1v1 z Muggsym Boguesem

31/12/2017

Przez ponad 70 lat rozgrywek NBA, mieliśmy okazję obserwować tysiące zawodników, którzy mniej lub bardziej przyczynili się do rozwoju ligi. Porywali tłumy, wygrywali mecze, dokonywali niemożliwego. Wśród nich, bardzo często dominatorami były wielkoludy, pokroju Wilta Chamberlaina, Nate Thurmonda, Shaquille O’Neala. Nie można zapomnieć również o takich postaciach, jak Manute Bol, Gheorge Muresan czy Yao Ming. Z drugiej strony, byli jednak również gracze, których wzrost absolutnie nie wskazywał, że są koszykarzami. Należeli do nich między innymi Spud Webb, Earl Boykins, Calvin Murphy, czy obecna gwiazda ligi, Isaiah Thomas. Trzeba wspomnieć o jeszcze jednym.

Jest on do dziś rekordzistą w kilku kategoriach w historii klubu Charlotte Hornets. Mnóstwo ludzi może go kojarzyć jako “kurdupla” z Kosmicznego Meczu, ale na pewno wielu z was zna go z parkietów najlepszej ligi świata. Wiele lat temu ustanowił jeden, niepobity do dziś rekord w historii. Został najniższym koszykarzem, który wystąpił w meczu NBA. Miałem możliwość porozmawiać z Muggsy Boguesem o jego drodze na koszykarskie “salony” oraz o jego latach spędzonych w lidze.

Cofnijmy się wiele, wiele lat wstecz, do czasów przed NBA. Jak to się stało, że zacząłeś grać w koszykówkę? Czy miałeś na swojej drodze wiele osób, które próbowały Cię zniechęcić do gry?

Tak, kiedy byłem młodszy, byłem mniejszy ale starałem się udowodnić, że mogę grać, mimo iż gra była przeznaczona dla wysokich zawodników.

Grałeś na uczelni Wake Forest i notowałeś naprawdę solidne liczby. Czy w czasie twojej kariery uniwersyteckiej, przyszło Ci kiedyś do głowy, że jesteś w stanie grać przeciwko każdemu graczowi i jesteś gotowy na przejście do NBA?

Tak, to był dla mnie dobry znak, ponieważ grając w ACC przeciwko naprawdę utalentowanym zawodnikom, mogłem się przygotować na to, co czekało mnie w NBA.

Drużyna Wake Forest zastrzegła Twój numer. Stałeś się jednym z zaledwie jedenastu zawodników (i jednego trenera), którzy dostąpili tego zaszczytu. W tym gronie znajdują się między innymi, Tim Duncan czy Chris Paul. Jak to jest, gdy wiesz, że twoje nazwisko będzie zapamiętane na wiele lat?

To jest naprawdę wspaniałe, nie potrafię tego opisać w słowach, ale jest to coś naprawdę wielkiego, zostawić takie dziedzictwo mojej rodzinie, oraz zainspirować innych.

Zostałeś wybrany z dwunastym numerem w drafcie 1987 roku, przez Washington Bullets. Który zespół był Twoim wymarzonym? Gdzie naprawdę chciałeś grać?

Trafiłem do mojej wymarzonej drużyny, jaką byli Bullets. Dorastałem w tych okolicach. Czułem się tam jak w domu i było naprawdę świetnie, gdy moja rodzina i znajomi mogli przyjść na mecze.

Mógłbym pominąć etap Twojej gry dla Bullets, ale muszę o to zapytać. Jak gra się w jednej drużynie z kimś takim, jak Manute Bol? Był od Ciebie wyższy o ponad 70 centymetrów!

Granie z Manute to była zabawa. Mimo, iż członkowie zespołu patrzyli na nas jako coś nowego, niespotykanego, z czasem pokazaliśmy nasze umiejętności, i że byliśmy ważnymi elementami drużyny.

Charlotte Hornets dołączyli do NBA w sezonie 1989-90 i wybrali Cię w drafcie [expansion draft]. Wszystko z powodu decyzji Bullets, którzy postanowili, iż możesz stać się członkiem innej drużyny. Cieszyłeś się z tego powodu? Czy wolałeś zostać w Waszyngtonie?

