Joel Embiid (Instagram/Joel Embiid)

Bycie kibicem 76ers to nie jest bułka z masłem. Z punktu widzenia osoby kibicującej klubowi z Filadelfii ostatnie kilka sezonów NBA mogłoby się nie odbyć. Przewińmy więc taśmę i przejdźmy od razu do draftu, czyli do tego co misie z „Miasta Braterskiej Miłości” lubią najbardziej (Nie, nazwa nie pochodzi od tego o czym właśnie pomyślałeś, pochodzi od greckich słów „philos” oznaczającego miłość przyjacielską oraz „adelphos” czyli brat).

Od draftu 2015 minął rok z hakiem i całkiem sporo się w tym czasie wydarzyło. Stephen Curry zgarnął statuetkę dla MVP sezonu zasadniczego, na co LeBron James wzruszył ramionami i ściągnął mu z palca mistrzowski pierścień. Moje osobiste dziecię, które podczas poprzedniego draftu chodziłem doglądać w kołysce, płynnie przeszło przez fazę zajadania się piaskiem na placu zabaw, do całkiem zgrabnego artykułowania swoich potrzeb. Zdążyli nawet w tym czasie otworzyć poznańskie Rondo Kaponiera (nie mylić z Rondo Rajonem), którego remont trwał mniej więcej tyle co budowa bazyliki Sagrada Família w Barcelonie.

Bogowie koszykówki wreszcie pochylili się nad wynikami 76ers i wynagrodzili notoryczne balansowanie na krawędzi gdzie tylko pół kroku dzieliło drużynę z Filadelfii od zapisania się jako najgorsza drużyną w historii NBA. W końcu, pierwszy raz od 20 lat „Szóstki” miały wybierać w drafcie z numerem pierwszym. Tzw. obudowa przez draft trwała niemal 3 (słownie: trzy) zaje%$cie ciężkie do oglądania sezony. I żal tylko, że honorów podczas losowania nie mógł czynić złożony w ofierze na ołtarzu postępu, legendarny w niektórych kręgach, były już menadżer generalny klubu Sam Hinkie.

Kiedy w kwietniu tego roku Bryan Colangelo nowy GM „Szóstek”, dwukrotny zdobywca nagrody dla najlepszego GM’a w NBA  wchodził do swojego biura w ośrodku szkoleniowym 76ers, internetowi znawcy przykleili mu do pleców kartkę z napisem „spie^$olił całą masę draftów”. Zgodnie z obiegową opinią po 11 sezonach na czele Phoenix Suns i kolejnych 7 w Toronto Raptors duchy jego poprzednich draftowych wyborów mogłyby utworzyć całkiem sporego piankowego marynarzyka. Na sztandary wyciągano najczęściej widmo Andrei Bargnianiego (jedynka z 2006 roku), jednak poza włoskim ogierem trudno było się dopatrzeć jakiejś spektakularnego wpadki obciążającej konto Colangelo.

Już na kilka dni przed draftem wieść gminna niosła, że z jedynką do Sixers trafi zawodnik uniwersytetu z Louisiany Ben Simmons. Mierzący 208 cm, pochodzący z Australii rozgrywający, którego nominalna pozycja to silny skrzydłowy. Koszykarz nowej ery.

Kiedy do sieci przedostało się nagranie, na którym Ben idąc na ceremonię draftową przechodzi nad kamerzystą, który potknął się tuż przed nim – fani Szóstek pokiwali z uznaniem. Nowy Allen Iverson nadchodzi. Nowy sztab Sixers nie zwiódł oczekiwań kibiców.
Poklepywanie po plecach.
Oklaski.
Sportowa Filadelfia wypuściła powietrze z płuc.

A potem przyszło lato, a wraz z nim letnia miłość Liga Letnia. Kibice zbierali szczęki z podłogi podziwiając podania rodem z konsolowych produkcji,jakimi obdzielał kolegów Simmons. Sen o potędze nie trwał jednak długo. 30 września na jednym z treningów stało się to, co zwykło się w ostatnich latach dziać z nadziejami Sixers na lepsze jutro. Poszły się je…tzn. ulotniły się jak fundusze z „Amber Gold”.

Diagnoza nie pozostawiała złudzeń. Zmęczeniowe złamanie piątej kości śródstopia, co w przełożeniu na język filadelfijski oznacza sporą szansę na sezon z głowy.

Historia najwyższych wyborów

Kibice „Szóstek” zwrócili swe opuchnięte od płaczu oczy w stronę Joela Hansa Embiida. Chłopaka z Kamerunu, który zagrał ledwie pół sezonu na uczelni w Kansas, by kolejne dwa sezony spędzić z numerkiem w ręku, w kolejce do lekarza. Całą nadzieję złożyli w ręce człowieka, który jak sam stwierdził „uczył się rzucać oglądając nagrania zwykłych, białych ludzi”.

I mimo, że wielu twierdziło, że z tej mąki chleba już nie będzie, że to Oden 2.0, że dajta spokój, to Jojo w pierwszych meczach obecnego sezonu pokazał, że równie dobrze co na Twitterze i Instagramie radzi sobie na koszykarskim parkiecie. Dotychczasowe średnie na poziomie 17 punktów, 6 zbiórek i niemal 3 bloków wykręcane w ciągu 20 minut spędzanych na parkiecie to sygnał, że wyścig po nagrodę dla najlepszego pierwszoroczniaka ma wyraźnego faworyta.

I na Boga, JoJo zaklinam Cię, nie łam się już więcej! Bo nam serca pękną.


Tak też już lepiej nie rób.

Jeśli chodzi o cele zespołu na ten sezon to kibicie Sixers nie mają wygórowanych oczekiwań, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że poza Simmonsem z kontuzjami borykają się podkoszowy Nerlens Noel i rozgrywający Jerryd Bayless. Oficjalnie ogłoszono koniec „tankowania”, ale nie oszukujmy się, będzie ledwie trochę lepiej niż rok i dwa lata temu. Ale to wszystko nic, jeśli tylko Embiid będzie zdrowy.

Kiedy przez 3 lata chodzisz do knajpy i zamawiasz pierogi z mięsem, a regularnie przynoszą ci rozgotowane i to ruskie, to doceniasz moment, w którym mimo, że nadal przynieśli ruskie, to nie są wreszcie rozgotowane.

Nasze ruskie na sezon 2016-2017 prezentują się tak: