Drugie niadanie: 26.03.14

27/03/2014
Al Jefferson

Al Jefferson/ fot. Flickr

Zapamiętajcie tę noc w NBA 26.03.2014 roku. To pierwszy dzień od bardzo dawna, w którym wschód dał nam o wiele więcej emocji niż zachód i nie tylko dlatego, że Heat grali w Indianapolis.

 Charlotte Bobcats (35-37) – Brooklyn Nets (37-33) 116:111

Sponsor serwisu

Czy Bobcats i Nets są aktualnie najlepszymi drużynami na wschodzie? Od początku 2014 roku ich forma jest coraz wyższa i wczoraj mogliśmy byś świadkami ich bezpośredniego starcia. Nie brakowało emocji oraz świetnej gry z obu stron. Al Jefferson może być faworytem do pierwszej piątki NBA na pozycji centra, bo konkurentów ma niewielu na swojej pozycji. Jego dominacja okazała się być kluczowa w tym spotkaniu. Po 3 kwartach, Al miał na swoim koncie 31 punktów. Kiedy Nets skupili defensywę właśnie na nim, to jego koledzy otrzymali więcej okazji do rzutów. Kemba Walker, Josh Mc Roberts, Gerald Henderson. W czwartej kwarcie i dogrywce każdy z nich popisał się świetnymi zagraniami. Bobcats coraz wyraźniej zbliżają się do Wizards. Będą jeszcze emocje na wschodzie. W Nets świetny był Deron Williams, a z ławki tym razem nie Marcus Thornton, a Mirza Teletović nękał rywali rzutami z dystansu.


 Washington Wizards (36-35) – Phoenix Suns (43-29) 93:99

 

Drugie spotkanie pomiędzy Wizards i Suns w tym sezonie. Tym razem to Marcin Gortat ugościł swoich kolegów w stolicy. Tradycyjna polska gościnność wzięła górę nad wolą zwycięstwa ( nie pisze tego na poważnie) i Suns odnieśli dość spokojne zwycięstwo.. Goście mieli w trzeciej kwarcie już ponad 20 punktów przewagi, ale John Wall doprowadził na 90 sekund przed końcem różnicę do jednego posiadania. Eric Bledsoe trafił jednak daleką trójkę i było po meczu. Razem z Goranem Dragićem decydowali o sile ofensywnej Suns w tym meczu, ale razem popełnili aż 11 strat. Gerald Green coraz lepiej czuje się w ponownej roli rezerwowego. Dla Wizards oprócz Walla dobrze grali Trevor Ariza i Marcin Gortat, który zdobył 17 punktów z 11 rzutów. Gospodarze pozwolili na obwodzie na 14/28 za trzy i choć zdominowali pomalowane musieli pogodzić się z porażką.


 Boston Celtics (23-48) – Toronto Raptors (40-31) 90:99

 

Raptors stracili na rzecz Bulls trzecie miejsce na wschodzie i musieli wygrać spotkanie przeciwko Celtics. Obyło się bez większych emocji. Raptors kontrolowali to spotkanie od początku do końca. ?wietnie grała pierwsza piątka, nie można się przyczepić do gry żadnego z zawodników pierwszego składu. Odkąd kontuzji doznał Patrick Patterson, ławka rezerwowych Raptors wygląda dosyć słabo i kiedy grali zmiennicy, Celtics odrabiali straty. W czwartej kwarcie, pewne nadzieje dał gospodarzom Jared Sullinger, który zdobył 19 punktów w ostatniej części gry, zmniejszając straty Celtics do 6 punktów na minutę przed końcem spotkania. To jednak było wszystko, na co Raptors pozwolili ekipie z Bostonu. 11/23 za 3 i 12 zbiórek więcej to zdecydowało. Gdyby nie aż 16 strat gości, różnica mogła być większa. Mecz bez historii.


