1v1 Rick Barry: “Warriors to genialny zespół”

23/12/2018
Rick Barry

Obecnie większość ludzi kojarzy koszulkę z numerem 24 tylko z jednym zawodnikiem – „Black Mambą”, Kobe Bryantem. Jest jednak całkiem duże grono osób, które pamiętają jeszcze jednego gracza, który występował z tym numerem i pozostaje do dziś jedną z największych legend Golden State Warriors.

Zaledwie w drugim sezonie w NBA dotarł do finałów NBA, w których ustanowił niepobity do dziś rekord w ilości punktów na mecz w pierwszej serii finałowej w karierze – 40.8. Już w trakcie rozgrywek sezonu zasadniczego 1966-67 zdobywał średnio 35 punktów na mecz! Jest członkiem Galerii Sław im. Jamesa Naismitha i elitarnego grona NBA 50th Anniversary Team – miałem przyjemność porozmawiać z Rickiem Barrym, MVP Finałów NBA z roku 1975.

Zacznijmy od sezonu 1964-65, kiedy grałeś dla Uniwersytetu Miami. W swoim ostatnim roku zdobywałeś ponad 37 punktów i 18 zbiórek na mecz. Jak zawodnikowi o wzroście 201 centymetrów udawało się zbierać tyle piłek na mecz?

Sponsor serwisu

Przede wszystkim dzięki mojej skoczności, którą odziedziczyli po mnie moi synowie – Brent, Canyon i Scooter. Doskonale rozumiałem grę, potrafiłem przewidzieć, gdzie będą najlepsze okazje do zbiórek. Byłem również bardzo, bardzo szybki. Szybszy od rozgrywających grających w naszej drużynie – umożliwiało mi to łapanie wielu piłek. Podstaw gry nauczył mnie mój ojciec, który sam grał w koszykówkę, a później był trenerem. Grałem bardzo agresywnie, by zebrać każdą piłkę. Nasz zespół zdobywał średnio 99 punktów na mecz, bez linii rzutów za trzy punkty! To było, jak gra na najwyższym poziomie. Nasz trener również grał w NBA i starał się szkolić nas tak, jak robiono to w NBA. Cztery lata gry na Uniwersytecie były dla mnie czymś w rodzaju treningu przed NBA. Myślę, że dzięki temu udało mi się trafić do All-NBA First Team jako debiutant.

Co było twoim głównym celem, gdy trafiłeś do NBA w roku 1965?

Bardzo chciałem zostać jednym z niewielu zawodników, którzy zarabiali 100,000 dolarów za sezon. Wilt Chamberlain, Jerry West, Elgin Baylor… Było to bardzo nieliczne grono, a moim celem było zostanie jednym z nich. Dziś musiałbyś dopisać do tej kwoty przynajmniej trzy zera (śmiech)!

Po świetnym debiutanckim sezonie otrzymałeś nagrodę Rookie of the Year, zdobywając 84 z 86 możliwych punktów w głosowaniu. Co to dla ciebie znaczyło?

Było to miłym wyróżnieniem, ale dla mnie dużo ważniejsza była nominacja do All-NBA First Team. Jest to bardziej imponujące niż bycie w All-Rookie First Team. Owszem, byłem Debiutantem Roku, ale jednocześnie byłem w składzie All-NBA. Jest to dużo bardziej prestiżowa nagroda niż Rookie of the Year. Mimo wszystko, nie grałem dla nagród. Miałem kilka najlepszych wyników w średniej przechwytów, celnych rzutów osobistych, zdobytych punktów. Wszystkie te wyróżnienia są naprawdę wspaniałe, ale gdy nie będziemy się na nich skupiać, wygląda to trochę jak ciasto. Wszystkie ozdoby (nagrody) wyglądają źle bez ciasta. Ciasta, którym jest mistrzostwo NBA. Posiadam pierścienie Galerii Sław i Najlepszej 50-tki w historii NBA, ale jedyny pierścień, który kiedykolwiek zakładam, to ten mistrzowski.

źródło: youtube.com (Golden State Warriors)

W swoim drugim sezonie zdobywałeś 35.6 punktu na mecz, co jest siódmą najlepszą średnią w historii NBA…

A pozostałe należą do Wilta Chamberlaina, prawda? (śmiech)

Pięć z nich należy do Wilta, a jeden do Michaela Jordana. Co spowodowało, że stałeś się tak dobrym punktującym już w drugim sezonie w NBA?

