Drugie śniadanie 03.01.14

04/02/2014
LeBron James

LeBron James/ fot. Flickr

Po emocjach związanych z Super Bowl NBA powróciło do intensywniejszej dawki meczów. Bez mega szlagierów, ale z paroma solidnymi spotkaniami oraz niespodziankami. Zapraszam na drugie śniadanie.

Orlando Magic- Indiana Pacers 79-98

Indianapolis w meczach u siebie są piekielnie mocni, a gdy grają w domu przeciwko jednej z najsłabszych drużyn w NBA, to wynik nie powinien być żadnym zaskoczeniem. Magic stawiali zaciekły opór do połowy trzeciej kwarty, kiedy to dogonili Pacers na odległość dwóch punktów. Podopieczni Franka Vogela szybko zadbali jednak o to, aby nie było już emocji w tym spotkaniu. Przypuścili run 18-1 i nie oglądali się więcej za siebie. Indiana, w przeciwieństwie do poprzednich rozgrywek, dziś mogła liczyć na ławkę rezerwowych, która okazała się lepsza od przeciwnika w stosunku 49 do 19. Z graczy pierwszej piątki Pacers tylko Lance Stephenson zaliczył co najmniej 30 minut gry, zdobywając 15 punktów , zbierając 15 piłek i rozdając 5 asyst.


Portland Trail Blazers- Washington Wizards 90-100

Wizards po raz pierwszy od 4 lat (to nie pomyłka!) mają dodatni bilans wygranych i porażek. John Wall, choć trudno w to uwierzyć, nigdy w swojej karierze nie był w takiej sytuacji. W spotkaniu przeciwko Blazers zadbał jednak o to by tak sie stało. Jego 22 punkty, 5 asyst, 5 zbiórek, 3 przechwyty i 2 bloki walnie przyczyniły się do zwycięstwa Czarodziei nad Portland. Drużyna Gortata w lutym sprawiła już drugą niespodziankę, bo wcześniej przerwali serię 10. wygranych z rzędu Oklahoma City Thunder. Wizards przez cały mecz szanowali piłkę i dobrze się nią dzielili. Efekt? Mieli tylko 6 strat, w tym tylko 1 w pierwszej połowie przy 22 asystach. Blazers przez 48 minut gry zdołali uzbierać 6 punktów z kontry.


Philadelphia 76ers- Brooklyn Nets 102-109

Nets kontynuują dobrą passę w nowym roku. Po zaciętym pojedynku z Pacers, z meczu na mecz, mamy do czynienia z tworzeniem się prawdziwej drużyny. Andray Blatche i Joe Johnson nie byli do dyspozycji trenera, przez co ciężar zdobywania punktów wzięli na siebie Paul Pierce oraz Deron Williams, którzy łącznie zaaplikowali rywalom 46 punktów. Mirza Teletovic z ławki dołożył 20 oczek, a Kevin Garnett zanotował 5 bloków, w tym jeden kluczowy na 3:02 minut do zakończenia regulaminowego czasu gry, kiedy to zdjął Michaela Carter-Williamsa przy wyniku 99-95 dla Nets. Shaun Livingston przed sezonem pewnie w najśmielszych snach nie przypuszczał, że będzie dostawał tyle minut w sezonie. Ostatnio znajduje się w doskonałej dyspozycji i w meczu z 76ers tylko to potwierdził. Zdobył 13 punktów, ale najbardziej rzuca się w oczy jego 8 finalnych podań (najwięcej wśród wszystkich graczy) oraz 7 przechwytów.


Detroit Pistons- Miami Heat 96-102

LeBron James nie pierwszy raz w obecnych rozgrywkach flirtuje z triple-double. Przeciwko Pistons zabrakło mu tylko 2 zbiórek. Dwyane Wade od kiedy znów regularnie pojawia się na parkiecie, to wciąż udowadnia, że jest topowym graczem ligi. Zakończył zawody z 30 punktami (najwięcej ze wszystkich graczy) i 10 asystami (tylko James miał ich więcej) przy 68.4% skuteczności z gry (13-19).Miami przez cały mecz prowadzili, lecz popełniali zbyt dużo strat (20), przez co Pistons doskoczyli do podopiecznych Erika Spoelstry na jeden punkt pod koniec trzeciej kwarty. W ostatnich 12 minutach gry D-Wade zdobył 8 oczek i Heat na niecałe 4 minuty do zakończenia regulaminowego czasu gry wyszli na 15 punktowe prowadzenie, którego nie oddali już do końca.


New York Knicks- Milwaukee Bucks 98-101

Nowojorczycy ostatni raz, kiedy grali w tej hali wygrali z Bucks po dogrywce (pamiętne zaćmienie umysłu Andrea Bargnaniego). Włoch na ich szczęście nie mógł wystąpić w tym meczu, ale co z tego skoro Knicks swojemu szczęściu nie potrafią dopomóc. Knicks w bieżących rozgrywkach są drużyną seryjną. Albo zaliczają serię kilku wygranych albo przegranych. Nie ma nic po środku. Po porażce z Heat, w Milwaukee- najgorszą drużyną w całej NBA- znów schodzili z parkietu pokonani.
Na 14.5 sekund do zakończenia regulaminowego czasu gry Carmelo Anthony rzutem zza łuku doprowadził do remisu po 98. Przebił go Brandon Knight, który trafił game-winnera nad bezradnym Raymondem Feltonem. Knight zdobył 5 ostatnich oczek dla Bucks i zapewnił swojej drużynie dopiero 9. wygraną w bieżących rozgrywkach.


