Drugie niadanie: 21.03.14

22/03/2014
Thunder

fot. Flickr

Choć oczy wszystkich fanów koszykówki w USA są obecnie skierowane na rozgrywki akademickie, w NBA było wczoraj sporo emocji i spotkań rozstrzygniętych w ostatnich sekundach. Nie obyło się także niestety bez kontuzji, które po raz kolejny mają ogromny wpływ na to, co dzieje się na parkietach najlepszej ligi świata.

CHICAGO BULLS (38-31) @ INDIANA PACERS (51-18) 79:91

Sponsor serwisu

Paul George zaliczył 10 punktów, 12 zbiórek oraz 10 asyst i udowodnił, że triple-double to jedna z najbardziej przecenianych statystyk w NBA. Mimo potrójnej zdobyczy, lider Pacers po raz kolejny zagrał słabo, trafił tylko trzy rzuty (3/13) i znów był przeciwieństwem zawodnika z pierwszej połowy sezonu. Od trzech spotkań George jest 11/44 z gry i 4/17 z dystansu. Nic dziwnego, że zaczęliśmy się martwić o finał Heat-Pacers.

Gorszy dzień George’a nie przeszkodził jednak podopiecznym Franka Vogela w wygraniu meczu, który rozstrzygnął się w trzeciej kwarcie. Gospodarze zdobyli wówczas 31 oczek, a ich grą kierował jak zwykle efektowny, a wczoraj także efektywny (7/11 z gry) Lance Stephenson. Bardzo dobre minuty na przestrzeni całego spotkania dodał od siebie także Luis Scola (game-high 19 punktów z 12 rzutów) i na nic zdały się wysiłki Jimmy’ego Butlera(17 pkt, 5/11 FG) oraz D.J.’a Augustina (17 pkt, 6/14 FG), którzy momentami w pojedynkę próbowali przywrócić swoją ekipę do tego meczu. Nie pomagali im jednak ich koledzy z frontcourtu. Joakim Noah, Carlos Boozer i Taj Gibson na zdobycie łącznie 29 oczek potrzebowali aż 35 prób z gry.


NEW YORK KNICKS (29-40) @ PHILADELPHIA 76ERS (15-54) 93:92

Ciepło i zimno spotkało się w Filadelfii. Siedem zwycięstw z rzędu walczących o play-offy Knicks kontra 22 porażki Sixers, których głównym celem wydaje się przegrywanie każdego meczu do końca sezonu. Na niespełna 5 minut do końca wszystko szło zgodnie z planem. Nowojorczycy prowadzili 17 punktami (91:74), a Amar’e Stoudemire(22 pkt z 15 rzutów, 10 zbiórek) znów wyglądał, jakby gdzieś na śmietniku znalazł swoje trzecie kolano. Wtedy wszystko się zmieniło. W krainie, gdzie James Aderson 10-krotnie rzuca z dystansu (trafia raz) Sixers zrobili run 16:1 i mieli dwie okazje na doprowadzenie do dogrywki. Sam Hinkie odetchnął jednak z ulgą, gdy najpierw głupią stratę popełnił Anderson, a chwilę później piłka wypadła z kosza po rzucie Michaela Cartera-Williamsa (22 pkt, 13 zb., 9 as. w całym spotkaniu). Sixers przegrali po raz 23, a Knicks dzięki serii ośmiu zwycięstw, do ósmego miejsca na wschodzie tracą już tylko trzy spotkania.


OKLAHOMA CITY THUNDER (51-18) @ TORONTO RAPTORS (38-30) 119:118 (2OT)

23 zmiany na prowadzeniu, dwanaście remisów, dwie dogrywki i jeden wielki Kevin Durant. Tak w sporym skrócie można streścić jeden z głównych kandydatów na najlepszy mecz sezonu 2013/14. Raptors już raz zaskoczyli w tym sezonie podopiecznych Scotta Brooksa, gdy 22 grudnia wygrali w Chesapeake Arena 104:98. Wczoraj, w Air Canada Centre, walczyli jak równy z równym, jednak ostatecznie plany zwycięstwa popsuł im John Salmons.