W pierwszym sezonie grałem ze świetnym rozgrywającym, Guy’em Rodgersem. Potem Rodgers opuścił nasz zespół, a moja rola w drużynie znacznie się zwiększyła. Ciężko pracowałem nad swoim rzutem z dystansu. Zawsze byłem zawodnikiem do zdobywania punktów, nie strzelcem. Pomiędzy tymi dwoma typami graczy jest ogromna różnica. Często słyszę stwierdzenie „lockdown defender”. Ktoś taki nie istnieje. W taki sposób możesz kryć tylko strzelca – nie jest możliwe w taki sposób zatrzymać zawodnika punktującego z różnych miejsc na boisku. Potrafiłem zdobywać punkty z kontry, z linii rzutów osobistych i z dystansu. Wielu obrońców starało się uniemożliwić mi wbiegnięcie pod kosz, zostawiając mi zbyt dużo miejsca. Dzięki temu miałem wiele okazji do łatwych rzutów. Jeśli dobrze pamiętam, na początku tamtego sezonu zdobywałem około 40 punktów na mecz, z powodu takiej postawy obrońców. Wreszcie zorientowali się, że mój rzut wcale nie jest zły, więc zaczęli mnie bardzo dokładnie kryć. Wtedy musiałem ich po prostu ominąć. Zawsze byłem bardzo agresywnie grającym zawodnikiem, który szuka okazji do zdobycia punktów. Mój ojciec powiedział mi kiedyś: „Gdy otrzymasz piłkę, szukaj sposobów na zdobycie punktów. Jeśli twój kolega z drużyny jest na lepszej pozycji, musi dostać piłkę.”

W tym samym sezonie dotarłeś do swoich pierwszych finałów NBA. Mimo, iż zdobywałeś 40.8 punktu na mecz, Warriors przegrali z 76ers. Czy czułeś w tych meczach dużo większą presję, niż w trakcie sezonu zasadniczego?

Po pierwsze, nie wierzę w to, że presja istnieje. To słowo jest bardzo często powtarzane w wielu dyscyplinach sportowych, ale ona nie istnieje do momentu, w którym dopuścisz ją do siebie. Presja nie jest zjawiskiem występującym w realnym świecie. Może się zdarzać tylko wtedy, gdy brakuje ci pewności siebie, czasem w najważniejszych sytuacjach. Jeśli nie jesteś pewny swoich umiejętności, presja może stać się czymś realnym. W innych wypadkach nie istnieje. Chciałbym móc zagrać każdy mecz w swojej karierze z piłką w rękach i ostatnimi sekundami spotkania na zegarze. Dlatego gramy. To nie jest presja, to jest coś niesamowitego. Uwielbiałem takie sytuacje. Czy zawsze mi się w nich udawało? Oczywiście, że nie. Ale byłem przekonany, że mi się uda, ponieważ wierzyłem w swoje umiejętności i możliwości.

Większość ludzi o tym nie wie, ale grałem w finałach 1967 roku z poważnym urazem kostki. W dzisiejszych czasach zapewne nie miałbym zgody lekarzy na grę. Miałem ogromne szczęście, że nie zniszczyłem sobie kariery i nie nabawiłem się jakiejś bardzo poważnej kontuzji. Miałem problemy ze skutecznością, ale i tak zdobywałem ponad 40 punktów na mecz. Nie brakowało nam dużo, by pokonać jeden z najlepszych zespołów w historii ligi, a ja rozegrałem całą serię będąc bardzo daleko od pełni zdrowia. W jednym ze spotkań zdobyłem 55 punktów i mogłem uzyskać ich więcej, ale spudłowałem siedem albo osiem rzutów osobistych, co było dla mnie tragicznym wynikiem. Bardzo rzadko pudłowałem osobiste. Nie trafiłem ośmiu w tym spotkaniu, a w całym ostatnim sezonie spudłowałem zaledwie dziesięć.

źródło: youtube.com (NBA)

Pomińmy kilka lat gry w ABA i porozmawiajmy o twoim powrocie do NBA w roku 1972. W sezonie 1972-73 trafiałeś ponad 90% rzutów osobistych. Kiedy zdecydowałeś się zmienić sposób oddawania rzutów osobistych?

W szkole średniej mój ojciec rzucał w ten sposób. Dzięki niemu zdecydowałem się na zmianę, ponieważ trafiałem zaledwie 74-75%, a on oczekiwał, że będę dużo lepszy. Nie chciałem tak rzucać, ponieważ tak uczono dziewczyny. Zrobiłem to tylko dlatego, żeby mój ojciec się odczepił. Dokonałem tej zmiany i zacząłem trafiać ponad 80% i stawałem się co raz lepszy. Pod koniec kariery trafiałem około 90% rzutów osobistych – byłem więc znacznie lepszy na końcu mojej kariery, niż na początku.

