Timberwolves: Kiedy (wreszcie) zwolnią Thibodeau?

05/09/2018
fot. K.C. Johnson/Chicago Tribune

Minnesota Timberwolves ma za sobą najlepszy sezon od ponad dekady. W dodatku ma młody, bardzo utalentowany trzon. Dlaczego zatem nie jest to jedna z „najgorętszych” obecnie ekip NBA?

Jeszcze dwa lata temu Timberwolves byli naładowanym talentem zespołem, który w niedalekiej przyszłości miał zacząć walczyć o najwyższe trofea, a właściwie o jedno jedyne, które ma znaczenie czyli puchar Larry’ego O’Briena.

Sponsor serwisu

Mieli Wigginsa, który był ROTY 2015, mieli przede wszystkim Townsa, który wyglądał jeszcze lepiej niż Andrew. Dodatkowo w składzie był młody latawiec przed kontuzją i 20 milionami za sezon LaVine, byli ciekawi Dieng i Bjelica pod koszem plus piąty pick w drafcie 2016. Wciąż obecny był Ricky Rubio z którym wiązano nadzieje. Dorzucić kilku weteranów, wybrać odpowiedniego trenera i tylko czekać, aż chłopaki zaczną rządzić w lidze.

Taa, prawie. Zarząd stwierdził wtedy, że najlepszym wyborem na rozwój jednej z najbardziej utalentowanych ekip w lidze będzie człowiek słynący z dyscypliny i obrony, ale także mający opinię zamordysty, który zajeżdża swoich zawodników. Ryzykowny trochę ruch, ale Wolves poszli jeszcze dalej i od razu dali Thibsowi rolę prezydenta, żeby mógł sobie wybierać kogo sprowadzić do zespołu.

I tu zaczął się problem, który sprawił, że obecnie Wolves bliżej do rozpadu i kolejnej przebudowy niż do rządzenia w lidze. Przez dwa sezony swej pracy Thibodeau sprawił, że większość fanów straciła ekscytację i nadzieję na zagoszczenie w elicie, a zaczęła się martwić, czy zdoła utrzymać swoich liderów.

Pierwszy sezon był przetarciem. Thibodeau miał rok przerwy, dostał młody zespół, któremu daleko było do gotowego produktu, doszły obowiązki związane z prezydenturą. Okej, postępu praktycznie nie było, ale kredyt zaufania wciąż był – przede wszystkim z powodu świetnej postawy pary KAT&Wiggins. Widząc to Thibs postanowił pociągnąć za spust i nie czekać dłużej. Wyciągnął Butlera w wymianie, dodatkowo podpisał Gibsona, Teague’a czy Crawforda. Minny wyglądała na papierze piekielnie mocno nawet jak na Zachód.

I nadszedł ubiegły sezon, gdzie początkowo Wolves wyglądali dobrze, nawet bardzo. Spędzili większość sezonu na 4 pozycji na Zachodzie. Jedyny problem był taki, że ich pierwsza piątka grała olbrzymie minuty, a coach niechętnie korzystał z ławki rezerwowych. To odbiło się w końcówce, kiedy to Leśne Wilki ledwo co weszły do playoffs, aby tam dostać szybkie bęcki od Rakiet.

W międzyczasie, w drużynie pojawiły się konflikty. Towns ma nie po drodze z trenerem. Jimmy Butler rozważa odejście w lecie, Wiggins chce więcej piłek, mimo że nie widać po nim postępów, które by to usprawiedliwiały. Jamal Crawford nie przedłużył umowy, bo nie dostawał minut.

W każdym z tych konfliktów pewną rolę odgrywa Thibodeau, lecz sam twierdzi niezmiennie, że wszystko jest pod kontrolą. Jednakże to nic innego jak dobra mina do złej gry. Dawno temu pisałem, że łączenie funkcji trenera z rolą w zarządzie to nie jest najlepszy pomysł i Minnesota wyjątkiem nie jest.