Na początku byłem smutny, ponieważ nikt nie chce zostać wymienionym do innej drużyny. Ale patrząc na to z szerszej perspektywy myślę, że to była najlepsza decyzja dla mojej kariery, która pozwoliła mi dojrzeć jako zawodnikowi.

Hornets mieli problemy z odnalezieniem właściwego rytmu gry. W końcu, w 1992 roku, “Zo” dołączył do drużyny. Poprawiliście swój wynik z sezonu 1991-92 aż o 13 zwycięstw. Co według Ciebie tak bardzo zmieniło ten zespół? Czy Alonzo Mourning wniósł aż tak dużo?

Tak, to zasługa Alonzo. On wniósł grę podkoszową, której rozpaczliwie potrzebowaliśmy wraz z Larrym i resztą zespołu. To sprawiło, że staliśmy się znacznie lepsi i silniejsi.

Rok później, zanotowałeś najlepszy sezon w karierze [10.8 punktu na mecz, 10.1 asysty]. Ale Hornets wciąż nie byli w stanie walczyć o najwyższe cele. Co według Ciebie, było przyczyną tego problemu? Mieliście naprawdę dobrych zawodników ale zawsze brakowało tego “czegoś”.

Byliśmy młodym zespołem i dokonaliśmy naprawdę dużo, awansując do playoffs, po raz pierwszy w historii klubu. Rok później nie daliśmy rady pokonać Bulls, a potem drużyna się rozpadła.

Rozegrałeś swoje ostatnie spotkania jako członek Toronto Raptors, po czym zakończyłeś karierę w 2001 roku. Mimo tego, że nie zdobyłeś nagród MVP, mistrzostw NBA, ustanowiłeś kilka rekordów, które pozostały niepobite aż do dziś. Zaliczyłeś najwięcej asyst i przechwytów w historii Charlotte Hornets. Czy jesteś zadowolony ze swojej kariery w NBA? Czy męczą Cię myśli, że można było osiągnąć więcej?

Zawsze czujesz, że mogłeś osiągnąć więcej ale jestem w pełni usatysfakcjonowany moimi osiągnięciami w lidze.

Co sądzisz o obecnej drużynie Hornets? Czy kiedykolwiek było dla Ciebie problemem, że Michael Jordan, który przez wiele lat był Twoim rywalem, jest obecnie właścicielem drużyny, w której spędziłeś najlepsze lata swojej kariery?

Nie, jestem szczęśliwy, że były zawodnik a obecnie przyjaciel jest jednym z właścicieli tego zespołu. Jako drużyna, nadal mają dużo do zrobienia. Kemba Walker gra na poziomie All-Star, Dwight Howard również, więc mogą mieć lepszą drugą część sezonu.

Muszę przyznać, że za pierwszym razem, zobaczyłem Cię na ekranie telewizora w filmie Kosmiczny Mecz. Jak wspominasz swoją rolę? Przypuszczam, że musiało być naprawdę zabawnie na planie filmu, gdy Ty, Larry Johnson, Chuck Barkley, Pat Ewing i Shawn Bradley musieliście udawać, że kompletnie nie potraficie grać.

Kosmiczny Mecz jest naprawdę fajnym wydarzeniem i wspomnieniem. Nie miałem pojęcia, że stanie się takim klasykiem, i że będzie miał wpływ na tylu ludzi aż po dzień dzisiejszy – bezcenne.

Zostałeś wybrany w tym samym drafcie co David “The Admiral” Robinson, Scottie Pippen, Kevin Johnson, Kenny “Jet” Smith, Reggie Miller czy wielu innych świetnych graczy. Ale nawet pomimo tego, że nie osiągnąłeś tyle co niektórzy z nich, zostaniesz zapamiętany na wiele lat. Trzeba mieć wnętrze ze stali, by z tak niecodziennym wzrostem, walczyć o swoje cele i marzenia. Czy chciałbyś przekazać jakąś radę ludziom, którzy boją się robić coś, co kochają?

Przede wszystkim, trzeba uwierzyć w siebie. Bez tego ciężko jest iść naprzód z przekonaniem, że pomaga Ci to osiągnąć najwyższe cele w Twoim życiu i dotrzeć do miejsca, w którym inni będą pod wrażeniem.

Dziękuję Ci za znalezienie czasu na rozmowę, Muggsy. To był dla mnie wielki zaszczyt.

 

Wywiad w oryginale możecie przeczytać tutaj.

Kopiuj link do schowka