 Detroit Pistons (26-45) – Cleveland Cavaliers (29-44) 96:97

 

Biorąc pod uwagę, jakie drużyny brały udział w tym spotkaniu, ten mecz był po prostu nie-sa-mo-wi-ty. Dużo runów i jeszcze więcej emocji. Kulała gra w ataku, ale takie spotkania też mają swój urok. ?wietny początek Pistons, ale Cavaliers udało się dość szybko odrobić kilkanaście punktów straty z pierwszej kwarty. Potem w trzeciej kwarcie gospodarze ponowili atak i wygrali tę cześć gry piętnastoma punktami. Cavaliers odrobili 15 z 16 punktów straty i mieli ostatnią akcję na 3 sekundy do końca. Dion Waiters trafił game-winnera, a kibice z Detroit złapali się za głowy. Bardzo ważne zwycięstwo Cavaliers wciąż bez Irvinga, ale za to ze świetnym Dellavedovą i fantastycznym w czwartej kwarcie Jackiem. Anderson Varejao znowu był wulkanem energii. Na nic zdały się 14 punkty Josha Smitha. Cavs atakują play-offs.


 Minnesota Timberwolves (35-35) – Atlanta Hawks (31-39) 107:83

 

Hawks stracili dzisiaj kolejny mecz przewagi nad New York Knicks i play-offs w ich wykonaniu stoją pod coraz większym znakiem zapytania. Słabszy dzień miał Paul Millsap, a kiedy on nie daje rady, Hawks zwykle przegrywają. Tak było też tym razem. Timberwolves odnieśli łatwą domową wygraną, a Gorgui Dieng po raz kolejny zaliczył double-double. Tym razem na 15 zbiórek i 15 asyst. Jeżeli Wolves chcą jeszcze w przyszłym sezonie zatrzymać Lovea, powinni latem pomyśleć nad wymianą Pekovića i wzmocnieniem składu na innych pozycjach . Kevin Love nie spędział na parkiecie nawet 30 minut i oddał zaledwie 9 rzutów. Nie było potrzeby, żeby dał z siebie więcej. Ricky Rubio zanotował 10 asyst i 6 przechwytów, 12-7 zrobił z ławki Chase Budinger. W Hawks najskuteczniejszy był Mike Scott, zdobywca 15 punktów.


[reklama]
 New Orleans Pelicans (31-40) – Los Angeles Clippers (50-22) 98:96

 

Największa niespodzianka ostatniej nocy. Pelicans pokazali, ze nie przejmują się tabelami i szansami na pick tylko grają na 100% swoich możliwości. Pelikany wciąż grają bez Jrue Holidaya, Erica Gordona i Ryana Andersona. Ba. Nawet Brian Roberts jest kontuzjowany. Na pozycji rozgrywającego z konieczności musieli grać Tyreke Evans i Darius Miller. Wśród gospodarzy kilku zawodników zagrało, bądźmy szczerzy, powyżej swoich możliwości. Anthony Davis zrobił swoje zwyczajne 16-13-4-2-6. Inni? Anthony Morrow 27 punktów, Darius Miller 16, Alexis Ajinca zrobił 14-11 z ławki. W Clippers z obroną “fantastycznych” defensorów na obwodzie nie mógł poradzić sobie Chris Paul, który skończył mecz z bilansem skuteczności 0/12.


 Indiana Pacers (52-20) – Miami Heat (48-22) 84:83

 