[reklama]
San Antonio Spurs- New Orleans Pelicans 102-95

Pelikany na 9:26 minut do zakończenia regulaminowego czasu gry w czwartej kwarcie prowadziły 12 punktami. Wtedy Gregg Popovich, po raz enty, udowodnił, że wielkim trenerem jest i basta. Wziął czas po którym Patty Mills dołożył 5 punktów z rzędu, później Danny Green trafił ważną “trójkę” zza łuku redukując prowadzenie New Orleans do zaledwie 4 oczek. To był początek runu Spurs, który zakończył się wynikiem 27-7 i odebrał szansę Pelikanów na wyjazdową wygraną nad Ostrogami. Popovich nakazał również grać Tony’emu Parkerowi pick-and-rolle z Timem Duncanem, na co obrona Pelicans nie miała odpowiedzi. Francuz zakończył zawody z 32 oczkami i 9 asystami.


Memphis Grizzlies- Oklahoma City Thunder 77-86

Nie musicie pytać o MVP tego spotkania, bo ta odpowiedź jest zbyt oczywista. Kevin Durant po “marnych” 26 punktach przeciwko Wizards w meczu z Grizzlies rozpoczął być może kolejną serię spotkań z co najmniej 30 punktami. Ubiegłej nocy miał ich dokładnie 31 oraz 8 asyst i tyle samo zbiórek. Niedźwiadki słabo spisywały się na linii rzutów za 3 pkt. (2-16 z gry), a także zbyt często nadziewali się na bloki gospodarzy. Pierwszoroczniak Steven Adams miał ich 4 z 9 całej drużyny.


Cleveland Cavaliers- Dallas Mavericks 107-124

Mavericks bez większych problemów uporali się z Cavs, dzięki czemu Anthony Bennett mógł spędzić 26 minut na parkiecie, gdzie był 3-8 z gry, co dało mu 11 oczek. MVP spotkania, a jakże inaczej, został Dirk Nowitzki. Ubiegłej nocy skończył zawody ze “skromniutkimi” 23 punktami. W ostatnich 3 meczach, wliczając mecz z Cleveland, uzbierał łącznie 95 oczek. O ile Niemiec był najjaśniejszym punktem zespołu Mavericks, tak anty-mvp po stronie gości został Dion Waiters, który nie miał wyraźnie swojego dnia. ?rednio w ciągu 28 minut gry zdobywa 14.5 punktu na mecz, a ubiegłej nocy był 0-4 z gry, w tym 0-2 zza łuku.


Los Angeles Clippers- Denver Nuggets 115-116

W najciekawszym meczu kolejki Clippers mieli wszelkie argumenty po ich stronie, aby dobić Denver Nuggets. Prowadzili 13 punktami po pierwszej połowie oraz w ostatnich sekundach meczu, wliczając to trafienie za 3 pkt. Matta Barnesa na 6 sekund do zakończenia spotkania. To jednak Randy Foye, w odpowiedzi na rzut gracza LAC, zanotował najważniejsze trafienie zza łuku w tym pojedynku. Jego buzzer-beater zapewnił 23 wygraną Nuggets w bieżącej kampanii. Nie byłoby jednak tego zwycięstw bez świetnej postawy Kennetha Farieda, który był 11-13 z gry, zdobywając 28 punktów (rekord kariery) oraz dokładając 11 zbiórek.


Toronto Raptors- Utah Jazz 94-79

Dinozaury wygrały walkę na tablicach 44 do 39 oraz w pomalowanym 50 do 44. Przede wszystkim za sprawą Jonasa Valanciunasa oraz Amira Johnsona. Pierwszy z nich zdobył 18 punktów i miał 9 zbiórek, a drugi odpowiednio 11 i 11. Jazz nie mieli na nich odpowiedzi, zwłaszcza w obliczu kontuzji Derricka Favorsa. Raptors zdobyli 13 z 16 ostatnich punktów w meczu, w głównej mierze dzięki DeMarowi DeRozanowi. Rzucający obrońca Dinozaurów pod nieobecność Kyle Lowry’ego, który nabawił się kontuzji kolana przejął kontrolę nad mecze w q4, gdzie zdobył 9 ze swoich 23 oczek.


Chicago Bulls- Sacramento Kings 70-99

Bez swojego All-Stara Joakima Noah, Byki nie miały za wiele do powiedzenia w starciu z DeMarcusem Cousinsem, który zdominował strefę podkoszową. Był 8-15 z gry zdobywając 25 punktów oraz miał 16 zbiórek. Największa przewaga gospodarzy uwidoczniła się w pomalowanym, gdzie uzbierali 48 oczek przy zaledwie 17 Bulls. Z graczy pierwszej piątki Byków jedynie Jimmy Buttler osiągnął podwójną zdobycz punktową.

Kopiuj link do schowka