Drugie śniadanie: 29.01.14

30/01/2014
Kevin Durant i LeBron James

Kevin Durant i LeBron James/ fot. Flickr

Miami Heat nie znaleźli sposobu na zatrzymanie Kevina Duranta. Oklahoma City Thunder wygrała swój 9. mecz z rzędu, co jest aktualnie najdłuższą serią w NBA. Podopieczni Scotta Brooksa mają wszelkie atuty, aby w bieżącym sezonie zdetronizować obrońców tytułu.

Oklahoma City Thunder- Miami Heat 112-95

Przed meczem z OKC LeBron James powiedział, że Duranta nie można powstrzymać w ofensywie. I miał rację. Durantula zakończyła zawody z 33 oczkami i był to już 11 mecz z rzędu KD, kiedy zdobywa co najmniej 30 punktów. Miami zagrało znakomitą pierwszą kwartę, zwłaszcza do jej pierwszej połowy, gdzie prowadzili już różnicą nawet 18 punktów a później beznadziejną resztę meczu. Oklahoma ostatni raz taką stratę w pierwszej ćwiartce spotkania musiała niwelować prawie trzy lata temu! James był 12-20 z gry (60.0%), a gdy wchodził pod kosz to nie było na niego mocnych. Nie wiele jednak mógł zrobić wobec aż 20 strat Heat przy tylko 12 przeciwnika oraz słabej skuteczności zza łuku. Podopieczni Erika Spoelstry na 19 prób trafili tylko 3 razy, a rywale byli w tym elemencie 16-27 (59.3%). LBJ jak na jego standardy zaliczył tylko 3 zbiórki i tyle samo asyst przegrywając z Durantem, który miał 7 zbiórek i 5 finalnych podań. Serge Ibaka dość niespodziewanie był drugim strzelcem Thunder, a swoje 22 punkty zdobył przy dobrej 50% skuteczności z gry.

Toronto Raptors- Orlando Magic 98-83

Kyle Lowry zaliczył swój drugi z rzędu mecz z co najmniej 30 punktami, a w starciu z Magic był bliski skompletowania triple-double (33 punkty, 11 asyst, 7 zbiórek). Lowry jak i cała drużyna Raptors ustawiła sobie mecz w pierwszej kwarcie, w której rozgrywający Toronto zdobył 17 oczek, w tym 5-5 zza łuku, wygrywając tę ćwiartkę 33-20, przez co nie oglądali się już za siebie.
Magic pomimo porażki mają powody do nieśmiałego optymizmu, bo po 12 meczach przerwy do składu powrócił Nikola Vucevic i zanotował double-double (16 punktów i 10 zbiórek). Orlando z bilansem 3-21 jest najgorzej grającą drużyną w NBA na wyjazdach.

Philadelphia 76ers- Boston Celtics 95-94

W starciu dwóch tankujących ekip w konferencji wschodniej górą okazali się 76ers, dzięki buzzer-beaterowi Evana Turnera, który może nie miał najlepszego dnia (był 6-17 z gry), ale nie zawiódł w kluczowym momencie, kiedy jego rzut decydował o ostatecznym wyniku. Celtics długo utrzymywali się w grze i mieli prawo myśleć o wygranej dzięki świetnej postawie Jareda Sullingera, który zakończył zawody z 24 oczkami i miał 17 zbiórek, w tym aż 8 w ofensywie. Philadelphia na 1:39 minut do zakończenia spotkania o mało sama siebie nie wykluczyła z tego spotkania, kiedy to aż do zakończenia meczu Turner, Michael Carter-Williams, Thad Young i Jerryd Bayless trafili łącznie tylko 2-9 z rzutów wolnych.

Phoenix Suns- Milwaukee Bucks 126-117

Suns nie mieli większych problemów z pokonaniem tragicznie grających Bucks, w dużej mierze dzięki Goranowi Dragicowi, który w ostatnich 3:28 meczu zdobył 10 z 30 swoich punktów, ale pod koniec spotkania po twardym faulu Larry’ego Sandersa upadł na parkiet i widać było, że ma problemy z łokciem. Wykonał jeszcze rzuty wolne po czym udał się do szatni. Nie wiadomo na razie czy uraz Dragica jest poważny. Jeśli już jesteśmy przy rzutach wolnych, to obie ekipy spisywały się w tym elemencie na medal. Słońca rzucały na 93.8% skuteczności (30-32), a Kozły na 94.4% (34-36).


Minnesota Timberwolves- New Orleans Pelicans 88-77


Pelikany osłabione brakiem Jrue Holiday, a ostatnio Anthony’ego Daviesa oraz przy słabszej postawie Tyreke’a Evansa, od którego New Orleans mogą wymagać więcej, (zdobył 11 oczek, ale potrzebował na to aż 15 rzutów) zdołały uzbierać tylko 77 oczka. Podopieczni Monty Williamsa tragicznie prezentowali się zza łuku, gdzie byli 2-21 z gry. Trudno przy takiej postawie oczekiwać wygranej, zwłaszcza kiedy Kevin Love rozgrywa swój kolejny mecz na poziomie All-Stara (30 punktów i 14 zbiórek), a Kevin Martin po raz kolejny udowadnia, że jest drugą opcją strzelecką Wilków (18 oczek).

