Drugie śniadanie: 13.12.13

14/12/2013
Tim Duncan, Kevin Love

Kevin Love/ fot. Flickr

26 zespołów zagrało wczoraj łącznie 13 spotkań ( nie mogło być inaczej) zatem dzisiaj zrobimy krótki maraton przez wszystkie możliwe koszykarskie historie. Pogromy, wyrównane spotkania, spartolone końcówki, dogrywki i game-winnery. Do wyboru do koloru.
Indiana Pacers (20-3) – Charlotte Bobcats (10-13) 99:94

Sponsor serwisu

To miał być debiut Danny’ego Grangera w tym sezonie, ale ostatecznie nie został wystawiony do gry. Jego status to wciąż day-to-day. Bobcats przez cały mecz byli blisko, a spotkanie wyglądało tak, jakby Pacers chcieli wygrać je jak najmniejszym nakładem sił. To stwierdzenie dotyczyło między innymi Paula George’a, który po kilku znakomitych występach, tym razem nie wyglądał tak dobrze. W jego buty wszedł za to Lance Stephenson i kolejne triple-double nie było wcale poza zasięgiem Lance’a. Bobctas nie odskoczyli na więcej niż 6 punktów, a w czwartej kwarcie prawie wszyscy gracze Pacers dołożyli po celnym rzucie i utrzymali do końca 5-punktowe prowadzenie. Była to 20 wygrana Pacers w tym sezonie. Dodam, ze najniższa (+5 byli jeszcze przeciwko Nets) w tych rozgrywkach. Indiana przegrywa na razie tylko w back-2-back, więc Bobcats i tak byli bez szans

Orlando Magic (7-16) – Cleveland Cavaliers (9-13) 100:109

Gdyby to spotkanie rozgrywano na początku sezonu, to reklamowalibyśmy je, jako pojedynek dwóch najlepszych rookies tegorocznego draftu. Niestety, Anthony Bennett pozbawił nas tej możliwości. Niemniej, warto obejrzeć to spotkanie dla Victora Oladipo. Młody combo-guard, razem z całą ekipą Magic zaskoczyli Cavs, którzy po fatalnym początku sezonu powoli wracają do walki o play-offs na wschodzie. Po pierwszej kwarcie, gospodarze prowadzili blisko 10 oczkami. Mimo, że Kawalerzyści gonili, to na czwarta kwartę gracze wychodzili jeszcze przy 3-punktowym prowadzeniu Magików. Czwarta kwarta była jednak już popisem… Diona Waitersa i Matthew Dellavedovy. Mike Brown bardzo często w czwartych kwartach korzysta z ustawienia z 3 guardami, któych dobiera z kwartetu: Irving – Dellavedova – Jack – Waiters. Tym razem Dion i Matthew zrobili 25 z 36 punktów Cavs w ostatnich dwunastu minutach. Ustawienie z 3 guardami będzie w play-offs hitem. Jeszcze zobaczycie.

Toronto Raptors (8-13) – Philadelphia 76ers (7-17) 108:100

Nareszcie doczekaliśmy się debiutu wymienionych zawodników w barwach Raptors. Z nowych graczy, jedynie Chuck Hayes nie dostał swojej szansy. Pozostali spisali się raczej średnio, bo rezerwowi Raptors przegrywali z tymi z ekipy 76ers, a Greivis Vasquez, mimo solidnych statystyk miał +/- na poziomie -16. Najsłabiej w ekipie z Toronto. Patterson i Salmons mieli problemy ze skutecznością. Kiedy zgrają się z reszta drużyny, powinno być lepiej. Pod nieobecność Gaya, otworzyły się rzuty dla pozostałych starterów Raptors. Duże minuty dostał Terrence Ross. ?wietną grę kontynuuje Amir Johnson. Każdy ze starterów oddał minimum 9 rzutów. To dobry znak. 76ers, dopóki upierają się, że MCW ma bakterie w kolanie, nie mają szans nawet z takimi ekipami, jak Raptors. W meczu, nie prowadzili nawet przez moment, a duet Wroten-Thompson nie spisuje się tak, jak jeszcze na początku sezonu zestaw Williams – Anderson. Tankowanie coraz skuteczniejsze.

Atlanta Hawks (12-11) – Washington Wizards (9-11) 101:99

Cud, miód, malina. Najlepsze spotkanie dzisiejszej nocy odbyło się w Atlancie. Po raz drugi przygotowałem drugie śniadanie i drugi raz trafił mi się mecz Wizards z dogrywką. Przypadek? Nie sądzę. To był wieli mecz Ala Horforda. Po pierwsze – wyrównał rekord kariery w punktach (34). Po drugie, dwoma celnymi wolnymi doprowadził do dogrywki. Po trzecie trafił game-winnera. Bezsprzecznie najlepszy koszykarza ubiegłej nocy. Moim zdaniem, Hawks powinni wygrać to spotkanie znacznie wcześniej. W pewnym momencie prowadzili już 15 punktami, ale John Wall w czwartej kwarcie doprowadził do remisu. Wizards przegrywają już trzecie wyrównane spotkanie z rzędu. Kyle Korver śrubuje swój rekord w trójkach, tym razem trafił aż cztery próby z dystansu. W Waszyngtonie problemy z kontuzjami krzyżują powoli plany Wizards o czymś więcej niż 1 runda play-offs. Booker świetnie zastąpił Nene, Webster nie pozwala odczuć braku Beala, ale kiedy Webster i Booker grają w pierwszej piątce, to na ławce nie ma kto ich zastąpić. Randy Wittman daje swoim rezerwowym najmniej minut w całej lidze. Gortat/ Solidne double-double. Nie było go na parkiecie, kiedy Horford wygrywał Atlancie mecz.

Boston Celtics (11-14) – New York Knicks (6-16) 90:86

Jest wiele pozytywnych zaskoczeń w tym sezonie. Celtics sę jednym z nich. Nie wiem, czy są na ten moment top 8 drużyną w NBA, ale w Atlantic Division są na pewno najlepsi na tym etapie sezonu. Wczoraj w ramach nocnego maratonu filmowego miałem okazję obejrzeć najnowszy film Spike’a Lee: “Oldboy. Zemsta jest cierpliwa”. Jest dokładnie na takim poziomie, jak gra Knicks w dzisiejszym spotkaniu. Najpierw nie wiesz co się dzieje, potem jest sporo akcji i napięcia, które głównie bawi niż zachwyca, aż film/mecz dociera do zakończenia, po którym masz ochotę wyrwać sobie oczy… Może Samuel L. Jackson przyjąłby paru graczy Knicks do swojego hotelu? Goście mieli ten mecz wygrany przez 3 kwarty spotkania, w ostatniej postanowili w koncertowy sposób pozbawić się wygranej. Będe się powtarzał, ale jeżeli Bargnani + Anthony oddają 60% rzutów drużyny, to nie może się to skończyć dobrze. J.R. Smith miał jedną próbę w prawie 27 minut z gry. Jedną! Prigioni i Shumpert trafili z gry po razie. 5 guardów – Smith, Prigioni, Shumpert, Udrih, Hardaway jr. Jeden celny rzut za dwa punkty. Tyle w temacie. Jeżeli najlepiej w zespole wyglądają Kenyon Martin i Amare Stoudemire, to wiedz, że jest bardzo źle. Knicks rzucili w 4 kwarcie 13 punktów, przegrali mecz czterema i wciąż są daleko od play-offs. Za daleko, jak na ich możliwości. W Celtics wrócił Kelly Olynyk, równy poziom trzyma Jared Sullinger. Największą siłą Celtów jest skład bez jednej wielkiej gwiazdy. Wygląda to podobnie, jak w LA przed powrotem Bryanta. Na szczęście, do powrotu Rondo jeszcze mnóstwo czasu. Na szczśęcie – bo świetnie gra Crawford (4 asysty w ostatniej kwarcie).


[reklama]

Detroit Pistons (11-13) – Brooklyn Nets (8-15) 103:99

Kolejny mecz pokazał, jak ważnym zawodnikiem dla Nets jest Brook Lopez. Przeciwko Pistons, goście nie mieli czym straszyć i choć fantastycznie spisywał się Andray Blatche, to siła podkoszowych ekipy z Detroit była zbyt ogromna. Dosłownie. Różnica punktowa, taka jak w meczu powyżej, ale przebieg spotkania zupełnie inny. Pistons przez całe spotkanie byli dużo lepsi i wyraźnie prowadzili. W drugiej kwarcie Drummond i Stuckey zdobyli razem 30 punktów. Po 3 kwartach Nets przegrywali 18 punktami, ale zryw w ostatniej odsłonie na nic się już nie zdał. Pistons zdominowali pomalowane 60-38, ale ciężko było spodziewać się innego scenariusza. Kevin Garnett osiągnął poziom 14000 zbiórek w karierze. Nets są wciąż o dwie wygrane lepsi od Knicks, ale o kolejne zwycięstwa bez Brooka Lopeza – najlepszego gracza Nets w tym sezonie – będzie im bardzo ciężko. Pistons przerwali serię 3 porażek z rzędu i są na dobrej drodze do play-offs.

