Zapowiedź I rundy Playoffs: (8)Wizards – (1)Raptors

13/04/2018
Derozan Wall Raptors Wizards

Jedna z wielu ekscytujących serii pierwszej rundy. Ogrom ekscytujących serii to ciekawe wrażenie – w końcu w rzeczywistości serii jest tylko osiem i część z nich okaże się rozczarowująca. Rozczarowanie to słowo klucz w kontekście playoffowych ekscesów Raptors w ubiegłych sezonach.

Pomimo świetnego, przełomowego sezonu regularnego zespołu z Toronto, wciąż pokutuje myślenie, że przyjdzie faza zasadnicza i kanadyjski klub rozczaruje. Pytanie jednak, na ile zasadne są takie obawy w obliczu tego, że Raptos są teraz zespołem skonstruowanym zupełnie inaczej niż jeszcze rok temu.

Jeszcze przed rokiem Toronto żyło i umierało z Lowrym i DeRozanem. Jeśli oni nie grali dobrze, zespół osuwał się na dno. Dziś łatwo wyobrazić sobie, że przy słabszym meczu któregoś z nich, a może nawet ich obu, reszta zespołu ugra mecz. W ogóle jeszcze przed rokiem uznalibyśmy to za starcie dwóch zespołów w 100% polegających na swoich duetach obwodowych. Dziś Raptors mają przewagę reszty zespołu. Dlatego też jeszcze przed rokiem takiej pary spodziewalibyśmy się raczej na miejscach 4-5, a teraz różnica ta urosła aż do 1-8.

Sponsor serwisu

Bardzo ciekawi mnie, jak świetna ławka rezerwowych Raprtors przełoży się na granie playoffowe. Jak wiadomo w fazie zasadniczej rotacje ulegają skróceniu, a podstawowe ustawienia grają dłużej. Przeciwnicy dłużej trzymać będą swoich podstawowych graczy, więc siłą rzeczy Dwane Casey nie może tak dużo grać ławką, bo może ona sobie po prostu nie poradzić. Trener Raptors jednak nie rozdzielał w tym sezonie minut Lowry’ego i DeRozana, jak to czynił w poprzednim sezonie. Druga najczęściej obecna na parkiecie piątka w tym sezonie pod względem minut to Delon Wright, Fred VanVleet, CJ Miles, Pasca Siakam i Jakob Poeltl. Wymieniał więc skład w całości i to rezerwowy skład był +18,5, a podstawowy +11,4.

Te własnie minuty rezerwowe mogą być dla Wizards problemem. Ławka stołecznego zespołu nie prezentuje najwyższego poziomu, co widać w rotacjach Scotta Brooksa. Dla porównania z Raptors – piątka w której nie występował ani Wall ani Beal to dopiero piąte ustawienie pod względem minut na parkiecie – a jest to i tak sztucznie zawyżone długą nieobecnością Johna Walla. Gdyby nie kontuzja lidera, piątki Frazier-Meeks-Scott-Oubre-Mahinmi pewnie praktycznie wcale byśmy nie widzieli.  Z pewnością czekają nas więc ciekawe, trenerskie szachy.

Łatwego życia nie będzie miał w tej serii nasz rodak, Marcin Gortat. Zarówno w ataku, jak i w obronie. Tercet Siakam, Poeltl i Nogueira to świetni podkoszowi defensorzy – równie mobilni co Gortat, którego atutem jest płynność ruchów przy wykańczaniu akcji. Łatwo nie będzie też z silnym fizycznie Valanciunasem i Ibaką. Zdecydowanie bardziej obawiam się jednak bronionej strony parkietu. Sporadyczne starcia z rzucającym za trzy Ibaką byłyby do zniesienia, zważywszy na to, że nie gra on na centrze aż tak często. Za trzy jednak nauczył się rzucać Jonas Valanciunas. W tym sezonie oddał już 74 rzuty z dystansu i trafia ponad 40%(!).

Możliwości jakie otwierają dobrze rzucający podkoszowi są niesamowite w kontekście kreowania akcji zaczynającej się zasłoną na szczycie. Tego komfortu wielorakich rozwiązań i łatwego kreowania miss-matchów i miejsca na wjazd podkoszowy nie mają Wizards. A z pewnością mieć by chcieli, by zmaksymalizować talent i dynamikę Walla przy wjazdach podkoszowych. Lubiący grę na półdystansie DeRozan z tego z pewnością skorzysta.

Jeśli spojrzeć na oba składy na papierze, nie widać tutaj znaczącej różnicy w talencie. Każdy z tych zespołów ma swoich liderów, ale też dobrych obrońców, których może posadzić na liderach przeciwnika. Można więc pokusić się o stwierdzenie, że zadecyduje trenerski kunszt i forma. Oba te czynniki przez cały sezon były po stronie Raptors i trudno oczekiwać, żeby miało się to nagle zmienić – zwłaszcza w obliczu ostatniego dołka, w jakim są Wizards.

 

Kopiuj link do schowka