Houston Rockets- Dallas Mavericks 117-115

Jedno z najciekawszych i najbardziej wyrównanych spotkań minionej nocy. No James Harden. No problem. W obliczu kontuzji najsłynniejszej brody w Teksasie Chandler Parsons wziął na siebie ciężar zdobywania punktów i był 9-17 z gry (26 oczek). Wszyscy gracze pierwszej piątki Rockets zanotowali co najmniej podwójną zdobycz punktową, a wśród Mavericks jedynie Dirk Nowitzki mógł pochwalić się takim osiągnięciem. Niemiec był najlepszym strzelcem spotkania (38 punktów), ale bohaterem Dallas mógł zostać Jose Calderon, który jednak dwukrotnie w tej samej sekwencji nie trafił zza łuku przy dwupunktowej stracie Mavericks do Rockets. Podopieczni Kevina McHale’a pokpili sprawę, gdy na zegarze pozostawało 1:12 minut do zakończenia regulaminowego czasu gry. Najpierw pozwolili rzucić Vince’owi Carterowi za 3 pkt., a później zanotowali kosztowną stratę, dzięki czemu w/w Calderon dostał szansę na odwrócenie losów meczu.

[reklama]

Charlotte Bobcats- Denver Nuggets 101-98

Dzikie Koty kontynuują flirt z play-offami i zajmują 8. pozycję na Wschodzie (o 2 wygrane wyprzedzają Detroit Pistons oraz New York Knicks). Al Jefferson rozgrywa naprawdę fantastyczny miesiąc, w którym w drugim meczu z rzędu zdobył co najmniej 30 punktów. Brian Shaw posyłał w bój każdego obrońcę byleby tylko powstrzymać środkowego Bobcats od J.J. Hicksona, Timofeya Mozgova po Darrela Arthura. Efekt? Jefferson zdobył 35 oczek, w tym trafił ważny rzut na 24 sekundy do zakończenia meczu dające trzypunktowe prowadzenie Charlotte. W ostatniej akcji meczu Nuggets mieli szansę na doprowadzenie do dogrywki, gdy po niecelnym rzucie piłkę zebrał Mozgov, ale tuż za jego pleców wyskoczył Michael Kidd-Gilchrist, udaremniając mu oddanie rzutu.

Chicago Bulls- San Antonio Spurs 96-86

Manu Ginobili dołączył do długiej listy kontuzjowanych graczy Spurs, na której są już Tiago Splitter, Danny Green i Kawhi Leonard. Nie jest to jednak głównym powodem porażki Ostróg w starciu z Bykami. SAS tracili piłkę aż 19 razy przy tylko 7 stratach Bulls. Tony Parker zdobył 20 punktów, lecz tylko 2 z pomalowanego, gdzie średnio zdobywa 9 oczek na jedno spotkanie. Była to zasługa Jimmy’ego Butlera, który był niczym plaster dla Francuza. Parker kryty przez Butlera był 1-6 z gry, a kiedy pilnowali go pozostali obrońcy Bulls 7-11. Mecz nie należał do przyjemnych spotkań i raczej nie warto poświęcać na niego czasu (mnóstwo niedokładnych podań, strat, spudłowanych prostych lay-upów), lecz na brzydkim padole wyrósł piękny kwiat, a zwie się on Joakim Noah. ?rodkowy Bulls był tylko o 2 asysty od skompletowania triple-double. Dla Spurs jest to już trzecia porażka z rzędu.

Memphis Grizzlies- Sacramento Kings 99-89

Rudy Gay wrócił na stare śmieci oraz do pierwszej piątki Kings po trzech meczach absencji. W czwartej kwarcie osiągnął pułap 10 tysięcy punktów w NBA. Powrót Gaya jest złą wiadomością dla Marcusa Thorntona, który podczas nieobecności Rudy’ego zdobywał średnio 24 punkty na mecz, a dziś wraca do roli niewidzialnego człowieka w Sacramento. Zdobył zaledwie 2 oczka oddając tylko 2 rzuty.
Grizzlies w czwartej kwarcie byli 11-18 z gry oraz trafili 7 z 8 wykonywanych rzutów wolnych, dzięki czemu odskoczyli od Kings na bezpieczną odległość, po tym jak DeMarcus Cousins i spółka zredukowali stratę do 4 punktów na 5:20 minut do zakończenia regulaminowego czasu gry. Mike Conley zanotował świetną linijkę zdobywając 27 punktów, w tym 9 w q4 i dorzucając do tego 10 finalnych podań. W takiej formie zdecydowanie zasługuje powołanie do Meczu Gwiazd, o którym będą decydować trenerzy. Niedźwiadki wygrały już 4 mecz z rzędu i co raz śmielej spoglądają na 8. miejsce w konferencji wschodniej.

Los Angeles Clippers- Washington Wizards 110-103

Lob City we własnej hali po wygranej nad Czarodziejami mają już bilans 19-3. Wizards, co jest lekkim zaskoczeniem, zdominowali strefę podkoszową. W pomalowanym zdobyli o 20 więcej punktów niż rywale, ale podopieczni Doca Riversa zrównoważyli to ilością wykonywanych rzutów wolnych (Clippers 32-42, a Washington 10-17). Marcin Gortat dostał porządną lekcję od Blake’a Griffina, który zakończył zawody z 29 punktami i 9 zbiórkami. Polak uzbierał skromne 8 oczek i jeszcze skromniejsze 5 zbiórek. Randy Wittman na 2:38 minut do zakończenia regulaminowego czasu gry nakazał faulowanie DeAndre Jordana, który słabo egzekwuje rzuty wolne. Cwaniactwo trenera Wizards obróciło się przeciwko niemu, bo środkowy Clippers trafił 4 rzuty wolne z rzędu , w którym jego drużyna zanotowała run 10-4 i sięgnęła ostatecznie po wygraną.

Kopiuj link do schowka