Drugie niadanie 06.04.14

07/04/2014
LeBron James
LeBron James/ fot. Flickr

LeBron James/ fot. Flickr

NBA poprzedniej nocy rozegrała 9. meczów. Zdecydowanie jest o czym pisać. Ważne wygrane Phoenix Suns oraz Dallas Mavericks w kontekście awansu do fazy play-offs. Indiana Pacers nadal nie może odnaleźć własnej tożsamości. Co jeszcze się wydarzyło?

New York Knicks- Miami Heat 91-102

J.R. Smith w starciu z obrońcami tytułu wypuścił ogień zaporowy w postaci rzutów zza łuku. W całym spotkaniu miał 22 takie próby (nowy rekord NBA) oraz 10 celnych trafień (rekord organizacji). W samej czwartej kwarcie Smith oddał 10 rzutów za 3 pkt. a Carmelo Anthony ani jednego. Melo powoli zaczyna odczuwać skutki długiego sezonu, w którym praktycznie nie odpoczywa. W finałowych minutach trzeciej kwarty forsował swoje akcje ofensywne, przez co Miami Heat przypuścili run 7-0 i prowadzili 73-64.

LeBron James w pierwszych minutach meczu miał aż 4 straty, lecz później z każdą kolejną akcją się rozkręcał. Nie mógł sobie z nim poradzić w żaden sposób Tim Hardaway Jr., który próbował przerywać jego wjazdy pod kosz faulami. Przewaga fizyczna Jamesa była jednak aż nadto widoczna i często LBJ kończył takie pojedynki akcjami and-1. LeBron zakończył zawody z 38 oczkami (najwięcej wśród wszystkich zawodników).

Los Angeles Lakers- Los Angeles Clippers 97-120

Clippers po raz trzeci z rzędu w tym sezonie pokazali kto teraz rządzi w Los Angeles. LAC to dopiero trzecia drużyna w historii NBA, która wygrała co najmniej 3 spotkania z Jeziorowcami różnicą 20 lub więcej punktów (inne ekipy to Celtics i Warriors). Zwycięstwo tym razem nie przyszło tak łatwo jak choćby 6. marca, gdzie podopieczni Doca Riversa pokonali LAL różnicą aż 48 oczek oraz 10 stycznia 36 punktami, lecz i tak dominacja Blake’a Griffina i spółki była niepodważalna. Lakers w bieżącej kampanii udowodnili, że choć w defensywie i na deskach spisują się fatalnie, tak w ofensywie potrafią rozstrzelać przeciwników. Nie tym razem. Podopieczni Mike’a D’Antoniego byli 7-31 zza łuku (22.6%), co było zasługą dobrej gry obronnej LAC.

Dallas Mavericks- Sacramento Kings 93-91

Kings mocno nastraszyli Mavs. A właściwie zrobiła to dwójka graczy, czyli Rudy Gay, który flirtował z triple-double (32 punkty, 8 asyst i 6 zbiórek) oraz DeMarcus Cousins. Center Kings zaliczył solidne double-double (28 oczek i 10 zbiórek), lecz jego ostatni rzut po źle rozegranej akcji Sacramento okazał się airballem i nie doprowadził do dogrywki. Dallas mogli spodziewać się ciężkiego starcia, ponieważ trzy z czterech spotkań przeciwko Kings kończyły się różnicą 4 lub mniej punktów. Dla Mavs ojcem zwycięstwa okazał się Monta Ellis, który zdobył 23 punkty, z czego 14 w drugiej połowie.

Atlanta Hawks- Indiana Pacers 107-88

Pacers jeśli zaczęli tankować, to wybrali sobie do tego nieodpowiedni moment. W pierwszej połowie byli 7-35 z gry (20.0%) zdobywając zaledwie 23 punkty (najgorsza połowa w historii organizacji). 32 punktowy deficyt po pierwszych 24 minutach jest najwyższy w historii klubu. Kto zawiódł?:

Ale najbardziej starterzy Indiana, którzy już w połowie pierwszej kwarty zostali zmienni po tym jak Pacers przegrywali 3-17. Pierwsza piątka finalistów konferencji wschodniej z zeszłego sezonu trafiła zaledwie 15 rzutów na 48 prób w trakcie całego spotkania, a Roy Hibbert przesiedział całą drugą połowę na ławce rezerwowych.

