Czy odejście Irvinga może zmotywować LeBrona?

02/08/2017
LeBron James Kyrie Irving Iman Shumpert JR Smith Tristian Thompson Cleveland Cavaliers NBA Eric Gay, Associated Press

Kiedy Irving odejdzie, LeBron może w końcu mieć znowu coś do udowodnienia – czy może to obudzić w nim syndrom Russella Westbrooka?

W przyszły sezon będziemy wchodzić z dosyć sporą ilością narracji. Niektóre będę fascynujące, inne z pewnością trochę mniej. Nie specjalnie pociągająca będzie na przykład myśl o tym, jak dużymi faworytami będą znów Warriors i jak niewiele ekip może im stanąć na przeszkodzie. Będą jednak ciekawe historie drużynowe, jak na przykład postawa Houston Rockets z Chrisem Paulem, Clippers bez Paula, czy chociażby domniemany skok jakościowy 76ers. Nie obejdzie się także wątków personalnych – los (prawdopodobnie wyjątkowo silnej) klasy debiutantów; Lakers pod wodzą Lonzo Balla i Merkelle Fultz dzielący obowiązki z wkraczającym w NBA Benem Simmonsem. Będą też wciąż rozwijający się Karl Anthony Towns i Giannis Antetokounmpo, Paul George muszący dogadać się z Westbrookiem i wiele wiele innych.

Nie wszystkie karty są jeszcze jednak na stole. Wszystko jednak wskazuje na to, że kolejny sezon Cavs mogą rozpocząć bez Kyriego Irvinga w składzie – co samo w sobie stworzy miejsce do napisania kilku ciekawych historii. Będzie to historia Irvinga, który pierwszy raz od dawna spróbuje coś osiągnąć „na swoim’, ale też przede wszystkim Cavs, którzy wciąż będą chcieli się bić o mistrzostwo. To oczywiste, że Cleveland spróbują pozyskać za swojego zawodnika pakiet, który mógłby ich potencjalnie wzmocnić, albo co najmniej jak najmniej osłabić. Może się jednak okazać, że jeszcze więcej odpowiedzialności spocznie na barkach LeBrona Jamesa.

O ile skład Cavs może delikatnie zubożeć, o tyle LeBron James na którym spoczywać będzie jeszcze większa odpowiedzialność, będzie chciał coś udowodnić. Trzeba zdawać sobie sprawę, że James chcący coś udowodnić, to absolutnie najlepsza wersja Jamesa jaka istnieje.

Dlaczego Król miałby coś udowadniać? Wydaje się przecież, że osiągnął już całkiem sporo. Kyrie Irving jednak prawdopodobnie zranił ego Jamesa. Jeszcze żaden jego boiskowy partner nawet nie pomyślał o narzekaniu na grę u boku takiego gracza. To oczywiste, że James czyni kolegów na parkiecie lepszymi, ułatwia grę, ale przecież nie wszyscy indywidualnie korzystali na grze z Jamesem. Sztandarowym przypadkiem jest Chris Bosh, którego talent i wkład w grę mistrzowskich Heat był często trochę niedoceniany. Wiązało się to oczywiście z tym, że LBJ musi być centralną postacią na parkiecie, co zabiera dużą część obowiązków innym uzdolnionym zawodnikom. Nie inaczej sytuacja ma się z Kevinem Love – statystycznie najlepiej czuł się on samemu rozprowadzając atak za czasów Timberwolves. Żaden z nich jednak nie zamierzał narzekać na grę z Jamesem – bo przecież gwarantuje to walkę o mistrzostwo.

Jest to więc dla niego nowa sytuacja. Wyobrażacie sobie mecz Cavaliers z drużyną, do której trafiłby Irving? Nie wiem co myślicie, ale jak dla mnie to potencjalnie jedna z najciekawszych dat w terminarzu NBA. Byłaby to sytuacja porównywalna do tego, jaka rywalizacja wytworzyła się na linii Russell Westbrook-Kevin Durant. Mimochodem trudno wyobrazić sobie inny scenariusz, niż James wspinający się w takim starciu na absolutne wyżyny swoich możliwości. Bo wbrew opinii, która panowała jeszcze kiedyś, James potrafi stanąć na wysokości zadania, kiedy trzeba coś udowodnić.

Kiedy wrócił do Cavaliers, przyszło mu stoczyć finały, w których zabrakło dwóch najważniejszych jego pomocników. Wszelka opinia publiczna skazała go z góry na pożarcie. Nie udało mu się zwyciężyć, ale udowodnił, że nie da sobie w kasze dmuchać, zdobywając MVP Finałów mimo porażki grając tak, że jak nikt inny zasługiwał na MVP Finałów. Rok później udowodnił nam wszystkim, że nie poddaje się nawet przy stanie 1-3 i potrafi poprowadzić zespół do zwycięstwa w takiej sytuacji. A pamiętacie kiedy po przyjściu do Miami został ośmieszony przez Dallas Mavericks? Skończyło się to mistrzostwem back-to-back.

Może więc na potencjalne odejście Irvinga powinniśmy po cichu zacierać ręce? Bo największe momenty LeBrona obserwowaliśmy wtedy, kiedy coś go prowokowało, kiedy zostawał „wywoływany do tablicy”. Dwa sezony temu zdobył tytuł, który wydawał się praktycznie nie możliwy. To było bardzo krzepiące i mogło nieco uśpić Króla. Po wszystkich wydarzeniach tego offseason może się on jednak czuć mocno podrażniony i czuć potrzebę, by po raz kolejny spróbować coś udowodnić światu, ale także przede wszystkim Kyriemu Irvingowi. W ubiegłym sezonie to Russell Westbrook chciał coś udowodnić Durantowi i skończył z absolutnie historycznym sezonem w swoim dorobku. Nie ukrywam, że liczę na analogię.

Kopiuj link do schowka