Dunn: Czułem się, jakbym zawiódł wszystkich

05/12/2017

Kiedy jest się młodym zawodnikiem w NBA, warto trafić do odpowiedniego środowiska. Nie zawsze będzie to drużyna odnosząca sukcesy – czasami wręcz przeciwnie. Warto na początku kariery otrzymać odpowiednie minuty, żeby mieć szansę na prawidłowy rozwój i płynne wejście w realia ligi NBA.

Nie każdy trener chętny jest dawać debiutantom duże minuty na parkiecie. Znany z tego jest Stan Van Gundy (Luke Kennard, wcześniej Stanley Johnson, jeszcze wcześniej JJ Reddick), ale także Tom Thibodeau. Tak się składa, że pod skrzydła tego drugiego trafił w ubiegłym sezonie Kris Dunn.

Wybrany z piątym numerem draftu rozgrywający po pierwszym sezonie gry uznany był za niewypał. Notował niecałe 4 punkty i 2,4 asysty co noc. Warto jednak zaznaczyć, że Thibodeau nie dawał mu wiele szans na pokazanie się – średnio na parkiecie spędzał zaledwie 17 minut. Jak mówi dzisiaj, było to dla niego bardzo stresujące doświadczenie:

Wyobraź sobie, że twoja rodzina przychodzi na każdy mecz zobaczyć cię w akcji, a ty ciągle siedzisz na ławce. To sytuacja, z którą się wcześniej nie zetknąłem. To było ciężkie. Bylem tym trochę zakłopotany. Przez całe moje życie, moją karierę, moja rodzina postrzegała mnie jako gwiazdę. Czułem się, jakbym ich wszystkich zawiódł. Był taki czas, że nie chciałem patrzeć im w oczy po meczu, bo czułem, że nie jestem już człowiekiem, jakiego znali wcześniej.”

Zawodnicy, którzy przychodzą z NCAA, zwłaszcza z tak wysokim numerem, często zderzają się z rzeczywistością NBA, gdzie nie są już gwiazdami, tylko mniej lub bardziej ważnymi graczami zadaniowymi. Na szczęście transfer do tankującego Chicago pozwolił mu wejść na właściwe tory.

Rozegrał w barwach Bulls 18 meczów, z czego dziewięć w pierwszej piątce. To więcej niż w całym zeszłym sezonie. Notuje średnio 12 punktów, 4,7 zbiórki i 4,4 asysty. Więcej, bo i minuty większe – 27 minut to o 10 więcej na mecz. Jednak statystyki per36 również mówią, że Dunn zanotował progres. Zdobywa o 7 punktów więcej na 36 minut gry. Wynika to głównie z faktu, że zaczął trafiać za trzy. Z 2,4 oddawanej trójki trafia bardzo dobre 43% – w ubiegłym sezonie zaledwie 28%.

Ostatni rok był dla mnie bardzo dużą lekcją, bo nigdy wcześniej nie wchodziłem jako rezerwowy z ławki. Nie dostawałem wiele szans na grę, ale teraz jestem w lepszej sytuacji – staram się teraz nawet nie myśleć o sytuacji z ubiegłego roku.”

Kopiuj link do schowka