Dinozaury wymierają [TOR-MIL 1:2]

21/04/2017
giannis

W pierwszym spotkaniu Bucks zaskakująco zwyciężyli, w drugim do żywych wrócił Lider Raptors, Kyle Lowry. Przy stanie 1-1 trzecie spotkanie zawsze jest kluczowe i potrafi przesądzić o losach serii.

Koziołki wyszły jak po swoje – to zaskakujące, jak bardzo tej grupie młodych graczy absolutnie nie brakuje pewności siebie. W tym względzie wyglądają znacznie lepiej niż bardziej doświadczeni Raptors.

Bucks jak zwykle od początku zaserwowali rywalowi twardą, agresywną obronę. To niesamowite, jak przy personelu, który ma do dyspozycji trener Jason Kidd, obrona Milwaukee potrafi być skuteczna. Tony Snell miał momenty agresywnego krycia na 3/4 parkietu już w pierwszej kwarcie – pełna presja i częste podwajanie kozłującego.

Greg Monroe przejmuje krycie wysoko na zasłonach, nieraz gdzieś na ósmym metrze, kontynuując schemat obrony wyjściowej piątki z Thonem Makerem. To niesamowite, ale Moose robi to skutecznie! Szybko wraca pod kosz, zamykając miejsce na rzut. Z drugiej strony błyszczy w ataku, do czego już w tej serii przyzwyczaił. Może zatrzymałby go Jonas Valanciunas? Ne widzimy na parkiecie Valanciunasa.

Monroe gra w post, Middletonowi siedzą jumpery, Giannis robi swoje. Tym czasem w całej pierwszej połowie DeRozan z Lowrym rzucają łącznie 12 punktów, trafiając na spółę 1 rzut z gry. Srogo.

Sędziowie gwiżdżą masę fauli w ataku, Serge Ibaka jest już wyraźnie zirytowany. Szalę przechyla piękny blok, który okazuje się być goaltending. Ibaka wściekle odbija piłkę o parkiet. A Bucks dalej robią swoje, cisną agresywnie w obronie, zdobywają swoje punkty. Widzę posiadanie, w którym Dellavedowa kryje bezpośrednio Pattersona, a Patterson nie może z tym nic zrobić – wcale nie wydaje się to już dziwne. Do przerwy jest już 57:30.

Po zmianie połów, co nie jest zaskoczeniem, Toronto nie wyszli bardziej zmotywowani. Są zirytowani, zaczynają faulować na potęgę. Nie ma co się dziwić, Koziołki zatrzymują ich na skuteczności 28% z gry. W ogóle obie drużyny dużo faulują i mecz trochę stracił flow w trzeciej kwarcie. DeMar DeRozan przez 30 minut gry uciułał 8 punktów – wszystkie z rzutów wolnych. To przede wszystkim na nim skupia się obrona Bucks – nieobecny Lowry nie wymaga aż takiej atencji.

Ten mecz powinien był trwać nie dłużej niż trzy kwarty. Pociąg Raptors już dawno odjechał – Bucks trochę się już rozprężyli, na boisku pojawia się Fred Van Vleet i Bebe Nogueira. Kwarta tak potrzebna, jak Jasonowi Terry’emu grzebień. Chociaż Toronto rzucili w niej najwięcej punktów w całym meczu. DeRozan wytrzymał cały mecz bez ani jednego trafienia do kosza. Lowry to nawet sobie jakąś trójkę trafił, czy coś. Chcąc nie chcąc, był dziś liderem punktowym swojej drużyny. Ex aequo z Delonem Wrightem. Przy czym Wright był jednak trochę lepszy.

***

Toronto Raptors – Milwaukee Bucks 77:104

Bucks: Middleton – 10 (7 as.), Antetokoumnpo – 19 (8 zb.), Monroe – 16 (7 zb.), Beasley – 13, Maker – 11, Dellavedova – 10, Vaughn – 6, Snell – 5, Brogdon – 4 (7 zb. 9as.), Terry, Hawes -0

Raptors: Wright – 13 (6 zb.), Lowry – 13 (5 zb.), Powell – 12, Valanciunas – 11 (7 zb.), DeRozan – 8 (0/8 FG), Ibaka – 6, Poetl – 4 (7 zb.), Carroll, Patterson – 3, Joseph – 2, Tucker, VanVleet – 0

Kopiuj link do schowka