Szklana Góra

10/10/2016

Wygra sławę, królem będzie, kto na Szklaną Górę wejdzie…

Chciałem złapać trochę oddechu, perspektywy innej. Dostrzec błędy w poprzednim wpisie, zmienić to i stać się lepszym człowiekiem. Al potem skojarzyłem naszych dzielnych piłkarzy, którzy po 3 strzelonych bramkach szli za ciosem dzielnie i władowali czwartą i powiedziałem sobie – jebać to. Jak się bawić, to na całego. Jak pić, to na umór. Jak palić, to mosty. A nie głupa. Tak więc z obolałymi plecami, z kacem co to dopiero minął a tytuł najlepszego handlowca nie zdążył wyblaknąć, wracam do Państwa z garstką nowych wypocin. Nowych, gorszych i niczym nie popartych. Robię to po to, byście mili do czego się w dyńkę pukać i kręcić makówką z niedowierzaniem „gdzie oni go znaleźli, toć to ubek zawszony”. Ano nie. Ano nie zawszony.

Zachód obsmarowałem w poprzednim wejściu antenowym. Dzięki temu już wiemy, że konferencja śmierci, zniszczenia oraz złotych barw to nie czarne dno dla arizońskich rytmów. Powiem więcej – bijemy się o mocną 10. pozycję, co pozwoli nam zapewne wylansować kilka talentów, spuścić #5 draftu za grube petro-dolary oraz znaleźć nowe ryje na rynku wolnych agentów, dzięki czemu kubeczki klubowe będą wyglądały jeszcze lepiej. A na wschodzie? Co z tą Polską Panie premierze? Czy Wschód to faktycznie takie dno i 7 metrów mułu, czy są tacy zajebiści, że Suns by tam ujemny wynik mieli w rubryce wygranych? A może Phoenix by rozjebało standardy i grając same mecze po prawej stronie mapy osiągnęło 83-0 ?

Naaah. Gówno, wszak Lebronners się wciąż kręcą. A do momentu, póki Bron nie odwiesi butów oraz zakol/zakoli na kołku, to nikt nie będzie w stanie indywidualnie do niego doskoczyć. Kura ma lepszy zasięg rzutowy, to fakt. Durant ładniej ułożoną kiść. Ale nikt, kompletnie nikt do wuja pana nie może równać się z Jamesem. W ataku to czołg, w pomalowanym czy na dystansie robi co chce i jak chce. Punktuje, podaje z podwojenia, tworzy przewagi. Zbiera ofensywne gały, robi zdjęcia i tańczy jezioro łabędzi. Za ciężki, za silny i za szybki by krył go ktokolwiek w tej lidze. Pojedyncze mecze – owszem, coś się uda. Sumarycznie, w przekroju całego sezonu, kryją go na tyle, na ile Bronowi się odechciewa grać. W defensywie zaś to to potwór jest. Jego mięśnie ważą więcej, niż 90% środkowych w lidze. Power bump a`la Diesel już nie jest stosowany, więc Krab się rozkracza, rozstawia umięśnione łapy i ważącą 115 kg dupę i go nie przepchniesz. A jak nie wejdziesz w pomalowane, to Ci to pomarańczowe przechwyci i zapakuje nad Twoją starą. On sam. A jeszcze są Kyrie, Love, Tristan i Izolda. Przewrócić ich to jak w bierki grać z Pudzianem. Nawet jak masz szansę wygrać, to i tak zęby cenniejsze od 5 plnów. Suns chociażby rzucili sklonowanych Tuckerów 5, to i tak by przegrali. Za wysokie progi, cytując dodupyzaura.




Co dalej? Boston i Indy, 2 twory koleżeńskie. Larry i Danny, czyli zielona para w różnych częściach świat realizuje politykę z cyklu Pinky i Mózg. Jutro podbijemy świat. Najpierw pozbieramy bolków różnej maści. Potem dopasujemy all starów. Potem nauczymy ich obrony i ataku na różne fronty. Dopełnimy młodzieżą, weteranami, i będzie obserwować, jak świat płonie. Świat… Toronto płonie. Żaden świat, nie półświatek nawet. Boston i Indiana to organizacje ułożone od góry do dołu – gm, trener, sztab, seniorzy, gwiazdy, młodzież, rolki. Wszystko pasuje jak w Saabie 900. Tymczasem Toronto wywaliło 3 opcje podkoszowe, wzięło grubego Sullego i liczą na rozwój Caboclo. I szczerze mówiąc tylko liczenie im zostało z przedmiotów podstawowych. Językiem uwagi było zachowanie Lowrego w PO. Kapitański rowerek. Do tego wschód się zbroi, wschód się wzmacnia, a Ty już miałeś swój peak i teraz zaczynasz falowanie. Tak jak Golf. Przestałeś rosnąć w siłę i zaspokajać potrzeby gawiedzi. Teraz tylko zjeby Cie kupią na nowo. I to wciąż nie próg Suns. Zespół z 2 gwiazdami, czyli to, czego brakuje Pho. EB musi się na nowo narodzić, Booker zaś musi udowodnić, że zeszły rok to nie sraczka z racji musu, tylko swobodna kupka zajść. I że można to ulepszyć i podać na nowo.