Mecz dnia, choć obie drużyny były ostatnio w słabszej dyspozycji. Czy dowiedzieliśmy się czegoś nowego? Greg Oden nie jest w stanie powstrzymać Roya Hibberta, a Lance Stephenson i Dwyane Wade będą mieli sobie coś do udowodnienia w finale konferencji. Poza tym NBA chyba nie ma sędziów na odpowiednim poziomie, którzy są w stanie gwizdać w tak ważnych spotkaniach. Do rzeczy, mecz był niezwykle wyrównany, ale dopóki na parkiecie była Lance Stephenson, to Pacers mieli minimalną przewagę. Po wykluczeniu Stephensona za:”What?”, Heat wyszli na prowadzenie, ale Evan Turner w końcówce pokazał, dlczaego Larry Bird ściągnął go przed trade deadline. LeBron james kompletnie nie ma wsparcia w najważniejszych meczach, a taka obrona, jaką zaprezentowali Pacers wystarcza, żeby zatrzymać Wadea i Bosha, nie mówiąc już o pozostałych graczach mistrzów NBA. Jeżeli te ekipy spotkają się w play-offs, to możemy się spodziewać dużo twardej gry i olbrzymich emocji.


 San Antonio Spurs (55-16) – Denver Nuggets (32-40) 108:103

 

Spurs kontynuują swój zwycięski streak, tym razem, z małymi problemami, pokonując u siebie Danver Nuggets. Właściwie opis każdej wygranej Spurs ze słabszym rywalem mógłby wyglądać tak samo. Spurs trzymają równą formę, ale w końcówce musieli zagrać na 100%, bo Nuggets z Aaronem Brooksem na czele prawie dogonili gospodarzy. Ostatnie minuty należały do Tima Duncana, który pokazał, co myśli o takich obrońcach, jak Kenneth Faried. Silny skrzydłowy gości był ich drugim strzelcem w meczu, ale jemu i Brooksowi brakowało wsparcia od kolegów. Słaby mecz zanotował Ty Lawson. Jedynym problemem po tym meczu dla Spurs jest kontuzja Dannyego Greena, jeszcze nie wiadomo jak poważna. Na San Antonio w pełnym składzie nie ma w tej chwili mocnych w NBA.


 Sacramento Kings (25-46) – New York Knicks (30-42) 99:107

 

Melo był dzisiaj w świetnej formie strzeleckiej i Knicks znowu przywrócili wiarę swoim kibicom w awans do play-offs. Jeżeli Smith i Anthony rzucają ponad 50% z gry, to Knicks raczej nie przegrywają spotkań. W Kings o dwie klasy lepszy od kolegów z zespołu był DeMarcus Cousins, który pokazał, ile zostało z Tysona Chandlera obrońcy roku. Niewiele. Cousins trafił 12/12 z rzutów wolnych, ale nawet to nie wystarczyło do utrzymania kontaktu z Knicks, którzy w trzeciej kwarcie mieli już blisko 20 punktów przewagi. Planowa wygrana gości. Nieobecność Isaiaha Thomasa w składzie Kings była aż nadto widoczna.


 Utah Jazz (23-49) – Memphis Grizzlies (43-28) 87:91

 

Kolejny wielki powrót. Utah Jazz roztrwonili 16 punktów przewagi, wywiesili w czwartej kwarcie flagi w kolorze ich koszulek i Zach Randolph poprowadził gości do wymęczonego zwycięstwa. Zaskakująco dobrze radził sobie w tym spotkaniu duet zawodników gospodarzy Derrick Favors Enes Kanter. Marc Gasol momentami był bezsilny przy ich aktywnej grze i miał problemy ze zbieraniem piłek na tablicach ( 7 zbiórek Hiszpana). W pomalowanym Jazz, sytuacja się odwracała. To Gasol i Randolph zdobywali mnóstwo punktów, a Kanter i Favors mogli tylko się przyglądać. Z pomalowanego padła prawie połowa punktów w tym spotkaniu. Grizzlies wygrali czwartą kwartę 13 punktami, głównie dzięki 9 punktom od Mikea Millera w tym dwóch celnych rzutach za trzy. Przez pierwsze 36 minut, goście trafili tylko dwa rzuty za 3 punkty. Wygrane Grizzlies i Suns sprawiają, że Warriors, a zwłaszcza Blazers powinni zacząć się martwić.


Kopiuj link do schowka