Trener Brooks przeprosił Bradley’a Beala

21/04/2018
Bradley Beal fot. AP Photo

Washington Wizards wygrali trzeci mecz z Raptors i doprowadzili do wyniku 1:2 w tej serii. Ważną częścią tego sukcesu był zarówno John Wall jak i Bradley Beal, dwójka liderów – co wcale nie jest taką oczywistą sprawą.

W drugim meczu tej serii, przegranym przez Wizards 119:130, Bradley Beal był praktycznie niezauważalny. Podczas gdy John Wall zaliczył linijkę 29/4/9, Beal praktycznie nie istniał – oddał 11 rzutów, z czego trafił tylko 3. Jak wspomniał sam zawodnik, trener Brooks dostrzegł w tym swój błąd i przeprosił za to Beala:

„Myślę, że zdał sobie sprawę, że nie dostawałem rzutów tak często, jak powinienem i chyba pomyślał sobie, że to jego wina. Sam nie wiem. Jest człowiekiem dającym ogrom zaufania.”

Ciekawa sytuacja. Czy trener Brooks powinien poczuwać się do odpowiedzialności za to, że Beal oddał mało rzutów (a trafił jeszcze mniej)? Po części na pewno tak. Z drugiej jednak strony, jeśli obejrzeć jeszcze raz tamten mecz, to widać, że Beal po prostu nie biega po parkiecie – nie stara się szukać pozycji do rzutu, kiedy gra bez piłki. To jest duży problem.

(Tak w ogóle to Marcin Gortat ściął nie najkorzystniej wyglądający irokez i od razu zagrał znacznie lepszy mecz! 0 punktów  i 3 zbiórki z irokezem, 16 punktów i 5 zbiórek bez.)

W ostatnim jednak meczu Beal trafił 10 rzutów z prawie 20 oddanych i trzeba przyznać, że nie wszystkie one były zdobyte po izolacjach – kilkukrotnie zawodnik Wizards wybiegł agresywnie na pozycję, chociażby po zasłonie. Powtarza się także akcja, w której ustawiony na półdystansie Marcin Gortat oddaje piłkę wybiegającemu do środka Bealowi. Wygląda więc na to, że trener Brook rzeczywiście zadbał o to, żeby Beal miał swoje okazje rzutowe – w tym meczu zadziałało.

Kopiuj link do schowka