Drugie śniadanie: 15.01.14

16/01/2014
bg mavs

fot. Flickr

Aż 12 spotkań, czyli kolejna środa w NBA. Emocji było sporo, więc drugie śniadanie złożone jest dziś z kilku naprawdę solidnych dań.

CHICAGO BULLS @ ORLANDO MAGIC 128:125 (3OT)

Sponsor serwisu

http://www.youtube.com/watch?v=_CO-MXuHIvw

Jeśli ktoś przed zarwaniem nocy zapomniał wczoraj o wypiciu kawy, to mecz pomiędzy Bulls i Magic był jej idealnym substytutem. Trzy dogrywki, trójki w ostatnich sekundach i porcja emocji, której nie powstydziłby się nawet ostatni odcinek Mody na Sukces. 63-minutowa męczarnia okazała się zwycięska dla gości, którzy tym samym wygrali dziewięć ze swoich ostatnich dwunastu spotkań.

Zegarową godzinę (rekord organizacji) na parkiecie spędził Jimmy Butler, który do 21 punktów dołożył jeszcze 7 zbiórek i 6 asyst. Znakomite spotkanie rozegrał także Joakim Noah, któremu zabrakło czterech kończących podań do uzbierania triple double (26/19/6). W barwach Magic najwięcej punktów zdobył duet Jameer Nelson – Victor Oladipo. Ten pierwszy na zdobycie 31 oczek potrzebował jednak aż 30 rzutów (3/13 za trzy), a drugi, swoje 35 punktów okrasił aż ośmioma stratami.


CHARLOTTE BOBCATS @ PHILADELPHIA 76ers 92:95


Kolejne zacięte spotkanie, które rozstrzygnęła dopiero celna trójka Thaddeusa Younga na trzy sekundy przed końcową syreną. Rysie przegrały na własne życzenie. Zdecydowanie zbyt często decydowały się na grę na dystansie (5/20), zamiast podawać pod kosz, gdzie kolejny dobry występ zaliczał Al Jefferson (24 pkt., 11/20 z gry).

Gdyby nie ogromna ilość strat Szóstek (24), spotkanie rozstrzygnęłoby się pewnie gdzieś na przełomie drugiej i trzeciej kwarty. Podopieczni Stevena Clifforda dzięki pomyłkom gospodarzy zdobyli ponad 1/4 swoich punktów. Piłkę tracili głównie Spencer Hawes (5), Tony Wroten (5) i Evan Turner (4).


MIAMI HEAT @ WASHINGTON WIZARDS 97:114

Miał być wielki mecz LeBrona, a skończyło się na trzeciej z rzędu porażce Heat, którzy ostatni raz tak nieudaną passę zaliczyli w styczniu 2012 roku. LBJ i tak robił rzeczy, które nazwalibyśmy wyjątkowymi dla 95% innych zawodników w tej lidze, jednak w jego przypadku “ciche” 25 punktów, 8 asyst i 7 zbiórek to nic nadzwyczajnego. Tak nas Pan rozpuścił, Panie James.

Wizards rozpoczęli mecz z wysokiego C (D?; E?; F?) i już w pierwszej kwarcie zdobyli 43 punkty(!), zaliczając w międzyczasie serię punktową 20-0. W drugich dwunastu minutach ich przewaga wyniosła w pewnym momencie 34 oczka i wszyscy zastanawiali się, czy do Miami nie przyleciała ostatnio jakaś grupka małych i niesfornych kosmitów.

Największą historią meczu był bez wątpienia powrót Grega Odena. 7-footer zniszczony przez kontuzje kolan pojawił się na parkiecie po raz pierwszy od 2009 roku i w swoim debiucie w barwach Heat zanotował 6 punktów oraz 2 zbiórki.


TORONTO RAPTORS @ BOSTON CELTICS 83:88

Dywizja atlantycka w “najlepszym” wydaniu. Mecz tylko i wyłącznie dla fanów obu ekip, lub osób, które mają stwierdzone skłonności masochistyczne. Raptors zapomnieli na kilka godzin, że są ostatnio w gazie i na tle bladych Celtics wyglądali jeszcze gorzej. Fatalną skuteczność z gry przeplatali niemocą na linii rzutów wolnych i tragiczną formą na tablicach.

