Traktorem przez autostradę Memphis Grizzlies
woznyzbo

Kwiecień 19th, 2017

It wasn’t all to share, but there / In another life, I surely was there

It wasn’t all to share, but there / I care, I care

Kendrick Lamar o Memphis Grizzlies w „Pride”.

***

Memphis Grizzlies w serii z San Antonio Spurs od początku drugiej kwarty pierwszego meczu do końca drugiej kwarty drugiego spotkania byli -53 oraz trafili 31% swoich rzutów i 5 z 27 oddanych trójek. By rzecz nazwać oględnie, ofensywa Miśków nie działała optymalnie.

Oglądając drugie starcie tej defensywnej, wyniszczającej fizycznie serii, doszedłem do wniosku, że z jednej strony atak Grizzlies bardzo rzadko generuje dobre rzuty — co jest szczególnie istotne przy 4./5./6. itd. graczu w rotacji — a z drugiej coś co dla drużyny X jest złym rzutem dla drużyny Y może być korzystnym rozwiązaniem.

Przede wszystkim problemem jest spacing, który szwankuje przez brak respektowanych strzelców z dystansu — co z tego, że np. Andrew Harrison ustawi się za linią za 3 jak obrona rywala traktuje 27% strzelca jak bitch, sit down. I jeden z bliźniaków Harrison nie jest w Memphis wyjątkiem — James Ennis, Wayne Selden, w niektórych przypadkach nawet Vince Carter lub JaMychal Green: Spurs mniej lub bardziej traktują tych zawodników jako osoby, które służą do wysyłania od nich podwojeń do groźniejszych graczy, czyli Marca Gasola, Mike’a Conleya i Zacha Randolpha. Części koszykarzy, których wykorzystuje David Fizdale nie powinno być w rotacji play-offowego zespołu i to jest kłopot (brakuje też ludzi będących w stanie wykreować cokolwiek na koźle). Bo spójrz co robią Spurs: na poniższych przykładach zwróć uwagę jak są traktowani poszczególni strzelcy, gdzie jest wysyłana pomoc i jak wygląda szeroko pojęty spacing.

 

woznygrizz01

Conley, Z-Bo, Doktor — granie w takich warunkach jest trudne, szczególnie gdy z tyłu głowy myślisz, że nie możesz podać do wolnych zawodników, bo ci zwyczajnie nie wykorzystają swoich dogodnych pozycji. Raz, drugi, trzeci podasz — potem masz dość, bo twoje starania nie przynoszą efektu (gracze zadaniowi powinni lepiej spisywać się u siebie). Jeszcze jeden przykład tego o czym piszę: jak Spurs są w stanie wysyłać pomoc do czołowych zawodników niewielkim kosztem — Manu Ginobili zaskakująco podwaja Z-Bo, ryzykuje i odzyskuje piłkę dla swojej drużyny.

Argentyńczyk miał w drugim meczu 3 przechwyty i aż 6 deflections — jego taktyka przynosiła skutki i o ile dobrze zanotowałem tylko raz Grizzlies udało się skarcić agresywne doskoki 39-latka. I tutaj pomyślałem, że skoro warunki są takie a nie inne, że skoro nasz atak nie potrafi na regularnym poziomie generować powtarzających się skutecznych rzutów, to trzeba brać to co przynosi rozwój sytuacji — mianowicie musimy zadowalać się tym co jest i z pokorą przyjmować rzuty z pojedynków 1v1. Co mam na myśli? Zerknij teraz na tę sytuację i zauważ jak trudno przyszło Grizzlies wypracowanie tej długiej dwójki dla Randolpha.

Pomyśl, że dla przyzwoitej ofensywny ten rzut byłby złym rzutem. Ale jeżeli nie możemy liczyć na więcej, to nie powinniśmy się tym zadowolić? W powyższej akcji było wszystkiego po trochu o czym wspomniałem — podwojenie/ zablokowanie paint dla rozgrywającego Miśków, doskoki Spurs (nastąpiło kilka zmian krycia), zawahanie strzelców np. Marc Gasol miał korzystny dla siebie match-up z Dannym Greenem, ale wprawił piłkę dalej w ruch, akcja wróciła skąd się zaczęła i ostatecznie Z-Bo z linii końcowej wybiegł po piłkę i ratował sytuację trudną długą dwójką. Nie lubię tego powiedzenia, lecz gra się tak jak przeciwnik pozwala? — może lepiej by pasowało „gramy pod zalety naszego gracza”.

Pytanie na ile da się sprawić, by na tych rzutach można było polegać: czy z bardzo dobrą obroną da się w ten sposób rzucić więcej punktów niż przeciwnik? To wszystko jest trudne — mało jest posiadań w ataku, gdy na coś nie trzeba byłoby pracować lub oddać rzutu bez ręki przeciwnika (Grizzlies oddali najmniej w play-offach wide-open rzutów — 10,5: co też może wynikać z tego, że pilnowany Z-Bo > open Harrison). Te wszystkie łatwe punkty w transition/ nie przez ręce przeciwnika to coś ekstra i te dwie kwestie przed G3 się łączą:

1) Jak często uda się Grizzlies dochodzić do pozycji rzutowych po posiadaniach, które nie będą nieustanną walką.

2) Na ile te złe dla innych, a nie takie złe dla Grizzlies rzuty okażą się powtarzalne.

Ofensywie Grizzlies nie można ufać, więc wydaje się, że zadane pytania zdecydują o być albo nie być Miśków w tej serii.

Take That For Data.

***

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu autora, Blog Don’t Lie