Właściciel Rockets: Podatek od luksusu nie ma znaczenia

10/07/2018
Tilman Fertitta Rockets

Zgodnie z tym, co mówi Tilman Fertitta, właściciel klubu Houston Rockets, podatek od luksusu nie stanowi żadnej przeszkody w tegorocznym offseason.

Tilman Fertitta, jeden z najbogatszych ludzi na świecie, mniej więcej rok temu kupił za 2,2 miliarda dolarów klub Houston Rockets. Trudno ocenić, czy dobry z niego właściciel – wiemy natomiast, że pod jego rządami Rockets zaliczyli fantastyczny sezon i byli blisko wejścia do Finałów NBA, gdzie byliby faworytami do zdobycia tytułu.

Czy drugi rok z nowym właścicielem będzie równie udany? Funkcja właściciela nie ma bezpośredniego przełożenia na aspekty sportowe – na filozofię gry, czy też dobór zawodników. Mimo to jednak to do niego należy najważniejszy argument – pieniądze. Jeśli właściciel chętnie sięga głęboko do portfela, zespół może sobie pozwolić na sprowadzenie i zatrzymanie dobrych zawodników.

Niech dowodem na szczodrość Fertitty będzie zatrzymanie Chrisa Paula na maksymalnym kontrakcie. Wakacje Houston Rockets są jednak bardzo burzliwe – nie udało się zatrzymać Luca Mbah’a’Moute ani Trevora Arizy, wciąż nie wypracowano porozumienia z Clintem Capelą, a już mówi się o ewentualnym pozyskaniu Carmelo Anthony’ego. Ogarnięcie tego wszystkiego będzie z pewnością wymagało nakładów finansowych – Tilman Fertitta nie zawaha się sypnąć gotówką:

„Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że będziemy w strefie podatku od luksusu. Jeśli chcesz walczyć o mistrzostwo, musisz się liczyć z płaceniem podatku od luksusu – chyba, że będziesz miał jakieś ogromne szczęście. Tak to własnie jest… Ten temat nawet nigdy nie był poddawany w wątpliwość w żadnej naszej dyskusji.”

„Czuję, że byliśmy o jedną kontuzję Chrisa Paula od wejścia do Finałów i mamy dobre przeczucia co do przyszłego sezonu. Kiedy tylko przyjdzie noc otwarcia, myślę, że wszyscy będą pod wrażeniem drużyny, którą mamy na parkiecie.”

Przez właściciela przemawia optymizm – trudno się dziwić po tak udanym pierwszym sezonie. Nie mniej jednak na ten moment sytuacja jest trudna. Houston Rockets radzili sobie tak świetnie dzięki połączeniu prostej i skutecznej ofensywnej taktyki, oraz twardej i zawziętej obrony. teraz obrońców może zabraknąć – bez Mbah’a’Moute i Arizy, być może też bez Capeli, defensywnych wykonawców może po prostu zabraknąć. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę generalny manager, Darryl Morey – z wypowiedzi którego nie bije już tak dużo optymizmu:

„Zarówno Trevor Ariza jak i Luc Mbah’a’Moute byli dużą częścią naszego zespołu. Moją pracą i pracą całego zespołu jest poukładanie nowej grupy na nadchodzący sezon. Czujemy się dosyć pewnie. Na kwiecień potrzebujemy możliwie najlepszego zespołu. Zamierzamy podpisać bądź sprowadzić w wymianie coś, co pomoże nam wrócić na miejsce, w którym powinniśmy być. Oczywiście bardzo podoba nam się także grupa graczy, których już mamy.”

Niestety, pewnych koszykarskich prawideł się nie przeskoczy. Sukces Rockets to w głównej mierze obrona, która była w stanie sprawnie zmieniać krycie na niemalże każdej zasłonie. Bez Arizy i Mbah’a’Moute będzie o to potwornie ciężko. Znalezienie odpowiedniego zastępstwa może się okazać niemożliwe – niestety nie jest to kwestia pieniędzy, a po prostu znalezienia odpowiednich graczy, których na rynku już chyba brakuje.

Szczodrość właściciela może sprawić, że uda się zatrzymać Capelę – być może nawet uda się jednocześnie pozyskać Melo Anthony’ego. wydaje się to scenariusz możliwie najbardziej optymistyczny, a przecież brakuje w nim miejsca dla defensywnych skrzydłowych. Brakuje miejsca na jakichkolwiek skrzydłowych – jak na ten moment jedyne trójki w składzie Houston Rockets to Gerald Green i od biedy Eric Gordon.

 

Kopiuj link do schowka