Drugie śniadanie: 05.02.14

06/02/2014
NBA

fot. Flickr

Kolejny pełen emocji wieczór w NBA. Największe hity nie rozczarowały, a było co oglądać także na innych parkietach. Drugie ?niadanie podane do stołu:

Los Angeles Lakers (17-32) @ Cleveland Cavaliers (16-33)

Sponsor serwisu

Obie ekipy przystąpiły do spotkania z takim samym bilansem, jednak o wyrównanym pojedynku szybko mogliśmy zapomnieć. Lakers już w pierwszej kwarcie wyskoczyli na 19-punktową przewagę, której nie oddali do końca. Podopieczni Mike’a D’Antoniego spełnili mokre sny swojego szkoleniowca rozdając 35 asyst przy 42 celnych próbach z gry. Career-high 15 kończących podań zanotował Steve Blake, który skończył mecz z drugim w karierze triple-double. Swoją życiówkę poprawił także debiutant Ryan Kelly, który zaaplikował gospodarzom 26 oczek (8/16 z gry).

Cavaliers zdołali zniwelować stratę, która w pewnym momencie wynosiła 29 punktów, do jednocyfrowej liczby, jednak to wszystko na co było ich stać. Na flirtowanie z come-backiem pozwoliły m.in. game-high 27 pkt C.J.’a Milesa i posadzenie na ławce Kyrie’ego Irvinga, który nie pojawił się na parkiecie przez ostatnie 19 minut spotkania.

W samej końcówce miała miejsce dość niecodzienna sytuacja. Rotacja Jeziorowców przetrzebiona kontuzjami (Steve Nash nie zagrał drugiego dnia back-2-back; Nick Young zszedł z parkietu z kontuzją kolana) i problemami z faulami (Chris Kaman; Robert Sacre) skurczyła się do czterech (!) zawodników. Przepisy NBA wymagają jednak, żeby na parkiecie zawsze przebywała pełna piątka, więc Robert Sacre grał przez ostatnie kilka minut z sześcioma przewinieniami na koncie.


Boston Celtics (17-33) @ Philadelphia 76ers (15-35) 114:108

Mecz na tym dolnym szczycie konferencji wschodniej skończył się zwycięstwem Celtów, z którego najbardziej będzie się cieszył… managment Sixers. Gościom pomogło przede wszystkim 36 punktów z 18 rzutów Jeffa Greena, a także prawie triple-double Rajona Rondo (8/9/11), który powoli wraca do swojej regularnej formy. C’s z łatwością dostawali się pod kosz, co zaowocowało aż 33 wycieczkami na linię rzutów wolnych. Każdy starter Brada Stevensa skończył mecz z dodatnim wskaźnikiem +/-. Najlepszy pod tym względem był nie kto inny jak Rajon Rondo (+16)


San Antonio Spurs (36-13) @ Washington Wizards (24-24) 125:118 (2OT)

Czarodzieje nie cieszyli się długo z dodatniego bilansu, choć trzeba przyznać, że robili co mogli, aby zaskoczyć u siebie kolejną ekipę z czołówki konferencji zachodniej. Do ostatecznego rozstrzygnięcia spotkania potrzebne były dwie dogrywki, choć jeszcze na osiem sekund przed końcem tej pierwszej, Spurs prowadzili czterema oczkami. Do roboty wziął się jednak wówczas John Wall, który przedłużył żywot Wizards o dodatkowe 5 minut.

Spurs, do których składu powrócił Danny Green, okupili swoje zwycięstwo kolejną kontuzją. W drugiej połowie na parkiecie nie zobaczyliśmy Tony’ego Parkera, który narzekał na ból pleców i bardzo możliwe, że Gregg Popovich da mu odpocząć przez kilka najbliższych dni. W obliczu nieobecności Francuza w rolę playmakera wcielił się świetny Patty Mills, który w 20 minut zdobył 23 punkty.


Detroit Pistons (19-29) @ Orlando Magic (14-37) 98:112

W Pistons zawsze znajdzie się coś, co zadziała nie tak jak powinno. Wczoraj negatywnym elementem układanki Tłoków okazało się 5/23 z gry Brandona Jenningsa. W pierwszej piątce zobaczyliśmy także Kyle’a Singlera, jednak -22 Pistons z nim na parkiecie raczej nie przekona Mo Cheeksa co do trafności tego wyboru.

