5 graczy, którzy mają najwięcej do stracenia w Finałach 2017

29/05/2017

Wszyscy wiemy, o jak wysoką stawkę toczy się finał NBA. Dla niektórych zawodników Cavs i Warriors będzie ona jednak wyższa, niż dla innych.

5. Deron Williams, Kyle Korver. Dla obydwu to pierwsza i kto wie, czy nie ostatnia szansa na mistrzostwo. 32-letni D-Will był niegdyś jednym z czołowych point guardów, ale nigdy nie zaprowadził swojego teamu tak daleko, zaliczając w ostatnich latach dość wyraźny regres. Ma jeszcze parę lat w roli rezerwowego point guarda do wynajęcia przez contendera, ale Cavs mogą nie być zainteresowani zaoferowaniem mu nowej umowy. Kyle Korver w lidze jest o dwa lata dłużej niż Williams i dla niego to też pierwsza wizyta w wielkim finale. Jego umiejętność trafiania z dystansu zapewni mu prawdopodobnie jeszcze kilka okazji dołączenia do silnych drużyn, ale w wieku 36 lat nie stać go już na cierpliwość.

4. David West. Przypominam, że w 2015 roku zrezygnował z 13 milionów dolarów, żeby powalczyć o tytuł, a nikt nie lubi wyrzucać pieniędzy w błoto…

3. LeBron James. LeBron nigdy nie może spać spokojnie, bo spokojnego snu nigdy nie mają jego hejterzy. Wygrany Finał 2016 uciszył ich, ba nawet niektórych przekonwertował w fanów, a ostatnie historyczne osiągnięcia i niesamowita forma w Playoffs 2017 (oczywiście poza trzecim meczem z Celtics…) sprawiły, że odważniej niż kiedykolwiek zaczynamy porównywać jego dorobek, do dorobku Michaela Jordana. Back-to-back da mu czwarty pierścień mistrzowski, porażka – a nie daj Boże, jeszcze jakaś widoczna chwila słabości – pewnie znów sprawi, że zaczniemy mu wypominać ile razy przełykał gorycz porażki w ostatecznym pojedynku (“co z tego, że wystąpił w 8 finałach, skoro przegrał w nich aż 5 razy!”). Co prawda przegrana z takim składem, jakim dysponują w tym roku Warriors nigdy nie będzie racjonalnym argumentem na niekorzyść LeBrona, ale znacznie utrudni pogoń za legendą MJ’a…

2. Stephen Curry. Przegrane Finały 2016 oraz MVP dla Iguodali za Finały 2015 sprawiły, że zaczęliśmy podawać w wątpliwość wartość jego dwóch nagród MVP. Steph walczy w tym roku nie tylko o drugi tytuł mistrzowski, ale o przekonanie komentatorów ligowej rzeczywistości (którzy ostatecznie piszą historię tego sportu), że jest kimś więcej niż beztroskim siepaczem z dystansu, który popisuje się w sezonie zasadniczym, a powszednieje, gdy rywale podkręcają poziom agresji w obronie. Nie tylko mistrzostwo, ale i dobra seria w jego wykonaniu zdziała cuda dla spuścizny Curry’ego.

1. Kevin Durant. Przychodząc do Warriors postawił na szali całą swoją koszykarską reputację. Przegrana będzie przez przynajmniej kolejny rok wodą na młyn hejterów. Trudno mi sobie wyobrazić rozmiary wątpliwości, jakie musiał mieć podejmując decyzję o opuszczeniu Oklahomy, to mistrzostwo byłoby więc nie tylko realizacją marzenia, ale też ostatecznym potwierdzeniem, że latem 2016 wybrał dobrze. Jasne, że będziemy mu zawsze wymierzać prztyczka w nos, przypominając, iż tytuł wywalczył dopiero po dołączeniu do swoich największych rywali, ale masywny pierścień na jego palcu przeważy wszystkie te złośliwości. W końcu czy komuś chce się jeszcze krytykować wielkość LeBrona za przejście do Miami?

Kopiuj link do schowka