2016-hornacek-jackson

Nie b?d? k?ama?. Nie wiem ktra to mog?a by? godzina kiedy to nast?pi?o. Obudzi? manie og?uszaj?cy ha?as, feeria barw i mnstwo s?w wykrzykiwanych w pijackim amoku.

Ale po kolei.

?rodek nocy. Zatem ?pi? sobie smacznie na rozk?adanym ??ku polowym w mojej kanciapie. Owe ?o?e zdoby?em z pomoc? pana Miecia w demobilu ameryka?skiej armii. Nie chcia?em ichniejszych poduszek, kocw, prze?cierade? czy grubej ko?dry pami?taj?cej jeszcze wojn? w Wietnamie, ktra pachnia?a dymem i takim bli?ej nie okre?lonym, s?odkim aromatem. Wszystko to mia?o si? znale?? dla mnie kiedy tylko dotaszczymy to ??ko do piwnicy MSG. Konserwator rodem z Polski zapewnia? mnie, ?e potrzebny mi jest tylko ten sk?adany cud techniki. Jak si? pewnie domy?lacie z obietnic nic nie wysz?o i musia?em improwizowa? by za?atwi? sobie wygodne spanie. Obiecan? „wyprawk?” ukrad? Frank Isola, kiedy ucieka? przed wid?ami i pochodniami rozz?oszczonych kibicw Knicks. Plotka g?osi, ?e zatrzyma? si? na pewien czas u ??wi Ninja, jednak i ci wykopali go ze swojego legowiska kiedy to z fanatycznym uporem zacz?? przekonywa? ich do porzucenia pizzy na rzecz spaghetti.

Pod g?ow? mia?em u?o?ony stos ?wie?o upranych r?cznikw. Tego akurat by?o pod dostatkiem. Za prze?cierad?o s?u?y?a mi p?achta z logo Knicks, ktr? od czasu do czasu wyst?powa?a w roli g?wnej podczas pokazw w przerwie spotka?. Pod tym prze?cierad?em mia?em u?o?on? warstw? z g?bczastych paluchw, ktre mo?na naby? w trakcie meczu by pokaza? wsparcie dru?ynie. Idealnie amortyzuj? wystaj?ce spr??yny z cudownego wypoczynku ameryka?skiego wojska. Ko?dr? symulowa?y spodenki Eddy’a Curry’ego. ?miejcie si?, ale z?o?one na p? i zeszyte na kszta?t ?piwora spe?niaj? swoje zadanie idealnie. S? troch? za du?e, ale w zim? ta dodatkowa warstwa materia?u chroni mnie przed hipotermi?.

No wi?c ?pi? sobie jak dzieci?tko Jezus, a? tu nagle skobelek z drzwi zosta? wy?amany z ogromn? si??. Do ?rodka wdar?a si? bli?ej nie okre?lona posta? ubrana w masywne robocze buty, rozpi?te i bezw?adnie dyndaj?ce niebieskie ogrodniczki. Od pasa w gr? osobnik by? nagi. Jego tors pokrywa?y g?ste k?py kruczoczarnych w?osw oraz ogromna ilo?? brokatu wymieszana z konfetti. Na szyi dynda? z?oty ?a?cuch do ktrego by? przymocowany masywny klucz. W ustach mia? tl?ce si? cygaro, a na g?owie papierow? czapk? jak? rozdaje si? dzieciom na urodzinach. Zataczaj?c si? wpad? na plastikowe pude?ka z koszulkami Landry’ego Fieldsa i g?o?no j?kn?:

– Przemkuuuuuu! Przemkuuuuuu!!!! A?a!! Pom? mi!!

Z pocz?tku my?la?em, ?e w ko?cu zi?ci? si? mj najgorszy koszmar. Clown Pennywise z powie?ci Stephena Kinga dotar? do mojej doros?ej ju? osoby i zamierza mnie zabi?. Kiedy si?ga?em po mop na ktrym znajdowa?y si? resztki potu Anthony’ego Masona, by broni? swojego ?ycia us?ysza?em znajomy rz?sisty kaszel.

– To pan, panie Mietku? – Zapyta?em przera?ony.
– No a kto inny? – odpowiedzia? konserwator – We? mi pan pom? wsta? z tego dziadostwa, bo jeszcze grzyba na plecach dostan?.

Wyskoczy?em spod ko?dry i pomog?em panu Mieciowi wsta?. Wali?o od niego jak z gorzelni. Twarz mia? ca?? czerwon? od ogromnej ilo?ci wypitego alkoholu. Pomimo to u?miech nie znika? z jego twarzy, a cygaro ktre pali? przeskakiwa?o z jednego k?cika ust do drugiego. W ko?cu odzyska? pion, z?apa? mnie za ramiona i oddechem, ktry mg?by zabi? szczura wykrzycza? mi w twarz:

– Wybrali trenera! Wybrali trenera! I nie jest to Rambis! Panie Przemku NIE JEST TO RAMBIS!!!

– Co? Jak? Kiedy? KOGO? – zd??y?em wykrzycze? na wp? zaskoczony, na wp? jeszcze przera?ony z lekk? nutk? fanatyzmu.

– Jeffa Hornaceka – wydysza? resztk? si? pan Mietek – nie Blatta, nie Vogela, a w?a?nie Hornego Jeffa.

Mwi?c te s?owa Mieczys?aw zako?ysa? si? gwa?townie, a? musia?em go posadzi? na ??ku.

– Wszystko dobrze? Nie najlepiej pan wygl?da.

– Co? mnie tak lewa r?ka zdr?twia?a panie Przemku. Do tego mam jaki? bl w klatce piersiowej.

