozbili finalistów NBA z poprzedniego sezonu, Orlando Magic, aż 4-0.

Tymczasem, w odległości ponad 3000 km od Chicago, mecze sezonu zasadniczego rozgrywała drużyna, która dosyć niespodziewanie, jako jedyna w Konferencji Zachodniej wygrała 60 lub więcej spotkań (64). Mowa oczywiście o zespole Seattle Supersonics. Ekipa prowadzona przez George’a Karla, z Obrońcą Roku – Garym Paytonem oraz członkiem All-NBA Second Team, Shawnem Kempem, dosyć szybko przebiła się przez dwie pierwsze rundy playoffs. W finale konferencji, dopiero po 7-meczowej batalii z Utah Jazz, udało im się dostać do Finałów NBA, po raz pierwszy od sezonu 1978-79.

Pierwsze trzy spotkania finałowe mogły wprawić wielu fanów NBA w osłupienie – najlepsza drużyna z Konferencji Zachodniej, przegrywała już 3-0 z Chicago Bulls. Na kosmicznym wręcz poziomie grał wówczas Dennis Rodman. W trzech meczach zebrał 43 piłki (średnio 14.3 zbiórki na mecz)! Wielce oczekiwany sweep nie miał jednak miejsca. Obudził się Shawn Kemp, Gary Payton robił wszystko co mógł, by utrudnić grę Michaelowi Jordanowi, i wywiązał się z tego zadania nadzwyczaj dobrze. Seattle wygrało mecz numer 4 i 5, powracając do hali United Center z nadzieją na decydujący, siódmy mecz. Tak się jednak nie stało. Bulls zamknęli serię na swoim parkiecie, wygrywając 87-75. Fenomenalny mecz rozegrał niezastąpiony Rodman. Popularny „Robak” zaliczył 19 zbiórek (w tym 11 ofensywnych, co do dziś jest rekordem Finałów NBA), 9 punktów i 5 asyst. Chicago zdobyło 4 mistrzowski tytuł w ciągu 6 lat, a Jordan zadedykował ten sukces swojemu zmarłemu 3 lata wcześniej ojcu (mecz numer 6 rozegrano w Dzień Ojca). MJ zdobył czwartą nagrodę MVP Finałów, jednak trzeba tutaj wspomnieć o tym, jak bardzo ograniczył jego grę Gary Payton. Właśnie w serii z Seattle, Jordan zdobywał średnio najmniej punktów ze wszystkich finałowych potyczek w swojej karierze.

Bulls zdobyli kolejne dwa mistrzostwa ligi w latach 1997/98, a Sonics wciąż poszukiwali okazji do rewanżu, jednak nigdy już jej nie uzyskali. 12 lat później, w roku 2008, klub z Seattle przekształcono w Oklahoma City Thunder i ulokowano go w stanie Oklahoma. Nawiązując jeszcze do wspomnianych na samym początku wydarzeń okołojordanowskich, trzeba przyznać, iż porażka Magic w finale konferencji znacząco wpłynęła na decyzję Shaquille O’Neala o przejściu do Los Angeles. Oczywiście, duży wpływ na to miały również pieniądze (Magic dali więcej Hardawayowi, Lakers zaproponowali więcej O’Nealowi) ale z całą pewnością, widmo kolejnych starć z niesamowicie mocną ekipą z Chicago, było wystarczające, by Shaq trafił do LA Lakers. Gdyby nie porażka Magic, kto wie co stało by się z poszczególnymi zespołami w końcu lat 90. i na początku 2000. Czy Kobe Bryant trafiłby do Lakers (Jerry West miał na celu połączenie O’Neala i Bryanta)? Czy Magic z Hardawayem i Shaqiem zdominowaliby ligę? To już jest jednak sfera „gdybania”, którą możemy poznać tylko przeprowadzając symulację takiego przebiegu zdarzeń w grze komputerowej lub na papierze.

Kopiuj link do schowka