Drugie śniadanie: 11.04.2014

12/04/2014
Roy Hibbert, Paul George, Lance Stephenson i David West
Roy Hibbert, Paul George, Lance Stephenson i David West/ fot. Flickr

Roy Hibbert, Paul George, Lance Stephenson i David West/ fot. Flickr

Aż 13 spotkań, w tym czwarte w sezonie regularnym starcie Miami Heat z Indianą Pacers. Ponadto walka Suns, Grizzlies, Knicks i Hawks o play-offs i kilka mniejszych historii. Zapraszam na długą drogę przez wczorajszą noc w NBA.

Orlando Magic (23-56) – Washington Wizards (41-38) 86-96

Orlando Magic prowadzili wysoko po pierwszej kwarcie i utrzymywali tę przewagę aż do końcowych 12 minut. Na początku ostatniej odsłony stało się to, czego można się było spodziewać. Wizards odjechali na 10 punktów i utrzymali przewagę do końca. W 4 kwarcie żaden z graczy Magic nie trafił więcej niż jednego rzutu z gry. Marcin Gortat zagrał przeciętny mecz, biorąc pod uwagę to, że jego konkurentem pod koszem był przez dłuższy czas Dedwayne Dedmon. Nene w soim drugim meczu po powrocie był najlepszym strzelcem Czarodziejów. Andre Miller w 10 minut zrobił +17, chociaż nie zdobył ani jednego punktu. Wizards awansowali na 6 miejsce w tabeli swojej konferencji. Magic ciągle są na trzecim miejscu od końca w NBA.

Toronto Raptors (46-33) – New York Knicks (34-45) 100-108

Raptors wygrali w tym sezonie oba wcześniejsze mecze z Knicks. Pokonali ich także dwa razy w preseason. Grali u siebie i byli faworytem tego spotkania, zwłaszcza że walczą z Bulls o trzecie miejsce i uniknięcie świetnych w 2014 roku Brooklyn Nets, którzy najprawdopodobniej skończą na piątej pozycji. Przez 36 minut mecz był bardzo wyrównany. Dzień odpoczynku pomógł Anthonyemu powrócić do dyspozycji, która prezentował przez cały sezon. Fantastyczny mecz rozegrał Amare Stoudemire, który zanotował double-double na poziomie 24-11 i rzucił 8 punktów w decydującej kwarcie. Wśród gospodarzy poza duetem obwodowych wyróżnił się, mający ostatnio problemy z prawem Jonas Valanciunas, który zebrał aż 21 piłek. Raptors tracą w tym momencie jeden mecz do Bulls, Knick wciąż są 2 spotkania za Hawks i każda porażka będzie oznaczać pożegnanie z marzeniami o play-offs.

Miami Heat (54-25) – Indiana Pacers (54-26) 98-86

Miało być dużo emocji, miało być wyrównane spotkanie Heat wygrali łatwo. O wiele za łatwo. Pacers mieli w tym meczu komplet wypoczętych zawodników ( Vogel posadził w ostatnim spotkaniu z Bucks całą pierwszą piątkę na ławkę). James podszedł do spotkania bardzo zmotywowany i kiedy był na parkiecie, Pacers nie mieli na niego odpowiedzi. To wyglądało, jak spotkanie kandydata do mistrzostwa z zespołem, który już przegrał walkę o play-offs, a pamiętajmy w jakiej formie byli w ostatnich tygodniach Heat. Dwyane Wade nie grał i okazało się, że nie musiał. Sam James był wystarczająco dobry, by powstrzymać Pacers. Heat weszli tym samym na pierwsze miejsce na wschodzie i jeśli dzisiaj nie powinie im się noga w back-2-back w Atlancie, to raczej nie oddadzą już przewagi parkietu w swojej konferencji. Gdzie był w tym spotkaniu Roy Hibbert?

Brooklyn Nets (43-36) – Atlanta Hawks (36-43) 88-93

Nets, którzy nie przegrali na własnym parkiecie od 14 spotkań z przyjemnością poświęcili swoją serię, aby Knicks nie mogli awansować do play-offs. Oczywiście żartuję, aczkolwiek zbieg okoliczności jest tu aż nadto widoczny. Hawks potrzebują już tylko jednej swojej wygranej do awansu do play-offs i pamiętajmy, że grają jeszcze z 76ers. Do zwycięstwa gości poprowadził tradycyjnie w tym sezonie Paul Millsap, który zakończył mecz z double-double 27-10. 22 punkty dołożył Jeff Teague, który grał przeciwko swojemu bratu, a także Jorge Guttierezowi. Deron Williams dostał wolne. Paul Pierce przekorczył barierę 25000 punktów, a Mason Plumlee miał 17 punktów z 6 rzutów i może dostanie sporo głosów na Rookie of the Year. Na parkiecie pokazali się Andrei Kirilenko i Kevin Garnett. Obaj wyglądają na gotowych do gry w play-offs. Nets będą tam groźni dla każdego.

Boston Celtics (24-55) – Charlotte Bobcats (40-39) 106-103

Największa sensacja wczorajszej nocy. Celtics mieli najdłuższą serię porażek w NBA i wyraźnie czaili się na 3 miejsce od końca w lidze. Bobcats dopiero co awansowali na 6 miejsce na wschodzie i żeby się tam utrzymać, musieli to spotkani wygrać. Celtics sprawili jednak psikusa i zwyciężyli po emocjonującej końcówce. Jannero Pargo mógł jeszcze doprowadzić do dogrywki, ale nie trafił rzutu za 3 punkty równo z końcową syreną. Rajon Rondo był nieobecny, ale zastępujący go Phil Pressey zanotował 13 asyst. Celtics trafili 52% rzutów z gry, 48% za trzy i wszystkie wolne. Nie pomogło 32-10 Jeffersona. Bobcats spadli na 7 miejsce i na ten moment czeka ich seria przeciwko Pacers.

[reklama]
Minnesota Timberwolves (40-39) – Houston Rockets (52-27) 112-110

Corey Brewer zagrał mecz życia, a Timberwolves, którzy na pozycjach od 3 do 5 wyszli tercetem: Robbie Hummel – Dante Cunningham – Gorgui Dieng zwyciężyli po bardzo emocjonującej końcówce. Mecz był bardzo wyrównany i kiedy na 17 sekund przed końcem James Harden wyrównał na 110-110, wydawało się, że mecz zakończy się dogrywką. W ostatniej akcji Gorgui Dieng trafił jednak game-winnera. Corey Brewer rzucił 51 punktów, w tym jeden fantastyczny rzut z połowy boiska i dołożył do tego 6 przechwytów. Dieng zebrał 10 piłek w ataku ( w sumie 20), a Cunningham zastąpił Lovea na 20-13. Rockets znowu zagrali bez Howarda, ale nieźle zastępował go Asik. ?ącznie 60 punktów, 15 zbiórek, 17 asyst i 10 przechwytów od duetu Harden Parsons nie wystarczyło do wygranej gości.

Chicago Bulls (47-32) – Detroit Pistons (29-51) 106-98

Andre Drummond postawił chyba sobie za punkt honoru poprawienie wczorajszego wyniku Mozgova i od początku meczu zbierał wszystko co pojawiało się w okolicy obręczy. Po pierwszej połowie miał 19 zbiórek, a cała ekipa Bulls tylko 17. Pistons wyraźnie prowadzili w Chicago i w połowie 3 kwarty mieli już 17 punktów przewagi. Po kwadransie gry nie tylko to roztrwonili, ale także pozwolili Bulls wyjść na dwucyfrowe prowadzenie. ?wietnie w drugiej połowie zagrał D.J. Augustin. Joakim Noah był o 4 punkty od kolejnego triple-double w tym sezonie. Znowu fantastycznie z ławki zagrał Taj Gibson. Bulls są na 3 miejscu i na dzisiaj trafiają w 1 rundzie play-offs na Washington Wizards.

Oklahoma City Thunder (58-21) – New Orleans Pelicans (32-47) 116-94

Bardzo łatwa wygrana Thunder, głównie dzięki wspaniałej grze wielkiej trójki: Duranta, Ibaki i Westbrooka. Ibace zabrakło dwóch bloków do triple-double. Durant zdobył 27 punktów, a Wesbtrook dołożył 24 oczka. Pelicans nie mieli żadnych szans. Ich skład wygląda w tej chwili, jak drużyna z D-League, a będzie jeszcze gorzej. Nie grają: Anthony Davis, Eric Gordon, Ryan Anderson i Jrue Holiday, a we wczorajszym spotkaniu kontuzji kolana doznał Tyreke Evans. Gwiazdami tego zespołu są w tym momencie Austin Rivers i Darius Miller. Szkoda tylko, że pick Pelicans trafi do 76ers. Thunder tą wygraną praktycznie zapewnili sobie 2 miejsce w konferencji. Wciąż nie wiedzą jednak na kogo z tercetu: Suns Mavericks Grizzlies trafią w play-offs. W tym momencie na 7 miejscu jest drużyna Dirka Nowitzkiego.

