5 najlepszych transferów, których Lakers nie zrobili

22/05/2017
kobe pistons

Los Angeles Lakers będą tego lata częstym gościem plotek transferowych, ze względu na flirt z Paulem George’em oraz potencjalny tłok na obwodzie po Drafcie 2017. Zobaczymy co z tego wyniknie, ale chciałem przypomnieć, że wiele spośród najlepszych ruchów kadrowych Lakers to te, które nie doszły do skutku.

Jasne, nie trzeba czekać aż Paul George będzie wolnym agentem latem 2018, ale wtedy Lakers popełnią ten sam błąd, co New York Knicks, gdy ściągali Carmelo Anthony’ego – zamiast podpisać z nim nowy kontrakt, niecierpliwy właściciel James Dolan wymusił transfer przed trade deadline, w którym oddał mnóstwo młodych graczy i picków, przez co do dziś nie udało się zbudować wokół Melo zwycięskiej drużyny.

Sponsor serwisu

Ja zalecałbym cierpliwość, a ku przestrodze przypominam pięć przypadków, w których rezygnacja Jeziorowców z planowanego transferu dała im wiele korzyści…


5. Kobe Bryant do Pistons (2007)

To było zwieńczenie lata, w ciągu którego Kobe upierał się, że woli grać na Plutonie niż w Los Angeles Lakers. Pluton jednak nigdy nie zadzwonił, za to zadzwoniło Detroit i zaproponowało transfer, na który zarówno Jerry Buss jak i Mitch Kupchak się zgodzili. Nie są znane jego szczegóły, ale Lakers dostawali mieszankę najlepszych graczy Pistons i picków w drafcie. I wtedy Jerry Buss zaprosił Kobe’ego do swojej rezydencji żeby poinformować go o tym, że jego marzenie ucieczki z Los Angeles zostało spełnione i że jak tylko zgodzi się uchylić swoje zakontraktowane weto transferowe, będzie koszykarzem Detroit Pistons. To był moment, w którym do Kobe’ego dotarło, że nawet gdyby to był transfer do Chicago lub Nowego Jorku, to on jednak chce zostać w Lakers do końca kariery. Czarna Mamba zawetowała wymianę, która pozbawiłaby zespół Jerry’ego Bussa dwóch tytułów mistrzowskich i już więcej nie wątpiła w zdolność szybkiego odradzania się Lakersów i powrotu na szczyty ligi.


4. Kobe Bryant do Bulls (2007)

Taaak, to było długie lato dla fanów Lakers. Gdyby nie dwa tytuły mistrzowskie w ostatnich latach, być może do dziś wypominaliby Kobe’emu jego niewdzięczne zachowanie w 2007 roku, kiedy to twierdził, że bardziej od gry dla Lakers woli grać nie tylko na Plutonie, ale co gorsza – także w Los Angeles Clippers. Szybko jednak faworytem w pogoni za Bryantem okazali się być Chicago Bulls – perspektywa bezpośredniego zmierzenia się z legendą Jordana była dla Kobe’ego bardzo intrygująca. Tyle że Kobe chciał mieć swojego Pippena, dlatego też nieoficjalnie uzależniał swoją zgodę na transfer od tego czy w Bulls zostanie Luol Deng. Gdy Buss i Kupchak wyczuli tę preferencję nie chcieli rozmawiać z Bulls o żadnej innej wymianie niż taka z udziałem Denga. To był sygnał od Bussa dla Kobe’ego – OK, możesz mieć gdzieś to co zbudowałem tu przez ostatnie 30 lat, ale na pewno nie pomogę w budowie potęgi innej drużyny, więc jeśli chcesz odejść, to upewnię się, że twoja nowa drużyna wykrwawi się za ciebie. Ostatecznie rozmowy z Chicago upadły, Kobe się uspokoił, a kibice Lakers mogli cieszyć się trzema kolejnymi Finałami NBA.