Zieloni radzili sobie niewiele lepiej, ale w ich składzie różnicę robił Jared Sullinger. Młody środkowy zaliczył swój pierwszy w karierze występ na 20 punktów i 20 zbiórek. Ostatnim zawodnikiem, który wykręcił w Bostonie takie liczby był Kevin Garnett, w listopadzie, 2007 roku.


MEMPHIS GRIZZLIES @ MILWAUKEE BUCKS

Kolejny mecz, który radzę omijać szerokim łukiem. Grizzlies dostosowali się poziomem gry do swojego przeciwnika i męczyli się z Kozłami równie mocno, co wczoraj z Oklahomą City Thunder. Wyjściowa piątka Davida Joergera z wyjątkiem Mike’a Conleya wyglądała tak, jakby jeszcze nie wysiadła z samolotu. Marc Gasol i Zach Randolph za kilka dni usiądą przed telewizorem, obejrzą kasetę z tego meczu i patrząc na siebie z niedowierzaniem zapytają: “To nie był sen?” Niestety nie.

Różnicę zrobili dopiero rezerwowi. ?wietna gra Jamesa Johnsona i Eda Davisa pozwoliła Niedźwiadkom na run 12-0 na początku czwartej kwarty. Johnson, którego Grizzlies ściągnęli w trakcie sezonu z D-League, w ostatniej odsłonie spotkania zanotował 8 punktów, 4 zbiórki, 4 bloki, 2 asysty i 2 przechwyty. Całkiem nieźle jak na gościa, którego przed sezonem wyrzucono z campu Atlanty Hawks.


SACRAMENTO KINGS @ MINNESOTA TIMBERWOLVES 111:108

Streak continues. Wolves są już 0-11 w meczach rozstrzyganych czterema punktami i mniej. Wczorajsza porażka była o tyle bardziej bolesna, że zepchnęła podopiecznych Ricka Adelmana na dziesiąte miejsce w swojej konferencji. Kibicom z Target Center z dobrej strony przypomniał o sobie Derrick Williams, który mógł tylko wyśmiewać się z usadzonego na ławce Luca Richarda Mbah a Moute. Gdyby taką wymianę przeprowadził w Minneapolis jeszcze David Kahn – nie pozostawilibyśmy na nim suchej nitki.

Najlepsze spotkanie w sezonie rozegrał Rudy Gay, który w Sacramento przeżywa drugą młodość i zalicza średnio ponad 20 punktów na mecz na 52% (!) skuteczności. Dzielnie wspierał go przede wszystkim Isiah Thomas i nieco bardziej spokojny niż zwykle DeMarcus Cousins. W barwach Wolves aż sześciu zawodników skończyło mecz z dwucyfrową liczbą oczek, jednak znów zawodzili Kevin Martin i Ricky Rubio, którzy nie bez przyczyny całą czwartą kwartę spędzili na ławce rezerwowych.


HOUSTON ROCKETS @ NEW ORLEANS PELICANS 103:100

Podopieczni Kevina McHale’a prowadzili w tym spotkaniu zaledwie przez 74 sekundy. Wystarczyło. Na nic zdała się przewaga gospodarzy, która w pewnym momencie wynosiła już 17 punktów. Rakiety odpaliły dopiero w ostatniej odsłonie spotkania, gdy na problem z faulami nie musiał już narzekać Dwight Howard. ?wietna gra Jamesa Hardena przyćmiła wówczas season-high 35 oczek Erica Gordona.

Dla Pelicans była to siódma porażka z rzędu, która nie nastraja optymistycznie przed trudnymi starciami u siebie z Warriors i na wyjeździe w Memphis. Wciąż nie wiadomo, kiedy do gry powrócą Ryan Anderson, Jrue Holiday i Tyreke Evans, a bez nich Monty Williams nie jest w stanie odnaleźć trzeciej opcji ofensywnej swojego zespołu.


UTAH JAZZ @ SAN ANTONIO SPURS

Jazz pozbawieni Gordona Haywarda dość niespodziewanie stworzyli najlepszej (znowu) ekipie w NBA trudne warunki, jednak Tony Parker i spółka przetrwali świetne ostatnie 12 minut swoich rywali. Dzięki wygranej Spurs są już 26-0 w meczach, w których prowadzą po trzeciej kwarcie.

