D’Angelo Russell uczcił pamięć babci game-winnerem

10/04/2017
dangelo

Los Angeles Lakers pokonali wczoraj minimalnie Minnesotę Timberwolves 110:109, dzięki rzutowi, który D’Angelo Russell trafił równo z końcową syreną.

D’Angelo Russell miał we wczorajszym meczu nie zagrać – ledwie kilka godzin wcześniej dowiedział się bowiem, że zmarła jego babcia. Był roztrzęsiony i postanowił wskoczyć na pokład pierwszego samolotu lecącego do Louisville, ale wszyscy członkowie rodziny, z którymi rozmawiał – w tym ojciec i brat – mówili mu: “graj”.

I zagrał.

To iście hollywoodzkie zwieńczenie jednego z najtrudniejszych dni w życiu młodego point guarda Lakers to jeden z tych powodów, dla których NBA ma nas w garści od lat.

Russell to frustrujący zawodnik, co mówię jako jego właściciel w ligach fantasy już drugi rok z rzędu. Jest nierówny – a przykładów nie trzeba szukać dalej niż w jego wczorajszych statystykach (6-19 z gry, 5 strat, ogólnie lepiej wypadł jego zmiennik, Tyler Ennis) – ale ma też przysłowiowy lód w żyłach. Ta ostatnia trójka była dopiero drugą, jaką trafił w meczu z Wolves, na 8 prób.

Nasze kondolencje, ale też i podziękowania za to, że posłuchał rad rodziny. Możliwe, że dał fanom Lakers najbardziej pamiętny moment tego straconego sezonu.

Zwycięstwo nie jest w tej historii najważniejsze, ale należy docenić jego odniesienie przeciw zespołowi, którego liderzy byli w świetnej dyspozycji…

Kopiuj link do schowka