Vintage Vinsanity

28/12/2017

Vince Carter gra jak za starych dobrych czasów! Przeżywający już trzecią, a może nawet czwartą młodość, zawodnik Sacramento Kings, poprowadził swoją drużynę do wielkiego zwycięstwa nad finalistami NBA z poprzednich trzech sezonów – Cleveland Cavaliers, 109-95.

W styczniu 2018 roku będzie obchodził 41. urodziny, ale wciąż gra, jakby dopiero co został wybrany w drafcie. Zwycięzca Konkursu Wsadów z 2000 roku grał dzisiaj jak z nut, zdobył z ławki (!) 24 punkty, trafiając 10 z 12 rzutów. Carter jest w gronie zaledwie czterech zawodników w historii ligi, którym w wieku powyżej 40 lat, udało się zdobyć 20 lub więcej punktów na minimum 80-procentowej skuteczności. Pozostała trójka to Robert Parish, John Stockton i Karl Malone. Podczas wczorajszego meczu, Carter był jednym z zaledwie dwóch graczy, którzy zdobyli przynajmniej 20 punktów (drugim był Kevin Love, 23 pkt). Kings odnieśli trzecie zwycięstwo z rzędu, pokonując wcześniej Philadelphię 76ers i Brooklyn Nets.

Cavaliers natomiast ponieśli trzy porażki w czterech ostatnich spotkaniach. Ulegli kolejno Milwaukee Bucks oraz w świątecznym meczu Golden State Warriors. Pomimo 62-ego triple-double w karierze, przyznać trzeba, że dość przeciętny mecz rozegrał lider gości ze stanu Ohio, LeBron James. 14 asyst i 10 zbiórek jak najbardziej na plus, ale tylko 16 punktów na zaledwie 35-procentowej skuteczności z pola. Od kandydata do tytułu MVP w sezonie zasadniczym należy wymagać mimo wszystko zdecydowanie lepszej skuteczności i prowadzenia zespołu do łatwych zwycięstw.

Cavs zajmują obecnie trzecie miejsce na Wschodzie. Mają gorszy bilans od Toronto Raptors i Boston Celtics. Szansa na odkucie się za wczorajsze niepowodzenie już w nocy z piątku na sobotę (czasu polskiego). W hali Vivint Smart Home Arena, 10-ty zespół Konferencji Zachodniej, Utah Jazz, będzie podejmować Cleveland Cavaliers. Dzień wcześniej, w Golden 1 Center, Sacramento Kings zmierzą się z wyprzedzającymi ich bezpośrednio w tabeli Phoenix Suns.

Kopiuj link do schowka