W barwach Jazz znowu dobry występ zaliczył Alec Burks (20 pkt), jednak tym razem noc ukradł Enes Kanter, który w 27 minut zdobył 25 oczek, na znakomitej, 80% (12/15) skuteczności. To głównie za jego sprawą Jazzmani zdobyli niesamowite 70 punktów w pomalowanym, czym doprowadzili pewnie do sporej frustracji Gregga Popovicha.


LOS ANGELES LAKERS @ PHOENIX SUNS 114:121

Masz kłopoty z wygrywaniem? Zagraj z Lakers! Tak powinna brzmieć zapowiedź każdego pojedynku rozgrywanego ostatnio przez Jeziorowców. Suns podnieśli się po trzech porażkach z rzędu i odnieśli ważne zwycięstwo nad przetrzebionymi urazami podopiecznymi Mike’a D’Antoniego. Jakby kontuzji było mało, w drugiej kwarcie, z parkietu za niesportowy faul wyleciał Nick Young i goście zostali z zaledwie ośmioosobową rotacją.

Na stare śmieci powrócił wybrany w drafcie przez Słońca, Kendall Marshall, który rozdając 13 asyst, znowu skończył mecz z solidnym double-double. Na skutecznie grających Suns było to jednak za mało. Gospodarze grali jak spełniający się mokry sen Mike’a D’Antoniego. Szybko, radośnie i efektownie. 37 punktów z kontrataku zrobiło swoje.


CLEVELAND CAVALIERS @ PORTLAND TRAIL BLAZERS 96:108

Przez większą część spotkania Cavs grali jak równy z równym z drugą najlepszą ekipą konferencji zachodniej. Blazers zdołali odskoczyć swoim rywalom dopiero w końcówce czwartej kwarty, gdy na parkiecie zaczął królować LaMarcus Aldridge. Różnicę zrobiła skuteczność. Przez ostatnie dwie i pół minuty meczu gospodarze trafili wszystkie swoje cztery próby z gry, podczas gdy ich rywale pomylili się sześć razy z rzędu. Nic dziwnego, że Blazers skończyli mecz runem 12-0.

W bezpośrednim pojedynku młodych rozgrywających górą był Damian Lillard. Kyrie Irving pozazdrościł mu rzutów z dystansu i skończył mecz z 14% skutecznością zza łuku.


DENVER NUGGETS @ GOLDEN STATE WARRIORS 123:116

Udany rewanż za pierwszą rundę zeszłorocznych play-offów. Nuggets zniszczyli swoich rywali ich własną bronią, czyli rzutem z dystansu. Podopieczni Briana Shawa zza łuku trafili połowę ze swoich 24 prób, a najwięcej szkody Wojownikom wyrządzili pod tym względem nate Robinson i Randy Foye, który zaliczył jeden ze swoich najlepszych występów w tym sezonie. Pod koszem pomagał im J.J. Hickson i jego career-high 24 zbiórki.

Warriors pozwolili Bryłkom na 54% skuteczność. Tak fatalny pokaz defensywy zdarzył im się po raz pierwszy w tym sezonie. Nie istnieli także w punktach z kontrataku, w których walkę przegrali 28-9.


DALLAS MAVERICKS @ LOS ANGELES CLIPPERS 127:129

Idealny deser i chyba najlepszy pojedynek wczorajszego wieczoru w NBA. Mavericks chwytali się wszelkich możliwych sposobów, aby zatrzymać Blake’a Griffina (także tych nieprzepisowych), jednak największe problemy sprawiał im J.J. Redick, który w drugim meczu po powrocie do rotacji Doca Riversa zaliczył season-high 33 punkty.

Na 5 minut do końca spotkania Mavs prowadzili już 17 oczkami i wydawało się, że nic nie może im odebrać zwycięstwa. Mark Cuban przybijał piątki ze swoimi zawodnikami, a Dirk Nowitzki liczył na kilka chwil spokoju na ławce rezerwowych. Nic bardziej mylnego. Clippers pod koniec czwartej kwarty zrobili run 23-4 i sobie tylko znanym sposobem zdołali wygrać kolejny mecz bez Chrisa Paula na parkiecie.


 

Kopiuj link do schowka