Czy LeBron jako jedynka to rzeczywiście usprawnienie?

29/10/2017
LeBron James Tyronn Lue Tommy Gilligan-USA TODAY Sports

Tyronn Lue nie ma łatwej pracy na starcie sezonu. Wydawało się, że ma ciekawie przygotowaną rotację, tym czasem musi wprowadzać kolejne zmiany, by choć trochę uratować ten falstart kampanii 2017/18.

Sezon rozpoczął się co najmniej ciekawie. Kiedy spojrzeć na szczyt tabeli w jednej jak i drugiej konferencji, zobaczymy kilka zaskakujących rzeczy. Liderami na obu wybrzeżach są drużyny, które typowane były niżej – Memphis Grizzlies i Orlando Magic. To oczywiście chwilowe – żadna z tych ekip nie utrzyma pozycji do końca. Widać jednak fakt, że przedsezonowi faworyci mają bardzo ciężki początek, okupiony różnego rodzaju problemami.

Konferencja wschodnia wciąż należy do LeBrona Jamesa i Cleveland Cavaliers. Zespół z Ohio na ten moment nie wygląda jednak jak faworyt do gry w Finale NBA. Chociaż teoretycznie skład został znacznie pogłębiony, a trzon utrzymał się w bardzo podobnej formie, gra Cavs nie wygląda dobrze. Można – a nawet po części trzeba – zrzucić to na karb kontuzji.

Pozycja rozgrywającego w Cleveland nawet przy zdrowej rotacji nie wygląda oszałamiająco jak na zespół aspirujący do mistrzostwa. Za Isaiah Thomasem z ławki wchodzą Derrick Rose i Jose Calderon. W momencie, w którym przy zdrowiu pozostał tylko doświadczony Hiszpan, Tyronn Lue musiał wprowadzić usprawnienia.

W meczu z Chicago Bulls po raz pierwszy od roku 2005, LeBron James wyszedł w pierwszej piątce jako nominalny rozgrywający. Nie żeby James nie rozgrywał akcji ofensywnych już wcześniej – robi to bardzo często. Zawsze jednak z pozycji numer trzy lub cztery, wspomagany innym, nominalnym rozgrywającym.

Jako rozgrywający trochę bardziej rozglądam się za kolegami, zwłaszcza w kontrataku. Staram się być precyzyjniejszy, dokładniej podawać, nie grać na pełnej szybkości biegnąc do kontry. Patrzę co się dzieje i daję partnerom piłkę. Sam staram się pozostać w ofensywnym nastawieniu kiedy trzeba, ale kiedy widzę, że któryś gracz jest w gazie, to staram się mu dostarczyć piłkę.”

Czy to rzeczywiście duża zmiana? Cavs konsekwentniej, co akcję prowadza atak rękoma LeBrona. Wciąż jest on broniony przez skrzydłowych, a nie rozgrywających. Z drugiej strony zdarza mu się kryć przeciwnika grającego na piłce. Wystawienie Jamesa na pozycji numer jeden to zmiana kosmetyczna względem tego, co cały czas grało Cavs. Z resztą LeBron mógłby grać na każdej pozycji, grając właściwie podobną koszykówkę – to zawodnik bezpozycyjny:

Od kiedy byłem dzieciakiem, uczyłem się ustawień każdej pozycji na boisku. Kiedy zacząłem grać, z jakiegoś dziwnego powodu potrafiłem nauczyć się zagrywki z perspektywy każdej możliwej pozycji. Rozgrywający, rzucający obrońca, niski skrzydłowy, silny skrzydłowy, środkowy – wiem jak się zachować na każdej z tych pozycji w każdej zagrywce.”

Do dziś, kiedy trener ustawi mnie na jedynce, znam każda zagrywkę. Ustawi mnie na czwórce, piątce, trójce czy dwójce – znam każdą zagrywkę. To bardzo ułatwia mi pracę – wiem gdzie powinienem być w danym momencie i gdzie powinien być każdy mój partner z drużyny.”

W ofensywie LeBron James całkowicie zmienia klasyczną strukturę pierwszej piątki. Jest uniwersalnym graczem, wokół którego układa się resztę. Problem Cavs nie leży chyba jednak w tym miejscu. To, co nie pozwala wygrać meczu to defensywa, która nie daje rady. W meczu z New Orleans Pelicans pozwolili sobie wrzucić aż 123 punkty, rzucając zaledwie 101. Połowę wrzucili im Davis i Cousins.

Stało się tak, pomimo że trener Lue dokonał już usprawnienia i podwyższył skład, przywracając do pierwszej piątki Tristana Thompsona. Technicznie rzecz biorąc nie jest to podwyższenie, bo Thomspon nie jest wysokim centrem, ale posiada atrybuty pozwalające mu skutecznie bronić przeciw współczesnym podkoszowym – wychodzić wysoko, przejmować krycie na zasłonach. To jednak nie pomogło od razu. Co jeszcze mogą zrobić Cavs, żeby wejść na prawidłowe obroty? A może to tylko długie wchodzenie w rytm meczowy po skróconym preseason? Tak uważa Kevin Love:

Wszystko z nami w porządku. Sezon jest długi, jest jeszcze za wcześnie. Gdybyśmy byli w marcu czy kwietniu, to może byłaby inna historia. Teraz jednak wiemy, że musimy grać lepiej. Oczywiście jesteśmy sfrustrowani, jesteśmy wkurzeni. Ale w żadnym wypadku nie zamierzamy panikować.”

Na pocieszenie można dodać, że Golden State Warriors też nie wyglądają najlepiej na tym etapie sezonu.

Kopiuj link do schowka