W sezonie 1974-75 zdobyłeś upragnione mistrzostwo NBA. Czy sądziłeś, że Warriors mieli szansę na zdobycie tytułu, zwłaszcza po sezonie zasadniczym, w którym uzyskaliście bilans 48-34?

Nie, wtedy nie. Ale uważam, że byliśmy lepsi, niż oceniali nas kibice – większość z nich uważała, że nie dostaniemy się do playoffs. To z całą pewnością największa niespodzianka w historii finałów NBA. Nic podobnego nie wydarzyło się w historii ligi. Zespół, który nie powinien być w playoffach, wygrywa swoją dywizję i konferencję. Wszyscy byli pewni, że przegramy do zera. Nie mieliśmy żadnych szans pokonać Washington Bullets, a wygraliśmy 4-0. Gdy zbliżaliśmy się do tego momentu wierzyłem, że mamy szansę wygrać, ale na początku sezonu – nie. Mieliśmy świetną grupę ludzi chcących zrobić wszystko, by pomóc drużynie. To był najlepszy sezon w całej mojej karierze.

źródło: youtube.com (House of Highlights)

Czy pierwszy mecz finałów 1975 roku był tym momentem, w którym uwierzyłeś, że możecie pokonać Bullets nie tylko w jednym spotkaniu, ale w siedmiomeczowej serii?

Kiedy wygraliśmy w pierwszym meczu i wróciliśmy do Kalifornii, ponieważ Bullets zdecydowali grać jeden mecz u siebie i dwa na wyjeździe, powiedziałem: „Ci goście mają poważne kłopoty”. Wracamy do domu prowadząc 1-0, po zwycięstwie na wyjeździe. Co bardzo ważne, mieliśmy grać w Cow Palace zamiast w Oracle Arena. Wielu ludzi o tym nie wiedziało, ale uwielbiałem grać w Cow Palace. Obręcze wybaczały dużo błędów i często mi sprzyjały. Gdy wygraliśmy mecz numer dwa wiedziałem, że Bullets są w bardzo trudnej sytuacji. Potem zwyciężyliśmy w następnym spotkaniu i byłem już pewny, że zdobędziemy mistrzostwo i jest to tylko kwestia czasu. Bullets próbowali wszystkiego, żeby nas pokonać. Na początku czwartego meczu Mike Riordan celowo uderzył mnie łokciem, by sprowokować mnie do walki. Wiedziałem, że spróbują spowodować usunięcie mnie z boiska, ale nie dałem się na to nabrać.

Czwarty mecz dobiegł końca. Warriors wygrali mistrzostwo NBA, a ty odebrałeś MVP Finałów. Czy to było twoje największe marzenie?

Zdobycie mistrzostwa. MVP było czymś w rodzaju dodatkowej nagrody, ale ja zawsze grałem by wygrywać, grałem dla tytułów mistrzowskich. Powinniśmy go zdobyć również w roku 1976, ale przegraliśmy go na własne życzenie. Pamiętam to jakby wydarzyło się to wczoraj, ponieważ w głowie zostają te piękne momenty, ale również te najgorsze. Byłem bardzo rozczarowany, ale to były najlepsze momenty mojej kariery, ponieważ w tym momencie byliśmy najlepszym zespołem na świecie. To było niesamowite osiągnięcie – byłem bardzo dumny z moich kolegów z zespołu. Bardzo lubię spotykać się z nimi po tylu latach. Niestety, niektórych nie ma już z nami.

źródło: youtube.com (Karol K)

Wciąż należy do ciebie rekord Golden State Warriors w ilości punktów zdobytych w połowie meczu – 45. Dwa lata temu Klay Thompson był o pięć „oczek” od wyrównania tego wyniku. Czy uważasz, że ktokolwiek zdoła go kiedyś pobić?

Nie miałem pojęcia, że taki rekord wciąż do mnie należy. Nie przykładam wagi to takich rzeczy. Powiedziałeś mi o tym, ale ja nigdy o tym nie wiedziałem! Nie miałem pojęcia, że nikomu nie udało się uzyskać lepszego wyniku ode mnie. Rekordy są ustanowione po to, by je pobijać. Jedyne wynikami, jakie nigdy nie zostaną poprawione? 100 punktów w jednym spotkaniu i 50 punktów na mecz na przestrzeni sezonu – nie wierzę, że ktokolwiek zdoła je poprawić.

