Drugie śniadanie: 05.01.2014

06/01/2014
Heat

fot. Flickr

Siedem spotkań i kolejna noc pełna wrażeń w NBA. Najciekawiej było w Miami, gdzie gospodarze ze sporym trudem poradzili sobie z coraz lepszymi Toronto Raptors.

Memphis Grizzlies (15-18) @ Detroit Pistons (14-20) 112:84

Sponsor serwisu

Po pierwszych 24 minutach Pistons prowadzili pięcioma punktami, jednak później nie potrafili już dotrzymać tempa rozpędzonym Niedźwiadkom. Podopieczni Davida Joergera w drugiej połowie grali jedną ze swoich najlepszych koszykówek w tym sezonie. Zdominowali walkę na tablicach (31-16), znakomicie dzielili się piłką (17 asyst), a także nie pozwolili swoim rywalom na ani jeden punkt z ponowienia. Gospodarze mogli tylko bezradnie patrzeć, jak Zach Randolph i spółka kończą spotkanie runem 61-28, którego nijak nie dało się zatrzymać.

W barwach Grizzlies znakomicie spisywali się przede wszystkim wysocy. Zach Randolph, Kosta Koufos, Ed Davis i Jon Leuer zanotowali łącznie 64 punkty i 44 zbiórek, śmiejąc się przy tym z faktu, że to Pistons są najlepszą ekipą w lidze, jeśli chodzi o zdobywanie oczek w pomalowanym. Tłoki przegrały swoje czwarte spotkanie z rzędu i powoli szykują się na wypadnięcie z czołowej ósemki swojej konferencji.


Indiana Pacers (27-6) @ Cleveland Cavaliers (11-23) 82-78

Omijajcie ten mecz szerokim łukiem. Zacięta końcówka nie wynagrodziła tragicznej 35% skuteczności z gry w wykonaniu obu drużyn. Ambitni Cavs, głównie za sprawą Andersona Varejao i Diona Waitersa wrócili do gry w czwartej kwarcie, jednak porcja głupich błędów zmieszanych z dobrą defensywą Pacers skutecznie odebrała im jakiekolwiek nadzieje na zwycięstwo.

Na parkiecie z powodu kontuzji zabrakło Kyriego Irvinga (kolano) i Jarreta Jacka (plecy). Pierwszym rozgrywającym gospodarzy został więc debiutant – Matthew Dellavedova. W career-high 41 minut na parkiecie, młody Australijczyk zdobył 11 punktów i rozdał tylko 2 asysty. Co by nie mówić, i tak lepiej niż pierwszy wybór zeszłorocznego draftu…


Toronto Raptors (16-16) @ Miami Heat (26-18) 97:102

Jeszcze miesiąc temu trudno było sobie wyobrazić, że mecz pomiędzy Heat i Raptors może być ozdobą jakiegokolwiek wieczoru w NBA. Dinozaury od czasu wymiany z udziałem Rudy’ego Gaya, to jednak zupełnie inna drużyna, która już za chwilę powinna awansować na trzecie miejsce w swojej konferencji. Znakomita gra DeMara DeRozana i Amira Johnsona, wczoraj o mały włos nie zaskoczyła wszystkich ludzi zgromadzonych w American Airlines Arena.

Podopieczni Dwane’a Casey w spotkaniu przeciwko dwukrotnym mistrzom NBA walczyli jak równy z równym. O ich porażce zadecydował dopiero kolejny nieziemski występ LeBrona Jamesa i fatalna skuteczność na linii rzutów wolnych. Raptors trafili tylko 12 na 21 oddanych prób zcharity stripe i po części są sami sobie winni, że nie wygrali po raz ósmy w ostatnich dziesięciu meczach.


Golden State Warriors (23-13) @ Washington Wizards (14-17) 112:96

Mecz bez historii. Wycieczka do Waszyngtonu przedłużyła serię Wojowników do dziewięciu wygranych z rzędu. Czarodzieje potrafili odgryzać się swoim rywalom przez pierwsze 24 minuty, jednak potem zrozumieli, gdzie jest ich miejsce w szeregu. Trzecia kwarta to absolutna dominacja gości (34-15) i znakomita gra świetnego wczoraj Davida Lee, któremu zabrakło zaledwie czterech asyst do triple-double.

Kolejny raz, w starciu przeciwko czołowym wysokim ligi, zawiódł Marcin Gortat. Polak znowu nie istniał na tablicach i co gorsza zupełnie nie radził sobie w defensywie, pozwalając Andrew Bogutowi na zajmowanie kolejnych dobrych pozycji pod koszem.


Boston Celtics (13-21) @ Oklahoma City Thunder (27-7) 96:119

Jedynym emocjonującym aspektem tego spotkania był fakt, że zabrakło w nim Courtneya Lee. Zawodnik Celtów przed meczem dowiedział się, że już wkrótce trafi do Memphis Grizzlies, w wymianie, w której udział weźmie jeszcze Jerryd Bayless.

Na samym parkiecie działo się niewiele. Reggie Jackson i Kevin Durant skutecznie pozbawiali gości jakichkolwiek złudzeń, kto wygra to spotkanie. Wysoka przewaga pozwoliła Scottowi Brooksowi na oszczędzanie swoich zawodników i przez ostatnie 12 minut z pierwszej piątki Thunder, na parkiecie zobaczyliśmy tylko Serge’a Ibakę.


New York Knicks (11-22) @ Dallas Mavericks (19-15) 92:80

Knicks mają za sobą najlepszą serię spotkań w sezonie i gdyby nie kilka głupich błędów w starciu z Rockets, właśnie cieszyliby się z pokonania wszystkich ekip w Texasie. W starciu z Mavericks znakomicie spisała się ich ławka rezerwowych (44-27) prowadzona przez powracającego do zdrowia Kenyona Martina. K-Mart zdobył 14 punktów na 87% skuteczności i został kolejnym bohaterem popularnej ostatnio serii “udowodnijmy Mavs, że nie mają kim bronić pod koszem”.

Gospodarze próbowali odwrócić losy spotkania w końcówce, jednak skutecznie przeszkodziły im w tym niesamowicie ważne rzuty Imana Shumperta.


Denver Nuggets (16-17) @ Los Angeles Lakers (16-20) 137:115

Ostatni raz w meczu bez dogrywki, Lakers stracili 137 punktów w listopadzie 1993 roku. Potrzebujecie więcej dowodów na to, że w Mieście Aniołów szykują się na czołowe picki w drafcie? Defensywa (co?) Mike’a D’Antoniego pozwoliła Nuggets na rzucenie aż 77 punktów w drugiej połowie. Znakomite zawody zaliczyli Timofey Mozgov i Nate Robinson, a cała ławka Briana Shaw wygrała walkę z drugim unitem Lakers 63-41.

Jaskółką, czy jak kto woli promykiem nadziei dla Jeziorowców była znowu gra Kendalla Marshalla. Jego 17 asyst pozwala mi myśleć, że w systemie MDA nawet ja miałbym jakieś 6 kończących podań na mecz.


 

 

Kopiuj link do schowka