Czy Warriors będą zmuszeni rozbić Wielką Czwórkę?

03/06/2017
warriors

Według ostatnich doniesień, Kevin Durant jest gotów zrezygnować z maksymalnego kontraktu, żeby Warriors mogli zatrzymać kluczowych wolnych agentów – Andre Iguodalę i Shauna Livingstona. Na dłuższą metę to może jednak nie wystarczyć, aby kwartet KD-Steph-Dray-Klay pozostał nienaruszony, nie mówiąc już o szerszej rotacji…

Znaczna część składu Warriors będzie tego lata szukała nowych kontraktów. Najważniejszymi wolnymi agentami są oczywiście Stephen Curry, Kevin Durant, Andre Iguodala i Shaun Livingston. Nikt nie kwestionuje, że Steph powinien dostać od Dubs supermaxa, który według obecnych estymacji finansowych wyniósłby 207 milionów dolarów płatne w pięć lat. Jego obecny czteroletni kontrakt – w trakcie którego został dwukrotnym MVP, mistrzem NBA i jednoosobową rewolucją w sposobie w jaki gramy w koszykówkę – jest wart średnio 11 milionów za sezon, najwyższy więc czas na podwyżkę.

Maksymalny kontrakt, jaki Warriors mogą zaoferować Durantowi tego lata, to roczna pensja na poziomie ponad 35 milionów dolarów. Ponieważ jednak po roku współpracy, GSW wciąż nie mają do KD pełnych praw Birda, to aby było ich stać na taką ofertę musieliby zrezygnować z posiadanych praw Birda do Livingstona i Iguodali. Obydwaj gracze dostaną zapewne lukratywne propozycje z innych klubów, których – bez możliwości przekroczenia poziomu płac dawanej przez „Bird rights” – Warriors nie będą w stanie przebić. Czyli maksymalna możliwa umowa dla Duranta to strata dwóch ważnych elementów zwycięskiej układanki.

W tej sytuacji spodziewane jest zrzeczenie się maxa przez KD i zgoda na „małego maxa”, czyli najwyższą pensję, jaką Warriors mogą mu zaoferować bez restrykcji nakładanych przez salary cap. To też okrągła sumka – niecałe 32 miliony dolarów za rok. Te cztery miliony różnicy w pensji Duranta pozwolą na zaoferowanie godnych kontraktów Shaunowi i Andre. Oczywiście KD nie musiałby czekać długo na zadośćuczynienie od klubu – wystarczyłaby rezygnacja z opcji zawodnika po pierwszym roku nowej umowy, aby Durantowi zaczął przysługiwać supermax już latem 2018. Warriors mogliby mu wtedy zaoferować pięcioletni kontrakt warty 217 milionów dolarów…

Jeśli jeżą Wam się włosy na głowie czytając o takich sumach, pomyślcie co muszą czuć właściciele Warriors.

I tak dochodzimy do „słonia w pokoju”, którego istnienie tylko zasugerowałem analizując potencjalne przeszkody stojące na drodze 10 kolejnych finałowych wizyt Golden State: chęć utrzymania podstawowych zawodników wpędzi klub z Oakland w nieprawdopodobnie wysokie podatki od luksusu. Tak wysokie, że mogą być wyższe niż łączne pensje zawodników. Czarny scenariusz na szybko oszacował były asystent generalnego menadżera New Jersey Nets, Bobby Marks:

Wow. Nie jestem specem od finansowej struktury klubu NBA, ale wątpię, żeby zarobki związane z corocznym dochodzeniem do finałów zrównoważyły tak wielkie wydatki, które będą nieuniknione, jeśli Warriors zechcą zapłacić rynkową wartość także Klayowi Thompsonowi (wolny agent w 2019 roku) i Draymondowi Greenowi (wolny agent w 2020 roku).

Możliwe więc, że Wielka Czwórka ma już ustalony termin ważności, który upłynie najpóźniej za dwa lata. Oczywiście Warriors mogą próbować do tego czasu szukać oszczędności gdzie indziej, np. rezygnując z wysokich kontraktów dla innych zawodników (w takim scenariuszu rezygnacja z Livingstona i/lub Iguodali byłaby nieunikniona), ale podatek od luksusu płaciliby w 2020 roku nawet wtedy, gdyby mieli w składzie tylko Duranta, Curry’ego, Thompsona i Greena na maksymalnych lub bliskich tego pułapu umowach.

To będzie ciężki orzech do zgryzienia dla Joe Lacoba i Petera Gubera. To ich pieniądze i nikt im nie zabroni ich wydawać, zwłaszcza jeśli idą za tym wyniki. Niedługo Warriors otworzą nowoczesną halę i interes na pewno będzie kręcił się znakomicie (przecież od przyszłego sezonu można umieszczać reklamy na koszulkach, co będzie źródłem dodatkowego dochodu dla drużyn), jest też szansa, że limit płac znów zostanie podniesiony. 300 milionów dolarów rocznych zobowiązań w samych kontraktach i podatku od luksusu to jednak bardzo dużo i Warriors mogą mieć problemy, żeby na siebie zarabiać. Czy obrzydliwie bogaci właściciele przejmą się stratami? Zobaczymy. Nie zdziwiłbym się, gdyby chcieli maksymalnie wydłużyć swoje mistrzowskie okienko (umówmy się, że wielu właścicieli nie kupiło drużyn NBA, żeby zarabiać, a pokazać innym bogaczom posiadającym swoje drużyny, że potrafią sikać wyżej niż oni), ale nie zdziwiłbym się też, gdyby w 2019 roku podjęli czysto biznesową decyzję o nie przedłużaniu kontraktu z Klayem Thompsonem, słusznie zakładając, że bez niego wciąż pozostaną członkiem ligowej elity.

Czas pokaże jakie będą losy Warriors, ale ich rychłe finansowe problemy pokazują w jaki sposób liga NBA zabezpieczyła się przed potencjalnie niebezpieczną dla rozkładu ligowych sił erą superdrużyn.

Kopiuj link do schowka