Eurobasket 2017: Polacy żegnają się z turniejem

06/09/2017
Damian Kulig Polska Eurobasket FIBA Basketball

Niestety – nie udało się pokonać Greków i Eurobasket 2017 kończy się dla reprezentacji Polski na fazie grupowej. Ulegliśmy Grekom wynikiem 77:95.

Niestety, w ten właśnie sposób żegnamy się z turniejem Eurobasket 2017. Wielka szkoda, bo mieliśmy w czasie tych mistrzostw wiele okazji, których nie udało się wykorzystać. Przy odrobinie szczęścia mogliśmy wyjść z miejsca drugiego. Niestety, pozostaje nam żal, rozgoryczenie i niedosyt.

Tym razem obyło się bez nerwowej końcówki – Grecy rozkręcili się szybciej i zapewnili sobie bezpieczną przewagę unikając nerwowego crunchtime. Tym razem nie można mówić o zaprzepaszczonym prowadzeniu, bo cały mecz przebiegał praktycznie bez większych przewag jednej czy drugiej strony. To było emocjonujące, bardzo wyrównane – ośmielę się powiedzieć, że nasze najlepsze na tym Eurobaskecie. Nie zgodzę się z każdym narzekającym w komentarzach na to, że biało-czerwoni zagrali „znowu beznadziejne” – musimy pogodzić się z faktem, że jesteśmy europejskim średniakiem i wyrównany mecz z rywalem takim jak Grecja, Francja czy nawet Finlandia to dobre osiągnięcia naszej reprezentacji w takim składzie personalnym. Nie mamy przecież gwiazd, uznanych , markowych graczy. W żadnym meczu, poza tym z Islandią, najlepszy zawodnik na parkiecie nie grał po naszej stronie. Najczęściej to trzech-czterech najlepszych graczy w danym meczu grało po stronie przeciwnika.

Dziś jednak jak najlepszy gracz wyglądać mógł Damian Kulig. Jeszcze przed turniejem duże nadzieje wiązałem właśnie z tym zawodnikiem, jako naszym najbardziej wszechstronnym podkoszowym. W przeciągu całego turnieju Damian nie prezentował się najlepiej, ale dziś pokazał cały wachlarz swoich umiejętności – Rzuty z dystansu, gra w post-up, zbiórki, obrona. Kulig zanotował dziś 26 punktów i przez długi czas to głównie dzięki niemu byliśmy w tym meczu.

Najlepszy mecz na tym turnieju zaliczył tez Łukasz Koszarek, który znów nie mógł liczyć na pomoc AJ Slaughtera. Wizja parkietu i rzut za trzy często są przysłaniane w oczach kibiców przez brak mobilności i słabą defensywę – jednak dziś to właśnie przegląd pola i sprawny cyngiel najbardziej rzucały się w oczy w jego grze. Z braku alternatywy Koszarek spędził na parkiecie aż 33 minuty – co jednak wyszło na dobre, bo mniej było grania problematycznymi line-upami bez rozgrywającego.

Niestety, w odróżnieniu od meczu z Francją, rozczarował dziś Aaron Cel. W jego grze nie było dużo przekonania, a rzuty nie chciały mu wpadać do kosza. Nie da się ukryć, że trochę więcej chcielibyśmy dostać od swoich liderów – Adama Waczyńskiego i Mateusza Ponitki. Waczyńskiemu zabrakło skuteczności – więc najważniejszego elementu. O Ponitce trudno powiedzieć cokolwiek złego – wydaje się po prostu, że była w jego grze jeszcze duża rezerwa, zwłaszcza fizyczna.

Bardzo ciekawe było podejście naszej reprezentacji do obrony w dzisiejszym spotkaniu. Naszym problemem nie od dziś jest zatrzymywanie akcji pick’n’roll. Przy zasłonach Greków, Przemek Karnowski wychodził bardzo wysoko, by zamknąć drogę do penetracji graczowi z piłką. Następnie jednak trzeba było wrócić do krycia podkoszowego i tutaj często brakowało trochę szybkości na nogach.

Ianis Borousis był dużym wyzwaniem pod koszem. Trzeba przyznać, że doświadczony Grek jest nie tylko bardzo duży, ale też bardzo przebiegły. Zbierał nam on piłki w ataku, a w kilku newralgicznych momentach dobijał niecelne rzuty kolegów. Dzielnie stawiał mu czoła dziesięć centymetrów niższy Kulig, ale nie był on w stanie zatrzymać wyższego rywala. Zarówno Borousis, jak i równie wysoki Papagianis stanowili problem.

Nie był to jednak problem nie do rozwiązania. Umiejętna gra w ofensywie Polaków robiła duże wrażenie. Zwłaszcza wykorzystanie naszych podkoszowych, którzy grożą rzutem z dystansu sprawiało problem greckiej obronie. Kiedy jednak pod koniec meczu nasi rywale zaczęli znajdować czyste rzuty z dystansu, wynik zaczął nieubłaganie uciekać. Na mniej niż dwie minuty przed końcem przewaga była już zbyt wysoka. Grecy cieszyli się kolejnymi trafionymi rzutami przeciw zrezygnowanym i smutnym Polakom.

Trudno podsumować krótko ten turniej w naszym wykonaniu. Rozczarowanie? Trudno powiedzieć – gdybym miał przed turniejem obstawiać, czy uda się awansować, miałbym duże wątpliwości. Możemy być rozczarowani w kontekście tego, że nasi reprezentanci stworzyli sobie wiele okazji, by sprawić niespodziankę – jednak w ostatniej chwili nie potrafili z niej odpowiednio skorzystać.

Ktoś powie, że to był fatalny turniej – ale nie był. Zważywszy na nasze możliwości, zagraliśmy niezłą koszykówkę, okraszoną pewną ilością błędów. Na nasze nieszczęście, błędy te przytrafiały się w najważniejszych momentach, za co nie można zrzucać winy na fatum. Błędy to błędy – nie przypadki – za błędy odpowiedzialna jest nasza reprezentacja.

Niestety, żegnamy się na tym etapie z Eurobasketem. Mimo wszystko jednak, to nie koniec emocji. Bo chociaż polski kibic koszykówki nie może już śledzić swojej ekipy, to kibic koszykówki może wciąż obejrzeć kawał koszykówki na wysokim poziomie.

Kopiuj link do schowka