New Orleans Pelicans (11-10) – Memphis Grizzlies (10-12) 104:98

Zarówno Pelicans, jak i Grizzlies mogą narzekać na zdrowie w tym sezonie. Marc Gasol i Anthony Davis to TOP 20 gracze NBA i ich nieobecność sprawia, że obie ekipy są niżej w tabeli niż spodziewaliśmy się je widzieć. Ze względu na rolę gospodarza, faworytem byli Pelicans i nie zawiedli swoich fanów. O ile Grizzlies opanowali tablice i pomalowane, to w trzeciej kwarcie dało się zauważyć problemy z rytmem ofensywnym – brak kreatora ataku jakim był Gasol. Pelicans wyciągnęli wnioski z pierwszej wkarty, zatrzymali s5 gości na 11 punktach i czwarta kwarta była tylko formalnością. Najlepszy duet obwodowych obrońców w lidze: Allen – Conley pozwolił duetowi Pelicans: Holiday-Gordon na 45 punktów z 26 rzutów. Grizzlies niebezpiecznie oddalają się od play-offs. Pelicans po cichu się do nich przybliżają.

Oklahoma City Thunder (18-4) – Los Angeles Lakers (10-12) 122:97

Powrót Bryanta wyraźnie nie służy Lakersom. Z nim w składzie, odnieśli już 3 porażkę z rzędu i byli kompletnie bezradni przeciwko młodym gniewnym gospodarzom z Oklahomy. Thunder nie zeszli w żadnej z kwart poniżej 28 punktów, aż czterech graczy w ich składzie zdobyło przynajmniej 19 punktów, a w czwartej kwarcie prowadzili z Lakersami różnicą 30 punktów. Pod nieobecność Nasha, Blake’a i Farmara na pozycji rozgrywającego musiał zagrać Kobe Bryant i spisał się średnio. W 23 minuty aż 13 asyst, ale też 7 strat. Lakers fatalnie pudłowali z wolnych i może poprawa w tym elemencie gry nieco poprawiłaby wynik. Thunder są u siebie niepokonani i w tej chwili chyba nie ma drużyny w NBA, która mogłaby wygrać w Oklahomie, a kiedy wróci Sefolosha, Thunder będą głównym faworytem do 1 miejsca w sezonie regularnym na zachodzie.

Milwaukee Bucks (5-18) – Chicago Bulls (9-12) 90:91

Bucks i Bulls to dwie drużyny, których oglądanie kojarzy mi się bardziej z wizytą u dentysty niż z dobrą koszykówką. Zestawienie ich razem, to już wyższa szkoła jazdy. Jak wyrywanie korzeni u chirurga. Gdyby nie dwa dunki Giannisa, nie byłoby co oglądać. Mecz przypominał wyścig szczurów, wzajemne wyprzedzanie się, ale na dłuższych odcinkach ( czytaj na dużych przewagach). Runów było co nie miara, ale przy 10 sekundach na zegarze drużyny spotkały się na różnicy wynoszącej 2. No i wtedy nadszedł Mike Dunleavy. Radość Taja Gibsona – bezcenne. Najlepszym strzelcem Bucks był Gary Neal, ławka Bulls zdobyła 15 punktów. Nie było Derricka Rose’a, Luola Denga, Larry’ego Sandersa, Carona Butlera i nawet Zazy Pachulii nie było. Giannis Antetokounmpo jest jedynym pretekstem do oglądania Bucks w tym sezonie. Dlaczego warto oglądać Bulls? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Szkoda mi tego zespołu, ale dziś wyszli z batalii zwycięsko.