– To mo?e by? zawa?! – wykrzykn??em przera?ony – ju? dzwoni? po karetk?, jaki tu jest numer? 911?

– Tak. Dzwo? pan bo jako? licho si? czuj?.

Wykr?ci?em podany numer i ambulans zjawi? si? w kilka minut. Zabrali?my konserwatora do samochodu, a kiedy pomaga?em nie?? jego rzeczy osobiste widzia?em ca?e biuro MSG udekorowane jak podczas balu sylwestrowego. Banery i serpentyny rozci?ga?y si? po ca?ym holu. Ludzie ta?czyli i ?piewali spro?ne piosenki. Alkohol la? si? strumieniami, a jedzenie wala?o si? po ca?ej pod?odze. Ja w piwnicy nie s?ysza?em nic. Takie s? uroki mieszkania na najni?szych partiach mekki koszykarskiej. Podobno mia? by? tam schron przeciwatomowy, jednak w po?owie przerwano prac? gdy? ekipa przepi?a po?ow? materia?w. Nie pytajcie mnie jakiego pochodzenia byli owi fachowcy.

Kiedy znale?li?my si? w karetce bystry lekarz szybko stwierdzi?, ?e to nie zawa?. R?ka zdr?twia?a od walenia w moje drzwi. W klacie ku?a go zgaga od nadmiernego spo?ycia alkoholu i du?ej ilo?ci przek?sek. Zawroty g?owy by?y spowodowane entuzjazmem oraz procentami. Wszystko wydawa?o si? ok ze zdrowiem pana Mieczys?awa, do czasu jak zobaczy? pod kitlem m?odego lekarza koszulk? Brooklyn Nets. Zel?y? go wwczas s?owami tak szpetnymi, ?e szkoda mi na nie klawiatury. Spurpurowia? na twarzy i g?o?no bekn??. Wwczas by?o ju? wida?, ?e powrci? stary, dobry pan Miecio. Kiedy definitywnie by?o wiadomo, ?e nic mu nie jest – dos?owniewyrzucono nas – kilka przecznic od MSG.

Pan Mietek zbieraj?c swoje rzeczy z chodnika pozdrowi? lekarza kolejn? porcj? siarczystych wyzwisk kiedy ten odje?d?a? do innego wezwania. Karetka znikn??a nam z widoku, a pan Mietek zapali? papierosa i bez s?owa wskaza? kierunek powrotu do MSG. Tak o to szli?my w ?rodku nocy po ruchliwej ulicy w samym sercu Nowego Jorku. P? nagi, pijany w sztok m??czyzna w ?rednim wieku obsypany brokatem i konfetti w papierowej czapeczce na g?owie, oraz ja w swojej pi?amie ze smurfem Marud?, kapciami z logiem Knicks oraz potarganymi w?osami wracali?my na rozkr?caj?c? si? dopiero imprez?. Obrazek niczym z serii „Kac Vegas”.

Milczenie przerwa? Mieczys?aw:

– Co? z tego b?dzie panie Przemku? – zapyta? od niechcenia konserwator.

– Gorzej nie ma prawa by? – odpowiedzia?em. Pami?ta Pan jak obj?? posad? w Suns? Z bandy nieudacznikw zrobi? postrach ca?ej ligi. I ci na dole i ci na grze tabeli bali si? konfrontacji z tamtymi nieobliczalnymi S?oneczkami z Arizony. Dostosowa? taktyk? do posiadanego sk?adu i wszy?o mu to znakomicie. Szybka koszykwka oparta na krtkich akcjach i rzutach za 3 punkty. Z tamtego sezonu pami?tam jak znakomicie wykorzystywa? Channinga Frye’a. Teraz pomimo p?nej pory i nie sprzyjaj?cych nam warunkw jestem w stanie sobie wyobrazi? naszego ?otysza zamiast Frye’a. Je?eli spuszcz? ze smyczy Granta i pozwol? mu nap?dza? atak i gra? szybciej widz? ?wiate?ko w tunelu. Do tego Derrick Williams z ?awki i jest komu biega?. Reszta powinna si? dostosowa? i z ch?ci? porzuci? skostnia?e ramy „trjk?tw”. S?dz?, ?e nawet nasz Melo b?dzie zadowolony z takiego obrotu sprawy.

– I s?dzi pan, ?e stary da mu woln? r?k? w wyborze taktyki i asystentw oraz usunie Rambisa w cie?? – Zapyta? o?ywiony moimi s?owami pan Mietek.

– Oby uda?o mu si? to wynegocjowa?, gdy? naprawd? s?dz?, ?e nies?usznie potraktowano go w Phoenix. Zarz?d zacz?? mu dobiera? z?ych graczy, a ten robi? co mg? do czasu. P?niej sta? tylko przy linii bocznej i marzy? by kto? go dobi?. Tutaj ma szans? na nowy start z ciekawym zapleczem zawodnikw. Stary Rambisa od tak nie zwolni. Pewnie znajdzie mu jak?? posad? bli?ej siebie i da zakaz wtr?cania si? w sprawy dru?yny. Bo gdyby mimo wszystko zostawi? go jako asystenta, b?dzie wiadomo, ?e Jeff jest tylko marionetk? i prb? udobruchania prasy i kibicw, ktrzy domagali si? g?owy Kurta. Licz? na woln? r?k?Hornaceka, ale co? wi?cej b?d? mg? panu powiedzie? kiedy poznam sk?ad asystentw lub zobacz? kawa?ek treningu.

– Mam nadziej?, ?e masz pan racj?, panie Przemku – odpowiedzia? pan Mietek kiedy podeszli?my pod boczne wej?cie MSG – idzie pan troch? zabalowa??

– Czemu nie? – odpowiedzia?em – chod?my celebrowa? upadek tyrana…