Memphis Grizzlies (47-32) – Philadelphia 76ers (17-62) 117-95

Domowe spotkanie przeciwko 76ers, zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosło większych problemów drużynie Memphis Grizzlies, która po tym spotkaniu znowu jest w play-offs ( na 8 miejscu w tabeli). Thaddeus Young chyba jest już bardzo sfrustrowany grą w tym sezonie, ale tradycyjnie był najlepszym graczem 76ers na parkiecie. Grizzlies mieli w 3 kwarcie taką przewagę, że nawet Marc Gasol mógł sobie pozwolić na rzut za 3 punkty ( który trafił). W zwycięstwie nie przeszkodził Grizzlies nawet bardzo słaby mecz Mikea Conleya, który zdobył tylko 2 punkty. ?wietnie z ławki grał Mike Miller, który po prostu robił swoje trafiając z czystych pozycji. Obrony 76ers nie znaleziono na parkiecie. Grizzlies rzucają 117 punktów historyczny mecz.

Milwaukee Bucks (15-64) – Cleveland Cavaliers (32-48) 119-116

Spotkanie w zasadzie o nic, bo Bucks skończą sezon na ostatnim miejscu w tabeli, ale kibice mogli obejrzeć sporo punktów z obu stron i zero obrony. Obie ekipy rzuciły 118 punktów z pomalowanego. Kyrie Irving chyba już ma dość tego sezonu, bo zdobył zaledwie 12 punktów i nie był nawet w Top 3 strzelców swojego zespołu. Bucks potraktowali to spotkanie chyba bardzo serio. Ramon Sessions grał przez prawie 43 minuty! Jutro i tak zapomnimy o tym spotkaniu.

San Antonio Spurs (62-18) – Phoenix Suns (47-32) 112-104

Teorie spiskowe mówiły o tym, że Spurs mogą podłożyć się Suns, dlatego, że jest to niewygodny rywal dla Thunder w pierwszej rundzie. Początek spotkania zapowiadał, że może coś w tych plotkach było prawdziwego. Spurs wyszli na to spotkanie bez Tima Duncana, który odpoczywał po meczu z Mavs. Do gry wrócił za to Tony Parker i wygląda na to, że jego problemy ze zdrowiem nie są tak poważne, jak się wydawało. W San Antonio, z tego samego powodu, co Duncan nie zagrał Manu Ginobili. Suns rozpoczęli świetnie, chociaż w spotkaniu nie mógł wystąpić Goran Dragić. Eric Bledsoe, Gerald Green i Markieff Morris zdobyli łącznie 77 punktów, ale to było za mało na gospodarzy, wśród których, jak zwykle tryumfowała zespołowa gra. Klasą dla siebie był Danny Green, który seryjnie trafiał zza łuku i zdobył 33 punkty. Spurs wygrali sezon zasadniczy w NBA.

Utah Jazz (24-55) – Portland Trail Blazers (52-28) 99-111

Blazers przyjechali do Utah po łatwą wygraną, ale gospodarze postawili im trudne warunki i przez 36 minut żadna z ekip nie mogła się oderwać od drugiej. Blazers znowu są zdrowi i ich pierwsza piątka rozgrywa znakomite spotkania. Brak ławki może jednak sprawić im w play-offs duże problemy. W czwartej kwarcie Blazers mogli liczyć na Damiana Lillarda, który z tej części gry zdobył 14 punktów i pozwolił wygrać gościom ostatnie 12 minut dwunastoma punktami. Ekipa z Portland wygrała w tym sezonie wszystkie mecze przeciwko Jazz pierwszy raz w historii organizacji.Jazz zrównali się bilansem z Celtics i mają jeden mecz przewagi nad Magic. Wciąż mogą być w najgorszej trójce na koniec sezonu.

Los Angeles Lakers (25-54) – Golden State Warriors (49-30) 95-112

Warriors zapewnili sobie w końcu udział w play-offs, co powinni byli zrobić w przedwczorajszym spotkaniu przeciwko Nuggets. Do wygranej poprowadził ich Stephen Curry, który zanotował triple-double na poziomie 30-10-12. To czwarte takie osiągnięcie rozgrywającego Warriors w tym sezonie. Kontuzja Davida Lee okazała się nie być tak poważna, jak spekulowano i silny skrzydłowy zagrał z ławki we wczorajszym spotkaniu. Z powodu kontuzji zabrakło natomiast Andre Iguodali i Jermainea ONeala. Miejmy nadzieję, że w ciągu najbliższego tygodnia wrócą do gry. Na ten moment Warriors trafiają na Los Angeles Clippers. To może być najlepsza seria w 1 rundzie play-offs. W Lakers znowu dobry mecz z ławki zagrał Nick Young. Pod nieobecność Gasola świetnie radził sobie Jordan Hill. Nie grał także Steve Nash, ale Lakers raczej nie spadną w tabeli niżej niż na 6 miejsce od końca.

Kopiuj link do schowka