San Antonio Spurs (18-4) – Minnesota Timberwolves (11-12) 117:110

Ten mecz warto odpalić sobie jeszcze raz i zwyczajnie obejrzeć. Zwłaszcza czwarta kwartę. Wolves być może nie awansują w tym sezonie do play-offs, ale oglądanie ich w sezonie regularnym to prawdziwa przyjemność. Na wschodzie byliby na 3 miejscu, gwarantuję. Goście mieli ekipę z San Antonio właściwie na widelcu. Fantastyczna trzecia kwarta wygrana 17 punktami i Kevin Love rzucający w niej 19 punktów ( w sumie 42 w całym meczu). Wolves mają +9 i wydaje się, ze s już w ogródku, witają się z gaską i wtedy przychodzi czwarta kwarta i duet Parker-Ginobili. Prawie nie piszemy w tym sezonie o Manu, ale w spotkaniu z Wolves to on był ojcem zwycięstwa. 16 punktów w czwartej kwarcie, w sumie 20 punktów, 9 asyst i +/- +27. ?aden Leonard, żaden Green, Manu wciąż jest w San Antonio i wciąż jest lepszy od obu tych panów. Gościom zabrakło ławki. 55-12 w tym elemencie dla Spurs. Bez wzmocnień składu, Wolves będzie ciężko być w top 8 Zachodu.

Denver Nuggets (13-9) – Utah Jazz (6-19) 93:103

Chyba największa niespodzianka nocnych potyczek w NBA, ale Jazz po powrocie Treya Burke’a to zupełnie inna drużyna. Wygrana z Nuggets nie jest dziełem przypadku. Podobnie jak w przypadku meczu Spurs, zadecydowała 4 kwarta. Jazz prowadzili już 16 punktami, ale przed startem ostatniej odsłony Nuggets odrobili wszystko, a nawet wyszli na 4-punktowe prowadzenie. Ostatnie 12 minut należało do młodych gniewnych: Burke, Hayward i Favors zdobyli w tym czasie 25 punktów, a Nuggets bez dobrej gry Lawsona nie byli w stanie odpowiedzieć. Ty, po dwóch opuszczonych meczach, wrócił bez formy i , podobnie jak drugi startujący guard – Randy Foye, zakończył mecz bez punktów. Kolejny słaby mecz Enesa Kantera, który tym razem w 11 minut spudłował wszystkie 5 rzutów z gry i zanotował tylko 1 zbiórką. A miał być objawieniem na poziomie Andre Drummonda…

Phoenix Suns (13-9) – Sacramento Kings (6-15) 116:107

Rudy Gay miał w debiucie w Kings 24 punkty z 12 rzutów. i co, Krzysiek? ?yso Ci? Dobry Cousins i świetny Thomas to było jednak za mało na ekipę, która miała w tym sezonie tankować, a przechodzi tę samą drogę, co Warriors w poprzednim sezonie. Goran Dragic i Eric Bledsoe pasują do siebie coraz lepiej ( 57 punktów z 30 rzutów). Mecz był wyrównani tylko do przerwy – głównie za sprawą świetnj gry Thomasa. W drugiej połowie, rozpędzeni Suns nie dali już szans ekipie z Sacramento, która po wymianie miała problemy ze swoją ławką rezerwowych i jej produktywnością. Nie mogę nie zgodzić się ze słowami Gorana Dragica, który stwierdził, ze Suns z każdym meczem wyglądają coraz lepiej. Jeff Hornacek jest chyba jakimś trenerskim geniuszem.

Golden State Warriors (13-11) – Houston Rockets (16-8) 112:116

Hit dnia okazał się być meczem statystycznych paradoksów, które sprawiły, że Rockets odniosły trudną wyjazdową wygraną. Największym zaskoczeniem był Dwight Howard, który odpalił 18 punktów z 6 rzutów, trafił trójkę, był 7/7 z osobistych i pozwolił Warriors na 66 punktów z pomalowanego. Warriors byli doskonale kryci na obwodzie ( Patrick Beverley broni aż miło patrzeć), dzięki czemu zostali pozbawienie swojej największej broni – rzutów z dystansu. 6/22 w przypadku Wojownikó to wynik dramatycznie słaby. Widać wyraźnie, że w Golden State brakuje Andre Iguodali, który przez długie momenty był w stanie odciążyć Stephena’ Curry’ego od rozgrywania. Kyle Lowry prawdopodobnie nie trafi do Golden State. Warriors nie mają kim zachęcić Raptors do tej wymiany. Wracjąc do meczu, przez całe spotkanie Rockets byli odrobinę lepsi, odrobinę z przodu. W końcówce wyszli na +5 i przewagi nie oddali aż do końca. Warriors są w tabeli zachodu za Phoenix Suns. Poważnie.

Kopiuj link do schowka