W barwach Magic jeden z najbardziej efektywnych występów w swojej karierze zaliczył Victor Oladipo. 20 punktów z 10 rzutów i tylko jedna strata, przewodziły solidnej grze całej ławki rezerwowych gospodarzy. Do rotacji wrócił także Jameer Nelson, który po opuszczeniu dwóch spotkań z powodu kontuzji kolana, rozdał wczoraj 11 asyst.


Portland Trail Blazers (35-14) @ New York Knicks (19-30) 94:90

Blazers zdołali wygrać spotkanie, w którym ich dwaj All-Starzy trafili zaledwie 9/29 prób z gry. LaMarcus Aldridge rozpoczął wizytę w Madison Square Garden od zaledwie jednej celnej próby na jedenaście oddanych, jednak na 35 sekund przed końcem zdołał trafić arcytrudny i arcyważny jumpshot tuż sprzed nosa Tysona Chandlera. Najjaśniejszym punktem ofensywy podopiecznych Terry’ego Stottsa był Nicolas Batum, który skończył zawody z team-high 20 oczkami.

Knicks nie wykorzystali szansy na wygraną z rywalem z górnej półki, choć chwilami ich gra wyglądała naprawdę nieźle. Bardzo dobry występ z ławki i kilkavintagewsadów zaliczył Amar’e Stoudemire, który korzystał na świetnych penetracjach i oddawaniu piłki przez J.R.’a Smitha. Mike Woodson mógł i powinien dać pograć temu duetowi nieco dłużej w drugiej kwarcie, gdy Knicks robili run 8-0. Niestety, zabawę popsuł Carmelo Anthony, który po 6/7 z gry w pierwszej kwarcie skończył spotkanie z zaledwie 11/28 z gry.


Phoenix Suns (29-20) @ Houston Rockets (33-17) 108:122

Dwight Howard pobawił się z wysokimi Suns i absolutnie zdominował pomalowane na 34 punkty i 14 zbiórek. Trafił też dwanaście z osiemnastu rzutów wolnych i do spółki z Jamesem Hardenem (23 pkt, 12/12 na linii) zniszczył defensywę Słońc, która straciła season-high 122 oczka. W barwach gości swojemu byłemu pracodawcy próbował odgryzać się Goran Dragić, jednak jego osamotnione wysiłki nie wystarczyły na kontrolujących przebieg spotkania Rockets. Zawodził przede wszystkim Channing Frye, który trafił tylko 3/11 prób z gry i nie zdołał zebrać ani jednej piłki na tablicach.


Dallas Mavericks (29-21) @ Memphis Grizzlies (26-22)110:96

Mavericks wygrali swoje dotychczas najważniejsze spotkanie w sezonie i zostali pierwszą ekipą, która od 12 stycznia zdołała rzucić Niedźwiadkom więcej niż 100 punktów w jednym meczu. Znakomicie zaprezentowała się ich ławka rezerwowych na czele z Vince’em Carterem i Brandonem Wrightem, którzy do maksimum wykorzystywali niespodziewane defensywne braku Grizzlies w obronie pick&rolli.

W składzie Niedźwiadków gołym okiem było widać brak Mike’ Conleya. Nick Calathes robił co mógł i choć w boxscorze prezentował się całkiem przyzwoicie, to nie potrafił rozsądnie kontrolować tempa gry i chcąc, nie chcąc wspierał przyśpieszających grę Mavericks. Dzięki zwycięstwu goście mają już bilans 3-0 z Niedźwiadkami, co może okazać się bardzo ważnym czynnikiem w kontekście walki o play-offy.


Atlanta Hawks (25-23) @ New Orleans Pelicans (21-27) 100:105

Anthony Davis kontynuuje swoją znakomitą grę, która pozwoliła wczoraj Pelikanom na odniesienie szóstego zwycięstwa w ostatnich dziewięciu spotkaniach. Kluczowa okazała się czwarta kwarta, którą gospodarze wygrali 34-25, głównie dzięki częstszemu dostawaniu się na linię rzutów wolnych (12/13 FT). Bardzo dobry występ oprócz Davisa (27 pkt, 10 zb.) zanotował także Brian Roberts, który z 19 oczkami był drugim najlepszym strzelcem swojej ekipy.

W barwach Hawks najlepiej spisywał się bez niespodzianek Paul Millsap, któremu pomagały 22 oczka z dwunastu rzutów Demarre’a Carrolla. Swoja serię spotkań z trójką z rzędu do 117 (!) przedłużył także Kyle Korver, jednak nie wystarczyło to na odniesienie zwycięstwa w tym spotkaniu.