Next? Atlanta. Dwight`s coming, brace yourself, hide your daugters. Ostatnie pierdnięcie hrabiego barrykenta, czyli tańczymy walczyka w rytm duetu czarny niemiec+zmarnowany środkowy. Dwight to był ktoś, fachura. Miły na parkiecie i poza parkietem. Typ pedofila uśmiechniętego na myśl kolejnej wywiadówki. Mógł wszystko. Dominować gawiedź, zbierać, skakać. Generalnie rozpierdol nowej ery po Dieslu. Zamiast tego kwas w LA, kwas w Kozich Brodach. Teraz Milsap State of mind, czyli klepiemy o przewagę parkietu bez ławki, z gównianym Korverem na łuku i Bazemorem na programie 500+. Zespół nudny, bez tożsamości i trochę nieobliczalny. Mogą kopnąć w dupę kanadyjskie jaszczury, mogą również dostać od Knighta i spółki 20 punktami. Do połowy 1 kwarty. W Plejstejszyn. Pozgarniali wyrobników, mają nadzieję na Kaczora Howarda i jego reinkarnację. Czy chcę tej reinkarnacji? Czy chcę dominatora, powrotu Pudzilli? Pewnie tak, bo na tym smutnym wypizdowie najlepszy środkowy ligi nie broni, drugi to hajlajt men a trzeci to hiszpańska inkwizycja z 2nd handu.

Tuż za nimi są tłoki gorzyce. Prowadzeni przez Stana the Mana, środkowego trenującego osobiste za pomocą kalkulatora i Reggie Freakin Jacksona, mają szansę wkurwić niejednego. Casus Pistons ostatniego pierścienia mi się kojarzy. Tam też nie było gwiazdy. Był środkowy z indolencją ofensywną. Skrzydłowy z wyjebką w totalu. Drugi skrzydłowy z syndromem permanentnego niedożywienia. Oraz para obrońców, równie nijaka co rozkładówki w CKM. Generalnie lipton, który pojechał mistrzowskie jeziorany. Teraz jest inaczej, acz podobnie. Nikt o zdrowych zmysłach nie robi trzonu ekipy na bazie JAx/Morris/Stanley. A propo SJ, najsuchszy żart wszechświata. Twoja stara przy Twoim starym nie jest taka sucha:

Był facet, który nazywał się Stanley i miał fabrykę sprzętu żelaznego: śrubki, gwoździe, nakrętki, łopaty, grabie itp. Postanowił zatrudnić gościa od reklamy, żeby nakręcił mu film reklamujący jego gwoździe. Ten przychodzi po tygodniu i pokazuje mu film, a tam rzymski żołnierz przybija gwoździami Jezusa do krzyża, pod spodem napis „Gwoździe Stanleya utrzymają wszystko”. Stanley wpada w szał, mówi, że nie może czegoś takiego puścić w TV itp., że jego by ukrzyżowali za taki film itp. Gość obiecuje przyjść za tydzień z innym filmem, na którym ma nie być Rzymianina krzyżującego Jezusa.
Po tygodniu gościu przychodzi i pokazuje film. A tam ukrzyżowany Jezus i żołnierz stojący obok z założonymi rękami, i napis: „Gwoździe Stanleya utrzymają wszystko”. Stanley się wściekł, że znowu nie może tego puścić w TV itp., że chce filmu ale bez ukrzyżowanego Jezusa – bez Jezusa w ogóle.
Facet od reklamy zrobił kwaśną minę i poszedł. Wraca za tydzień i pokazuje trzeci film, na którym widać górkę i kawałek pola. Chwila ciszy… Nagle zza górki wybiega jakiś gość w łachmanach, długie włosy, zaniedbany itp. Zbiega z tej górki i przez pole biegnie oglądając się co chwilę do tyłu. Chwila ciszy… Wybiegają rzymscy żołnierze i biegną za nim przez to pole. Jeden się zatrzymuje przy kamerze i dysząc mówi:
– Gdybyśmy mieli gwoździe Stanleya…

Brawo, brawoooo




Wracając do Stana młodego i czarnego, to koleś ma pakiet na wszystko. Biega, skacze, broni. Rzuca z odpowiednią techniką, zbiera. Może podaje pokracznie, acz jak trzeba, to i atak zorganizuje. Do tego Harris, KCP, Drumm i mamy contendera z tylnego siedzenia. Jak na wycieczce szkolnej, tylne siedzenie to Vip level, tam się pije wódę i rzuca w laski gumami do żucia. Pełna profeska.