Denver Nuggets- Houston Rockets 125-130

No Dwight Howard. No problem. Center Rockets z powodu kontuzji kostki musiał opuścić kolejne spotkanie, ale od czego jest Omer Asik, który gdy tylko dostaje szansę na grę pokazuje swoją wielkość. Zakończył zawody z 18 punktami i 23 zbiórkami, co jest wyrównaniem jego rekordu kariery. Jednak pod koniec czwartej kwarty i w dodatkowym czasie gry James Harden i Chandler Parsons zadbali o to, aby Houston wyszli z tej konfrontacji zwycięsko. Najpierw na 7 sekund do zakończenia meczu Harden trafił zza łuku doprowadzając do dogrywki, a później Parsons dwoma rzutami również za 3 pkt. zamroził to spotkanie. Nuggets fatalnie rozegrali końcówkę q4, w której w ciągu ostatnich 4 minut zdobyli tylko 3 oczka, a Rockets w tym okresie mieli ich aż 16.

Memphis Grizzlies- San Antonio Spurs 92-112

Niedźwiadki mają mecz straty do 8. miejsca w konferencji zachodniej. Nie sprostały wczoraj San Antonio Spurs, którzy pomimo urazu pleców Tony’ego Parkera (zagrał tylko 9 minut) odnieśli już 60. wygraną w sezonie. Kawhi Leonard był praktycznie nieomylny z gry (12-13), dzięki czemu wyrównał swój rekord punktowy (26). Pustkę po rozgrywającym Spurs wypełnił Manu Ginobili, który również zakończył zawody z 26 oczkami i 3 asystami.

Utah Jazz- Golden State Warriors 102-130

Stephen Curry do spółki z Klay Thompsonem rozegrali wielki mecz. Po trzech kwartach obaj dżentelmeni uzbierali łącznie 64 punkty i ostatnie 12 minut gry mogli oglądać spokojnie siedząc sobie na krzesłach. Pierwszy z nich miał 31 punktów, 16 asyst oraz 3 przechwyty, a drugi 33 oczka i był 7-10 zza łuku. Linijka Curry’ego jest o tyle imponująca, że ostatnim zawodnikiem, który popisał się podobnym osiągnięciem był Magic Johnson w 1990 roku. On jednak potrzebował na to 39 minut, a Curry tylko 29. GSW odnieśli 48. wygraną w tym sezonie, co jest już lepszym rezultatem niż w ubiegłorocznych rozgrywkach.

Oklahoma City Thunder- Phoenix Suns 115-122

Kevin Durant pobił osiągnięcie Michaela Jordana i w starciu z Suns zanotował 41. mecz z rzędu z co najmniej 25 lub więcej punktami. Było to jednak za mało na świetnie dysponowanego Gorana Dragica, który rozkręcał się powoli, ale jak wszedł już w mecz to był nie do zatrzymania. W pierwszej kwarcie nie zdobył ani jednego oczka, lecz później zakończył zawody z 26 punktami, z czego 19 uzbierał w drugiej połowie trafiając 57.8% swoich rzutów. Gerald Green z ławki dorzucił 24 oczka, w tym był 5-7 zza łuku, a jego trafienia 3 pkt. w czwartej kwarcie utrzymywały Suns w grze, a w ostatecznym rozrachunku okazały się kluczem do zwycięstwa Phoenix.

New Orleans Pelicans-Portland Trail Blazers 94-100

LaMarcus Aldridge 25 punktami i 18 zbiórkami, z czego 8 było ofensywnymi (indywidualnie najlepszy wynik w sezonie) własnoręcznie zapewnił Blazers udział w fazie play-offs. Zawodnicy Portland byli bardziej skoncentrowani po przerwie i trzecią kwartę wygrali 29-14, co pozwoliło im utrzymać prowadzenie już do końca meczu. Blazers odnieśli 50. wygraną w bieżącej kampanii, a pomyśleć, że jeszcze w zeszłym sezonie ich bilans wynosił 33-49.

Kopiuj link do schowka