W ostatnich sekundach spotkania, przy stanie 118:116 dla Raptors, 34-letni weteran zafundował swoim fanom prawdziwą karuzelę emocji. Zaczął od piekła, gdy z autu podał piłkę wprost w ręce Jeremy’ego Lamba, później zapukał do bram nieba, blokując rzut Kevina Duranta i gdy wydawało się, że będzie bohaterem, że wszystkie kanadyjki zebrane w ACC przestaną na chwilę myśleć o swoich mężach, Salmons stanął na linii rzutów wolnych. Spudłował dwukrotnie i czar prysł. Nick Anderson był dumny, a Durant nie pomylił się po raz drugi. Trafił trójkę na 1.7 sekund przed końcem i do 51 oczek dodał 12 zbiórek oraz 7 asyst. MVP.

Znakomita końcówka pozwoliła zapomnieć o przykrym wypadku z trzeciej kwarty. Po zderzeniu z Kyle’em Lowrym, parkiet opuścił wówczas z urazem kolana Russell Westbrook. Jego status nie jest jeszcze do końca znany, jednak według samego Westbrooka kontuzja nie powinna być poważna. Oby miał rację.


NEW ORLEANS PELICANS (28-40) @ ATLANTA HAWKS (31-36) 111:105

Anthony Davis znów był wielki, a pozbawieni Kyle’a Korvera (plecy) Hawks nie mogli znaleźć na niego żadnej odpowiedzi. Lider Pelicans zanotował dominujące double-double na 34 punktów i 11 zbiórek i do spółki z solidnym Tyrekiem Evansem zafundował Jastrzębiom ich pierwszą porażkę w ciągu ostatnich sześciu spotkań. Podopieczni Monty’ego Williamsa niemal przez całe spotkanie musieli radzić sobie za to bez Erica Gordona, który po 7 minutach zszedł z parkietu z urazem kolana.


BOSTON CELTICS (23-47) @ BROOKLYN NETS (36-31) 98:114

Jedenaste zwycięstwo z rzędu w Barclays Center i już tylko półtora meczu straty do Toronto Raptors. Nets mogą jeszcze skończyć sezon jako najlepsza ekipa dywizji atlantyckiej, której będzie się należało miejsce w top4 konferencji i przewaga parkietu w pierwszej rundzie play-offów.

Celtics nie stanowili wczoraj praktycznie żadnego wyzwania dla podopiecznych Jasona Kidda. W pierwszej połowie gości trzymała jeszcze w grze znakomita postawa Avery’ego Bradleya, który zdobył wówczas 23 ze swoich 28 punktów, jednak w drugich 24 minutach na parkiecie istnieli tylko i wyłącznie zawodnicy Nets. ?wietny występ na 27 oczek z 16 rzutów zaliczył Joe Johnson, a Mason Plumlee udowodnił, że jest najlepszym debiutantem ostatnich kilku tygodni. W 20 minut uzbierał 18 punktów, dodając do tego po trzy asysty i przechwyty. Jego występ kontrastował z grą Kelly’ego Olynyka (4 pkt, 4 zbiórki), który po 16 minutach wyleciał z parkietu z sześcioma faulami.


MEMPHIS GRIZZLIES (40-28) @ MIAMI HEAT (47-20) 86:91

Kolejny mecz z kontuzją w tle. Na siedem minut przed końcem trzeciej kwarty Grizzlies stracili Marca Gasola, który podkręcił kostkę w starciu z Chrisem Boshem. Hiszpan nie wrócił już do gry, a Niedźwiadki ustaliły jego status jako day-to-day.

Brak Papy Gasola był aż nadto widoczny w ostatnich minutach czwartej kwarty. Heat zaliczyli wówczas run 14-2, czym przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Dziura pod koszem Grizzlies spowodowała, że podopieczni Erika Spoelstry z o wiele większą łatwością mogli dostawać się pod kosz, z czego nie omieszkali nie korzystać Dwyane Wade oraz Lebron James. Kluczem do wygranej gospodarzy okazała się jednak forma Raya Allena. Sugar Ray wreszcie włączył swój play-off mode i wczoraj był najlepszym zawodnikiem w swojej ekipie. Do team-high 18 oczek dodał dwie celne trójki, a Heat byli z nim +20 na parkiecie. W barwach Grizzlies dobry występ na 25 punktów i 14 zbiórek zaliczył Zach Randolph, jednak 1/7 z gry i 3 straty Memphis w ostatnich 240 sekundach meczu zrobiły swoje.