Kto był najtrudniejszym zawodnikiem do krycia? Czy miałeś problem z jakimś konkretnym graczem?

Największym problemem było dla mnie krycie większych zawodników ode mnie, którzy grali w niedużej odległości od kosza. Nie byłem największym ani najsilniejszym człowiekiem na świecie, więc miałem w takich momentach dość duży problem. Mimo wszystko, indywidualna obrona na poszczególnych graczach nie ma aż tak dużego znaczenia. Drużyny zdobywają mistrzostwa NBA dzięki obronie zespołowej. Mieliśmy jeden z najlepszych zespołów w defensywie, który był w stanie pomóc w takiej sytuacji. Nie zdobywa się mistrzostw NBA grając świetnie w obronie na jednej pozycji. Do tego potrzebna jest wybitna defensywa całej drużyny.

Linia rzutów za trzy punkty została wprowadzona w NBA dopiero w roku 1979, więc nie miałeś zbyt dużo czasu by się do niej przyzwyczaić. Czy mógłbyś stać się dobrym strzelcem za trzy punkty, gdyby taka opcja została wprowadzona w lidze już w latach 60.?

Na pewno trenowałbym ten rzut. Liga ABA wprowadziła taką opcję szybciej i moim najlepszym wynikiem było około 33%, co jest dobrym wynikiem, ale nie jest wielkim osiągnięciem. Najlepsi strzelcy trafiają ponad 40%. Z pewnością spróbowałbym się tego nauczyć, ale nie byłbym z siebie zadowolony, dopóki nie trafiałbym przynajmniej 40%.

Czy uważasz, że twoje osiągnięcia w barwach Warriors są przyćmione sukcesami Stephena Curry’ego i Kevina Duranta?

Nie, to są dwaj wspaniali zawodnicy, którzy na pewno będą w Galerii Sław. Stephen jest najlepszym strzelcem z dystansu jakiego widziałem w swoim życiu. Uwielbiam oglądać jego grę. Równie imponujący jest dla mnie styl gry Duranta. Zrobiłem sobie z nim zdjęcie w czasie parady mistrzowskiej, na którym widać, że jest dużo wyższy ode mnie. Ma ponad siedem stóp wzrostu. Będąc tak wysokim zawodnikiem, KD trafia za trzy, świetnie rzuca z półdystansu, drybluje, blokuje rzuty i kreuje swoich kolegów z drużyny. Jest po prostu wybitnym koszykarzem. Klay Thompson również jest jednym z najlepszych strzelców wszechczasów. Uważam, że jego rzut jest szybszy od rzutu Stephena Curry’ego. To naprawdę genialny zespół, który gra dokładnie w taki sam sposób jak ja. Dzielą się piłką, ruszają się po boisku, ścinają pod kosz, podają. Nie jest to tylko i wyłącznie gra jeden na jednego. Wszyscy potrafią grać jeden na jednego, ale wtedy najczęściej wpadają w tarapaty, gdy zapominają o ich prawdziwym stylu gry. Są świetnymi zawodnikami i nie, nie przeszkadza mi to. Osiągnąłem wszystko, co zdołałem. To jest już historią. Jeśli ominą ich kontuzje i zdołają zostać w jednym zespole, mogą zdobyć jeszcze kilka tytułów mistrzowskich.

Czy sądzisz, że zdołają obronić tytuł po raz drugi?

Są z pewnością głównym faworytem do wygrania. Nauczyli się, jak radzić sobie z oczekiwaniami. Myślę, że największym rozczarowaniem dla nich była porażka w finałach NBA w 2016 roku, po ustanowieniu nowego rekordu ligi. W końcówce siódmego meczu sami strzelili sobie w stopę. Ostatnie cztery i pół minuty tego spotkania to najprawdopodobniej najgorsza ofensywnie końcówka meczu decydującego mistrzostwie w historii ligi. Obydwa zespoły trafiły jeden rzut za trzy (Kyrie Irving) i jeden rzut osobisty (LeBron James). Warriors sami zgotowali sobie taki los, ponieważ jedyną rzeczą, którą robili, było oddawanie rzutów za trzy punkty. Zamiast tego powinni byli atakować kosz, by móc zdobywać punkty z linii rzutów osobistych – zwłaszcza Klay i Stephen. Można powiedzieć, że oddali ten mecz Cleveland. Trzeba pochwalić Cavaliers za świetną grę, ale Warriors podali im mistrzostwo na tacy.

Kopiuj link do schowka