3. James Worthy i Byron Scott do Mavericks (1986)

Worthy i Scott już na początku kariery odcisnęli swoje piętno na Lakers pomagając w wywalczeniu mistrzostwa w 1985 roku. A jednak, rok później, Jerry Buss dogadał się z właścicielem Dallas Mavericks, Donem Carterem, w sprawie transferu, który wspomnianą dwójkę wysłałby do Teksasu w zamian za świetnego Marka Aguirre’a i perspektywicznego centra Roy Tarpleya. Całe szczęście, Buss otaczał się właściwymi ludźmi i jeden z nich przybył mu na ratunek – generalny menadżer Jerry West zapowiedział, że się zwolni jeśli Buss odda komukolwiek Worthy’ego. Na pewno też nie pochwalał pokładania nadziei w Tarpleyu, który był trochę takim DeMarcusem Cousinsem swoich czasów – ogromnym talentem z ogromnymi problemami wychowawczymi. Buss posłuchał swojego pracownika i odstąpił od transferu. Worthy i Scott wygrali w Los Angeles jeszcze dwa tytuły. Aguirre pozostał świetnym graczem (był kluczowym elementem mistrzowskich składów Pistons), ale Tarpley już parę lat później wyleciał z ligi za liczne pogwałcenia przepisów antynarkotykowych.


2. Kareem Abdul-Jabbar do Knicks (1982)

W 1981 roku Kareem Abdul-Jabbar zażądał transferu do Nowego Jorku lub New Jersey. Oficjalnie chciał zakończyć karierę w rodzinnym stanie, a nieoficjalny poczuł się urażony, że Lakers pojawili się w plotkach transferowych z ich rzekomym zainteresowaniem Mosesem Malone’em oraz tym, że młokos Magic Johnson dostał od nich najwyższy kontrakt w historii ligi (25 milionów dolarów za 25 lat gry). Mimo tego iż Kareem dał się udobruchać i zdobył swoje drugie mistrzostwo z Lakers, to Jerry Buss był gotowy na transfer starzejącego się centra. Okazją był zblilżający się draft, w którym główną nagrodą miała być megagwiazda NCAA, Ralph Sampson. Lakers próbowali wtedy zaaranżować czterodrużynową wymianę na mocy której Abdul-Jabbar trafiłby do Knicks a Lakersi otrzymaliby gwarancję wyboru z numerem 1 w drafcie. Już dzięki wcześniejszym transferom mieli 50% szansy (do nich trafiał wybór najgorszych w NBA, Cleveland Cavaliers), ale nie mogli być pewni czy rzut monetą właśnie ich uczyni zwycięzcami. Kiedy jednak okazało się, że Sampson zostaje jeszcze rok na uczelni, Lakers odpuścili, a los i tak dał im pierwszy pick, który wykorzystali na Jamesa Worthy’ego. Abdul-Jabbar grał jeszcze całą dekadę i mimo iż wiele osób na niego narzekało, to był niewątpliwie ważnym elementem “Showtime”. Sampson był jak Magic, który mierzył 7 stóp i 4 cale, ale kontuzje przeszkodziły mu w osiągnięciu potencjału, więc Lakersom i Bussowi upiekło się w 1982 podwójnie.


1. Magic Johnson do Pistons (1979)

Pierwszym ruchem Jacka McCloskeya, który w grudniu 1979 objął posadę GM’a Detroit Pistons był telefon do Los Angeles i złożenie niepowtarzalnej oferty włodarzom Lakers. McCloskey zaoferował całą swoją drużynę (tak, całą) w zamian za Magica Johnsona. McCloskey tłumaczył, że Magic nawet otoczony jedenastoma graczami ściągniętymi w trybie natychmiastowym z niższych lig byłby wspaniałym początkiem przebudowy. Jerry Buss i Jerry West nic nie tłumaczyli tylko propozycję odrzucili. I dobrze, bo bez Magica nie byłoby “Showtime” i tego tekstu bo wszystkie inne decyzje transferowe nie podjęte przez Lakers już nikogo by nie obchodziły.

Kopiuj link do schowka