DENVER NUGGETS (31-38) @ DALLAS MAVERICKS (42-28) 106:122

Po przegranej z Timberwolves, Mavericks zgotowali prawdziwą ofensywną klinikę swoim wczorajszym rywalom. Trafili 54% rzutów z gry, 54% z dystansu i spokojnie kontrolowali przebieg całego spotkania. Efektywne występy zaliczyli Dirk Nowitzki (21 punktów z 15 rzutów) oraz Monta Ellis (26 punktów z 14 rzutów), a świetne minuty dodał od siebie Brandan Wright, z którym Mavs byli +20 na parkiecie. Dzięki wygranej podopieczni Ricka Carlisle przesunęli się na siódme miejsce w konferencji zachodniej.

W barwach Nuggets zawiódł przede wszystkim wyjściowy frontcourt. Wilson Chadler, Timofey Mozgov i Kenneth Faried zagrali łącznie na 19 punktów z 19 rzutów i w dużej mierze przyczynili do porażki Nuggsies na tablicach 48:35.


DETROIT PISTONS (25-43) @ PHOENIXS SUNS (40-29) 92:98

Eric Bledsoe zaliczył swój najlepszy występ po powrocie z kontuzji i zdominował końcówkę meczu, zdobywając 8 ze swoich 23 punktów w jego ostatnie 3 i pół minuty. Mimo to Suns stosunkowo długo męczyli się z gośćmi, którzy przegrali na własne życzenie, pudłując aż 16(!) z 26 oddanych rzutów wolnych.0/8 z linii był nie kto inny jak Josh Smith, który po raz kolejny rozczarował na 15 punktów z 19 rzutów… Joe Dumars zgotował Tłokom ciężki los.


SAN ANTONIO SPURS (52-16) @ SACRAMENTO KINGS (24-45) 99:79

Kings nie mieli czego szukać w starciu z najlepszą ekipą w NBA. Mimo problemów ze skutecznością (38% z gry, 20% z dystansu) Spurs bez najmniejszych problemów wyszli na prowadzenie w drugiej kwarcie i nie oddali go już do samego końca. Gregg Popovich znów wykorzystał wszystkich zawodników w swojej rotacji, a pierwsze skrzypce rozegrał tym razem Marco Belinelli, który w 22 minuty z ławki zdobył 17 punktów, przy 58% skuteczności. Największą historią meczu był jednak bez wątpienia długo wyczekiwany, udany debiut Royce White’a– 56 sekund i ani jednego załamania nerwowego.


WASHINGTON WIZARDS (36-33) – LOS ANGELES LAKERS (22-46) 117:110

Marcin Gortat wrócił do składu Wizards, którzy nie mieli większych problemów z pokonaniem Lakers. Polak w 33 minuty zaliczył przyzwoite double-double na 13 punktów i 13 zbiórek, do którego dodał smaczne pięć bloków. Największą historią meczu był jednak inny powrót. Steve Nash, który miał nie tak dawno opuścić cały sezon niespodziewanie wrócił do rotacji Mike’a D’Antoniego i niespodziewanie zaprezentował się z bardzo dobrej strony. W niespełna 19 minut rozdał 11 asyst, zdobył 5 punktów i był najlepszym zawodnikiem swojego zespołu według wskaźnika +/i (+9).

Na Czarodziei było to jednak za mało. Lakers zaliczyli co prawda w trzeciej kwarcie run 28-14, który pozwolił im zbliżyć się do rywali na 7 punktów, jednak to wszystko na co było ich stać. Nie do przejścia okazała się bardzo dobra postawa Johna Walla, który 28 oczek okrasił 14 asystami i był bez wątpienia najlepszym zawodnikiem na parkiecie.


 

Kopiuj link do schowka