2 miejsca do końca peletonu i tu już Suns by z palcem w zupie rzundzili. Zwyczajnie nie ma kogo się bać na pierwszy rzut oka. Masz ułożony zespół, opcje in and out, masz kim bronić to jesteś Pan i Władca na końcu wszechświata i okolic Radomia. Jak masz ekipę w formie, nie o kulach, to rozpiździel robisz i masz 7-8 miejsce w tym smętnym półświatku. Bo kto Ci fiknie?

Bulls? Mają zajebisty młody element w postaci Valentajna. Petarda na pozycję 1-2 z tytanowymi piszczelami, papierami na granie i tłokiem na obwodzie tak dużym, jakiego nie widziałeś w dupie Sashy Grey. Wade ma prowadzić 2. garnitur do zwycięstwa. W tym samym czasie Rondel ma odpoczywać a Jimmer ma udowadniać wątpiącym, że stać go na poważne wyniki i coś więcej, niż gejowa fryzura, naburmuszony ryj i korespondencyjne pojedynki z Haywardem. Sam Rondel to wielka niewiadoma. Poza trójką ma największe jaja do gry i pakiet umiejętności po tej stronie miedzy. Postrzeganie go przez pryzmat wyprawy do Texasu to błąd większy od dopuszczenia do władzy kogokolwiek związanego z partiami początku lat 90. Rondo to król przedmieścia, tylko ty jeszcze o tym nie wiesz. Albo już nie wiesz, bo spirytus był żeniony i Ci zwoje przepalił. Rondo Cię zaskoczy.

Hornets? Są o Tonego Davisa od bycia contederem. Bez niego są o zdrowego Kembę/Batuma od szorowania dupą po papierze ściernym. Masz klocki pod tytułem rolki, defensywa + ofensywa. Tylko brak Ci konia pociągowego. I dymasz tym zaropiałym dizlem po autostradzie, turbosprężąrka nie działa a 5 bieg nie chce wejść. 5 tys obrotów, 110 na godzinę a na tylnej klapie 3.0 . I śmiech z Seicento, które Cię wyprzedza. Seicento z ognistym ptakiem na masce.

Miami? Bosh out, Wade out. Został Hassan, który będzie robił td co noc. Johnson biały, bo czarny Johnson wybrał mormonów. Swoją drogą paradox. Joe przybył do Heat, bo chciał grać z ziomkiem Dwyanem Wade. Ziomek odszedł jako drugi, ale iso Joe już musiał czuć pismo nosem, że wybrał życie bez alkohololu. Iso Joe. Czarny odizolowany od procentów. Czekam, aż przetłuszczony Spo poleci. Nie ma już się kim jarać w Miami poza HW, więc nawet Ron Jeremy by tam nic godnego uwagi nie znalazł. Do ogrania.

Knicks, czyli jak zebrać oldtimery, bawić się w dorosłą grę i mimo braku sukcesów osiągnąć sukces. Houston z  Barkleyem było piękne. I Knicks z Różą też takie będzie. Będą pukali do ósemki, modlili się o doktora Żywago i liczyli na hipertransfer umiejętności w pnącza Porzignisa. Ołtarzyk Leguizamo już wybudował. Ewing nr 7, pot prosto z wytłoczni. Ktokolwiek się złamie, zostajesz z Jenningsem i Qiunnem na poważne minuty. Joke on u, Phil.

Gortatstate to mizeria z mlecznego, niesłona i niedoobierana. Zjesz, bo masz sentyment, ale zachwytu nie będzie. Beal może być top 5 sg. Wall top 5 pg. Gortat top 10 środka. Tylko po co? Z ławki wchodzi Smith i Mahinimini, Otto i Oubre to Twoje pistolety na wodę. Obama sobie zrobił zespół do propsowania na poziomie Just 5 boysbandów.

Orlando zebrało przekręcone liczniki rynku, więc biologiczne s5 z Ibaką i Biyombo jest większe niż wszystkich piłsudczyków razem wziętych. Serge już się popsuł. Vuce i Biyombo wciąż grają w marynarza, który ma patrolować półdystans. Reszta? Darrell Armstrong tam jeszcze gra? Ktokolwiek tam patrzy na poważnie, podobnie jak na Bux? Nawet Larry nie chciał grać w chujowym składzie, więc wybrał bakanie a nie zarabianie. Usłyszał, że pewien polski siatkarz zrobi podobny wałek kilka lat później. Tylko, że ten polski siatkarz nazwiskiem Kurek poszedł po rozum do głowy, wydymał kitajców i będzie pocinał w Skrze. Ponownie. A Larry nie wróci do poważnego grania, bo ma wyjebane. Zobaczymy za 10 lat, Larry. Tymczasem alfabet będzie pokonywał parkiet 2 kozłami. Heh. Grając w barwach Bux. 2 kozłami. Czaicie?

Brook-lin i Philly. Pośmiewisko i kolejny goat, który rozegrał pół godziny w kosza z poważnymi ludźmi, którzy się golą. Bitch, please.

Suns na wschód. Brooklyn do 2 ligi polskiej. Philly na kajmany, a Bullets na allegro.

I love this game.




Kopiuj link do schowka