Teoretycznie, patrząc z boku można powiedzieć, że Thibs zrobił fantastyczną robotę w Minny. Do młodego talentu dodał prawdziwą gwiazdę w osobie Butlera. Dorzucił weteranów jak Teague czy Gibson. KAT pod jego skrzydłami wszedł do ASG i All-NBA Team. Wolves weszli do playoffów i w jeden sezon polepszyli bilans o 16 zwycięstw. A jednak kiedy myślimy o faworytach to nie Wolves przychodzą nam na myśl. Kiedy myślimy o młodych ekipach, które za kilka lat powinny rządzić, to Wilki może i gdzieś się pojawiają, ale na pewno nie od razu. Kiedy myślimy o ich nadchodzącym sezonie nie widzimy wiele miejsca do poprawy i walki o przewagę parkietu, a wątpliwość czy w ogóle się zakwalifikują do playoffs.

Mając taki potencjał, staczają się ku przeciętności z możliwością przebudowy wokół Andrew Wigginsa z maksymalnym kontraktem. Bo Butler może odejść w lecie. Bo KAT wciąż nie podpisał przedłużenia i kto wie, czy planuje zostać w Minnesocie, jeśli będzie tam Thibodeau.

I właśnie, gdyby Thibs widział ten problem, alb potrafił słuchać innych to byłaby szansa na uratowanie tej ekipy i stworzenie czegoś wielkiego. Ale zamiast tego woli próbować sprowadzać swych zauszników (chociaż oddajmy mu to, że dotychczasowi wcale nie zawodzą. Ani Butler, ani Gibson, ani nawet Rose nie grają źle w Minneapolis):

Podobnie kwestia wygląda z Townsem. Brak żadnych informacji na temat przedłużenia kontraktu z przyszłością organizacji. Brak żadnych prób pogodzenia się z gościem, który już teraz walczy o tytuł najlepszego centra w lidze, a przecież ma 23 lata. Największym wzmocnieniem tego lata jest Anthony Tolliver, i to przy odejściu Crawforda, Aldricha, Brooksa czy Bjelicy. Serio, nie dało się nikogo wyciągnąć?

Jako trener, Tom nie tylko się nie rozwinął od czasu objęcia Chicago, ale wręcz przeciwnie. O rotowaniu składem i oszczędzaniu kluczowych graczy na decydującą fazę sezonu dalej nie słyszał. Timberwolves mimo potencjału nie grają wcale dobrej obrony, czyli czegoś na czym wypłynął Thibs. Defensive rating Wolves za zeszły sezon to 108,4 pkt i 22 miejsce. I dodatkowo tak genialne rozwiązania jak to:

Remis i sekunda do końca, Cavs mają piłkę. Dlaczego Wolves bronią tak wysoko, na ich własnej połowie? Niech rzucają game-winnera zza połowy. Czemu nie ma podwojenia na LeBronie, kiedy leci do niego piłka? Nie zdążyłby podać. James zrobił robotę, ale Thibs mu to bardzo ułatwił. W ataku nigdy wirtuozem nie był, a łącząc zajazd zawodników w regular season z niezbyt dobrymi zagrywkami ciężko się dziwić, że tak wyglądała gwiazda tej drużyny w playoffs:

Co więc takiego wielkiego daje Minnesocie Thibodeau? Zwycięstwa w sezonie regularnym? Super. Czy mają one tak wielką wartość, żeby ryzykować utratę najlepszego gracza Timberwolves od czasów Garnetta? I czy w ogóle kibice ich doświadczą, bo o zwycięstwa na Zachodzie będzie w tym roku znacznie trudniej. A obawiam się, że zły start sezonu rozbudzi jedynie konflikty. Jedynym logicznym rozwiązaniem jest pozbycie się Thibodeau, im szybciej tym lepiej. Nie rozwiąże to wszystkiego, ale z nim za sterem Wolves nie mają co liczyć na długotrwałe sukcesy.

Żeby nie było – uważam, że Thibs jest naprawdę dobrym fachowcem i świetnym asystentem, ale absolutnie nie sprawdza się jako head coach, a jego formuła z czasów Bulls zwyczajnie się wyczerpała.

Kopiuj link do schowka