„Suma wszystkich tweetów”, czyli spuścizna po Bryanie Colangelo

24/07/2018
Bryan Colangelo

Opadły już emocje po odejściu Bryana Colangelo, a poszukiwania nowego GM trwają w najlepsze. Czas więc zadać sobie pytanie, co w Philadelphii pozostawił po sobie Colangelo, czyli już druga ofiara „Procesu”?

sixers belka

Sponsor serwisu

Parafrazując znane powiedzenie: Colangelo zastał Philadelphię drewnianą, a zostawił murowaną. Trzeba jednak tu dodać, że wszystkie cegły przywoził mu cierpliwie taczka po taczce Sam Hinkie, zanim sam pożegnał się z Philly.

NAJLEPSZE RUCHY

Odnosząc się do powyższej tezy, trzeba uznać zasługi Bryana Colangelo w przedłużeniu kontraktów zawodników, których w większości uznajemy za trzon zespołu. Colangelo upewnił się, że w Sixers pozostaną na dłużej T. J. McConnell, Dario Saric, Ben Simmons (wykorzystanie opcji zespołu na rok w kontraktach tych zawodników) oraz Robert Covington (świetny nowy kontrakt na 4 lata) i Joel Embiid (niemal maksymalna umowa na 5 lat, która budziła kontrowersje, osobiście jednak ją chwalę ze względu na liczne klauzule i zabezpieczenia). Przedłużenie kontraktu otrzymał również trener Brett Brown, co było zresztą ostatnim posunięciem Colangelo przed utratą stanowiska. Jak na ironię, Brown otrzymał tymczasowo stanowisko generalnego menedżera po jego odejściu.

Kolejnym dobrym ruchem było sprowadzenie w lipcu 2016 roku Dario Sarica, który i tak do Sixers by trafił, jednak Colangelo uparcie negocjował wykupienie kontraktu od Efes, upewniając się, że Chorwat nie straci kolejnego roku grając dla FIBY.

J.J. Redick, Ersan Ilyasova oraz Marco Belinelli to największe osiągnięcia naszego byłego GM na rynku wolnych agentów. Każdy z nich odegrał kluczową rolę w sezonie 2017/18, każdy otrzymał jednoroczny, atrakcyjny dla zespołu kontrakt. Duży wkład, zero zobowiązań!

NAJGORSZE RUCHY

Zdecydowanie największą pomyłką Bryana  Colangelo było złożenie podpisu pod 3-letnią, wartą 27 milionów dolarów umową Jerryda Baylessa. W tamtej chwili ruch ten wydawał się w miarę logiczny i uzasadniony. Niestety Bayless mocno zawiódł i szybko wylądował na końcu ławki rezerwowych, stając się problemem zarówno finansowym, jak i kadrowym.

Inna kwestia to oddanie Jahlila Okafora i Nerlensa Noela. Dwóch młodych centrów napsuło krwi kibicom i samemu klubowi. Długie miesiące minęły, aż po nieudanych próbach zarówno Hinkie’go jak i Colangelo, udało się ich pozbyć. Za pierwszego Sixers otrzymali Trevora Brookera (który szybko opuścił klub) i 39 numer tegorocznego draftu, za drugiego z kolei dostali Andrew Boguta oraz Justina Andersona i dwa drugorundowe wybory (obaj już nieobecni w klubie). Nie umniejszając nic przydatnemu Andersonowi – w skrócie mówiąc nie dostali nic. Pocieszać się tylko można, że pozbyli się problemu i ruszyli do przodu, podczas gdy kariery Noela i Okafora idą w nowych klubach po równi pochyłej w dół. Jak długo z transferem czekałby Hinkie? Ile więcej by zyskał? Tego nigdy się nie dowiemy.

DRAFT

W swoim pierwszym drafcie Colangelo spisał się rewelacyjnie, wybierając z numerem pierwszym 2016 roku Simmonsa, a następnie Luwawu-Cabarrota oraz Korkmaza. Przypomnijmy, że Simmons nie był do końca pewną „jedynką”, wielu stawiało Brandona Ingrama ponad nim. Dziś wiemy, że Colangelo dokonał jedynego słusznego wyboru.

Draft 2017 roku ciężko teraz oceniać, kiedy nie wiemy jeszcze, na jakiego typu zawodnika wyrośnie Markelle Fultz. Brawa dla Colangelo za odważną wymianę z Boston Celtics i zdobycie numeru pierwszego (kosztem numeru trzeciego oraz jak się okazało wyboru Kings w pierwszej rundzie draftu w 2019 roku). Jedynką musiał być Fultz, wówczas oceniany jako największy talent i najlepszy fit dla Sixers. Czas pokaże, czy warto było się po niego wymieniać, czy to jednak Danny Ainge w jakiś magiczny sposób przewidział, jak dobrym graczem będzie Jayson Tatum, wybrany przez Celtics z numerem trzecim. Obiektywnie jednak patrząc, Colangelo zrobił więcej, niż było trzeba i 28 innych klubów wtedy mu zazdrościło. Reszta to już tylko kwestia szczęścia. Jonah Bolden, chwalony za grę za granicą, zadebiutuje w Sixers najprawdopodobniej w sezonie 2018/19, dlatego też tego wyboru ocenić nie można.

PODSUMOWANIE

Bryan Colangelo od pierwszego dnia w pracy miał pod górkę. Kiedy inni zaczynają z czystym kontem, Colangelo od początku budził niechęć. Bo otrzymal stanowisko dzięki wstawiennictwu ojca. Bo zastąpił ubóstwianego przez kibiców Sama Hinkie’go, który nie dokończył swojego dzieła. Colangelo od samego początku musiał znosić hasła typu „Hinkie Died For Our Sins” albo „Not My GM”. Kiedy inni menedżerowie są chwaleni za swoje działania przez pryzmat dobrych decyzji, te Colangelo były raczej chwalone przez pryzmat uniknięcia błędu. „Przynajmniej nie wciągnął klubu w długi i tłusty kontrakt” – mówiono. Kiedy wreszcie zyskał przychylność większości kibiców i opinię rozsądnego GM’a, który w podobny sposób kontynuuje pracę swojego poprzednika, Colangelo stracił stanowisko w chyba najgłupszy możliwy sposób.

Colangelo nie był architektem „Procesu”, ale w znaczący sposób go przyspieszył w momencie, kiedy Hinkie przestał kontrolować sytuację niepotrzebnie odwlekając pierwsze sukcesy i ryzykując odejście któregoś z najważniejszych zawodników. Tymczasem Colangelo pozbył się najsłabszych elementów Sixers. Naprawił fatalne relacje z mediami, poprawiając PR zespołu. Był ojcem sukcesu rozgrywek 2017/18 za sprawą mądrych wzmocnień w postaci zawodników zadaniowych.

Niestety zbyt krótko był na stanowisku, żeby przeprowadzić znaczący transfer lub podpisać kluczowego wolnego agenta (któryś z tych scenariuszy miał się ziścić latem 2018 roku). Dlatego mimo niechlubnego końca (a może dzięki niemu?) Bryan Colangelo szybko zniknie w otchłani historii Sixers. Jedyną dla niego szansą aby tak się nie stało, jest Jonah Bolden Markelle Fultz. Jeśli Fultz wyrośnie na zawodnika godnego numeru pierwszego draftu, wówczas ludzie będą pamiętać: „To robota Bryana Colangelo!”.

Wpis pochodzi ze strony Sixers.pl

Kopiuj link do schowka