Toma Thibodeau nie śmieszy idea „TimberBulls”

15/09/2018
Thibodeau

Koncepcja „Minnesota TimberBulls” już od jakiegoś czasu zaprząta głowy kibiców. Kiedy jednak do zespołu dołączył Luol Deng, internet zwariował.

Trudno uwierzyć, że Tom Thibodeau nie podejmuje personalnych decyzji na podstawie swojego doświadczenia z pracy Chicago – i to w stopniu wyjątkowo dosłownym. Internauci bawią się świetnie, żartując na temat TimberBulls – fanów Wolves bawi to rzecz jasna w bardzo ograniczonym stopniu. Nie bawi to też zupełnie Toma Thibodeau, który zapytany o TomberBulls, nie zaśmiał się wcale. Odpowiedział raczej w sposób dosyć nerwowy:

Sponsor serwisu

„Ludzie zawsze będą gadać o różnych rzeczach, ale to nie są decyzje podjęte na podstawie jakichś kaprysów. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że patrzę na graczy dostępnych na rynku i zadaję pytanie – czy ten zawodnik może uczynić nasz zespół lepszym? Razem z Glennem Taylorem [właściciel] i Scottem Laydenem [generalny manager] omawiamy wspólnie wszystkie te kwestie. Jeśli czujemy, że możemy ulepszyć zespół, robimy to. Właśnie na takie szczególne okazje jak Luol Deng, zawsze zostawiamy sobie jakieś wolne miejsce w rotacji.”

„Ja znam dobrze ich, a oni znają dobrze mnie. Nie jestem jednak jedynym człowiekiem, który kiedykolwiek trenował Luola, Derricka, Jimmy’ego, czy Taja Gibsona. Wszyscy ci goście mieli konkurencyjne możliwości. Rozmwawiasz z takim graczem i mówisz mu, jak może wpasować się w twój zespół. Wtedy to gracz musi podjąć decyzję, czy chce dołączyć czy nie.”

Argumentacja Thibodeau jest teoretycznie logiczna, ale wciąż nieprawdopodobne wydaje się to, że ściągnął on swoich czterech byłych graczy, podczas gdy żaden z nich nie prezentuje już takiego poziomu sportowego, by nie dało się go zastąpić kimś innym (za wyjątkiem Butlera rzecz jasna, on wciąż jest gwiazdą). Może to jednak rzeczywiście splot różnych okoliczności i przypadków, które sprawiły, że akurat ci gracze byli dostępni, kiedy Thibs potrzebował wzmocnić skład.

Podpisanie kontraktu z Luolem Dengiem na przykład – choć przede wszystkim bardzo zabawne – wydaje się po dokładniejszym przyjrzeniu się nie takim złym ruchem. Zawodnik na pozycjach 3-4 z ławki to jest dokładnie to, czego potrzebują Wolves. Znakiem zapytania jest oczywiście jego fizyczna forma w wieku 33 lat, po opuszczeniu całego sezonu w Lakers. Thibodeau jest jednak spokojny:

 „Zawsze był w dobrej formie. Dodał do swojego przygotowania trochę aspektów odżywiania organizmu, jak mniemam. Wielu graczy to teraz robi, wiele zespołów kładzie na to nacisk, mają kucharzy w swoich ośrodkach treningowych. Zawsze był świetny, jeśli chodzi o zaangażowanie w trening, o utrzymywanie formy. Potrafił szybko się regenerować. (…) Przypominam sobie go za czasów w Chicago Bulls. Miał świetny wpływ na Jimmy’ego [Butlera], kiedy ten był debiutantem. Chciał każdego wieczoru przychodzić i pracować nad sobą, nad swoim rzutem – wciągnął w to też Jimmy’ego.”

To jest dosyć ciekawa uwaga ze strony Thibsa i stawia ściągnięcie Denga w nowym świetle. Przed przeczytaniem tej wypowiedzi zupełnie nie pomyślałem o tym, że może to być ciekawy sposób na poprawienie humoru Butlera, który w ostatnim czasie nie był specjalnie zadowolony ze swoich kolegów w Minnesocie. Jimmy jako tytan pracy narzekał na młodszych kolegów, którzy według niego nie poświęcają się treningom tak, jak powinni. Stary znajomy, który wprowadził go w świat ciężkiej pracy nad sobą może być więc bardzo miłym towarzystwem – kumplem, z którym zawsze można skoczyć na siłownie albo sale treningową, którego Butlerowi brakowało.

Kopiuj link do schowka