Minnesota Timberwolves (24-25) @ Oklahoma City Thunder (40-11) 97:106

Timberwolves grali z Thunder jak równy z równym przez 36 minut spotkania. Energii zabrakło jednak na ostatnie 12 minut, które Grzmoty rozpoczęły runem 16-4. ?eby było ciekawiej, serię punktową gospodarzy rozpoczął nie kto inny jak Gorgui Dieng, środkowy Timbrwolves:

Czołowym strzelcem Thunder po raz kolejny został oczywiście Kevin Durant (26 pkt, 11/20 z gry), jednak bardzo dobrze wtórował mu Reggie Jackson, który po raz siódmy w tym sezonie przekroczył granicę 20 oczek (20 pkt, 9/14 z gry). W barwach gości zabrakło kontuzjowanego Kevina Love, który narzeka na ból szyi, po upadku w meczu z Los Angeles Lakers. W obliczu jego nieobecności najlepszym strzelcem Wilków został Ricky Rubio. 19 punktów Hiszpana, to jego drugi najlepszy wynik w tym sezonie.


Milwaukee Bucks (9-40) @ Denver Nuggets (24-23) 100:110

Bucks zaskakująco długo trzymali się w grze przeciwko Nuggets. Pierwszą połowę kończyli nawet skromnym, jednopunktowym prowadzeniem. Najlepszy występ w sezonie zaliczył Larry Sanders (25 pkt, 15 zb. – Hej, on jeszcze umie grać w koszykówkę!), a skutecznie wspierał go także znów grający w pierwszej piątce Khris Middleton.

Nuggsies w końcu znaleźli jednak sposób na rozbicie defensywy gości, a okazała się nim gra w pomalowanym. W kluczowej dla przebiegu całego spotkania trzeciej kwarcie, podopieczni Briana Shawa zdominowali pomalowane na 16 punktów (8/12 z gry) i wygrali całą odsłonę 33-20. Ty Lawson rozdał 8 asyst w pierwszej kwarcie.


Toronto Raptors (26-23) @ Sacramento Kings (17-32) 101:109

Pod koniec trzeciej kwarty Kings wygrywali już 20 punktami, lecz mimo to Raptors zdołali wrócić do spotkania i skończyć je sporą kontrowersją. Na 25 sekund przed końcem Kyle Lowry przy stanie +6 dla gospodarzy trafił wielką trójkę, po której na parkiecie usłyszeliśmy gwizdek. Najpierw wydawało się, że rozgrywający Raptors będzie miał okazję na akcję 3+1, jednak okazało się, że sędziom nie spodobała się wysunięta do przodu noga i Lowry’emu odgwizdano przewinienie w ataku. Słusznie? Oceńcie sami:

Kings zwyciężyli ostatecznie 109:101, jednak media już okrzyknęły ten faul “najgorzej odgwizdanym przewinieniem w tym sezonie”. Chcecie więcej? Zaraz po tym jak Lowry wstał i z niedowierzaniem pobiegł w kierunku swojej ławki, sędziowie odgwizdali mu faul techniczny. Ktoś tu miał ciężki dzień?


Miami Heat (35-13) @ Los Angeles Clippers (34-18) 116:112

Największy hit wczorajszej nocy nie zawiódł. LeBron James i Blake Griffin nawzajem prześcigali się w konkursie pt. “Kto skoczy wyżej”, który według NBA.com wygrał ten drugi. W samym spotkaniu zwycięzcą okazał się jednak LeBron, który znowu zbliżył się do triple-double (31/12/8) i pomógł gościom odeprzeć ostatecznie nieudany comeback Clippers w czwartej kwarcie. Swoje zrobił też Ray Allen, który przez ostatnie 12 minut zdobył 11 punktów i trafił wielką trójkę na 42 sekundy przed końcem meczu, przy stanie 109:107 dla Miami. Jak to powiedział Doc Rivers:

When he caught it, I knew nothing good was about to happen.

W barwach gospodarzy znowu imponował Blake Griffin. Jego 43 punkty tylko udowodniły, że Blake nie jest już tym samym, jednowymiarowym skrzydłowym, którego gra w ofensywie ogranicza się do molestowania kolejnych obręczy.


 

Krzysiek [email protected]

 

 

 

 

 

 

Kopiuj link do schowka