Zatem Rivers chce walczyć

06/07/2017
fot. Chris Humphreys/USA TODAY Sports

Doc Rivers nie ma ochoty na przebudowę, która pozbawiłaby Los Angeles Clippers szans na walkę w czołówce zachodniej konferencji.

Pozostawienie w składzie Blake’a Griffina i ściągnięcie Danilo Gallinariego oznacza, że zespół spróbuje ugryźć pretendentów na bardzo mocnej zachodniej konferencji, ale jak naprawdę wyglądają jego szanse na sukces? Będą na tym samym poziomie, co przez ostatnich kilka sezonów. Griffin, Jordan i Gallinari nie stanowią przewagi, która pozwoli Clippers sprawić niespodziankę. Okienko się co prawda nie skończyło, ale Doc Rivers stracił już szansę na uczynienie ze swojej drużyny realnego zagrożenia.

Danilo Gallinari jest pierwszym zawodnikiem NBA, z którym przeprowadziłem rozmowę. Z tego powodu Włoch w pewnym sensie stał się dla mnie wyjątkowy. Wiecie – stanowi pewien początek ciekawej przygody. Ostatnie lata skrzydłowy spędził z Denver Nuggets, gdzie funkcjonował jako dojrzewajacy lider. Niestety przez różnego rodzaju urazy nie gwarantował swojej niezawodności. Zespół bardzo często musiał na niego czekać. Ciało 28-latka jest już mocno sfatygowane, ale fakt, że dopiero wkracza w swój prime-time i cały czas jest w stanie się regenerować – utrzymały jego wartość na wysokim poziomie.

Po utracie Chrisa Paula, Rivers potrzebował głośnego nazwiska, aby przywrócić Clippers nadzieję. Jest ona jednak bardzo płonna i prawdopodobnie szybko odbije się od muru Golden State Warriros czy Houston Rockets, bowiem wiele wskazuje na to, że to właśnie te drużyny będą na zachodzie wyznaczały standard. Gallinari jest klasowym graczem z szerokim wachlarzem umiejętności. W poprzednim sezonie rozegrał dla Bryłek 63 spotkania i średnio notował 18,2 punktu, 5,2 zbiórki trafiając 44,7% z gry oraz 38,9% z dystansu. Stał się liderem rotacji, która ostatecznie przegrała z Portland Trail Blazers walkę o play-offy.

W pięciu meczach kwietnia był jednak znakomity. W starciu, w którym Russell Westbrook ostatecznie pogrzebał szansę Nuggets na awans do play-offów, Gallo zdobył 34 punkty trafiając 12/20 FG i 4/9 3PT. Zagrał jak na gwiazdę przystało. Po mocnym zakończeniu rozgrywek, siłą rzeczy podbił swoją wartość, gdy został wolnym agentem. W kolejce ustawiło się kilku generalnych menadżerów gotowych włączyć go do swojego programu. Doc Rivers obiecał skrzydłowemu dobre pieniądze i miejsce w pierwszej piątce obok dwójki All-Starów – Griffina i Jordana.

Zatem powstał nowy front-court Los Angeles Clippers. Kontynuowanie gry z dwójką Jordan-Griffin jest ze strony Riversa próbą przeforsowania tego, w co szkoleniowiec wierzy. A wierzy, że panowie są w stanie skutecznie razem funkcjonować. Umówmy się – to że Griffin dołożył do swojego arsenału jako taki rzut za trzy, nie czyni go od razu pożądanym przez koszykówkę stretch-four. Blake nadal najlepiej czuje się, gdy może wykorzystać swoją siłę w obrębie pomalowanego. To także jedyna strefa, w której porusza się DJ. Widzimy wadę systemu, której szkoleniowiec Clippers nie był w stanie się pozbyć. Niemniej Blake godząc się na przedłużenie, musi podzielać optymizm swojego head-coacha.

Drużynie zostało dobudować back-court. Na kontrakt w LA zdecydował się europejski geniusz – Milos Teodosić. Długo szukał dla siebie klubu aż znalazł Doca Riversa gotowego zaufać debiutantowi. Bowiem mimo 30 lat na karku, przed Teodosiciem dopiero pierwszy rok w najlepszej lidze świata. Wszyscy eksperci i kibice będą szczególnie wyczuleni na to, jak Milos radzi sobie w warunkach, w jakich dotąd nie był testowany.

Według ostatnich doniesień – wysoko na liście życzeń Riversa był również Derrick Rose, który po sezonie w Nowym Jorku został niezastrzeżonym wolnym agentem. Kibice każdej z drużyn, wokół której zaczyna krążyć nazwisko byłego MVP, automatycznie składają ręce do modlitw, by ich drużyna nie pakowała się w te tarapaty. To pokazuje, jak wielkim koszykarskim nieszczęściem stał się niegdyś jeden z najbardziej widowiskowych graczy ligi. Z Knicks rozegrał taki sobie sezon. Niewykluczone, że spoglądano by na niego odrobinę inaczej, gdyby na sam koniec nie doznał kolejnej kontuzji kolana.

Opcją zapewne jest także przekazanie obowiązków pierwszego rozgrywającego swojemu synowi – Austinowi, którego Doc miał wielokrotnie faworyzować. Według źródeł – był to jeden z czynników, który doprowadził do rozpadu relacji CP3 ze szkoleniowcem. Tak czy inaczej cały interes Los Angeles Cippers wygląda tak, jakby ich ambicje zatrzymały się na pierwszej/drugiej rundzie draftu. Doc nie chce gruntownej przebudowy albo nie pozwolił mu na to Steve Ballmer tak mocno skoncentrowany na tym, by dalej kopać Los Angeles Lakers po tyłku.

Kopiuj link do schowka