Stephen Jackson krytykuje zachowanie LeBrona Jamesa

22/10/2018
LeBron James Chris Paul

Rajon Rondo? Chris Paul? Brandon Ingram? Kto zachował się w porządku, a kto postąpił słabo? Mimo, że nie wyprowadził ciosów, w dyskusji tej przewija się też LeBron James.

Najgorętszym tematem ostatnich dwóch dni jest bez cienia wątpliwości bójka pomiędzy Chrisem Paulem a Rajonem Rondo i Brandonem Ingramem. Cała trójka doczekała się kary za swoje zachowanie, ale postronni obserwatorzy analizują całą tę sytuację nie tylko pod kątem wyprowadzonych obelg czy wyplutej na przeciwnika śliny. Jeśli chodzi o boiskowe rozróby, to od 2004 roku nic już nie będzie takie samo – wtedy odbyło się niesławne „Malice at the Palace”, czyli wielka bijatyka pomiędzy graczami Pacers i Pistons.

źródło:YouTube/KlassicThrowbackTV

Jednym z uczestników tych wiekopomnych wydarzeń był Stephen Jackson – uznajmy, że daje mu to prawo zabierania głosu w roli „eksperta” w kontekście ostatniego zajścia między zawodnikami Rockets i Lakers. Za pośrednictwem mediów społecznościowych, a konkretnie Instagrama, Jackson podzielił się spostrzeżeniem na temat LeBrona Jamesa i jego zachowania w całym tym zamieszaniu:

„Nie zrozumcie mnie źle, chciałbym tylko zauważyć, kto nic nie robi, kto nie stoi murem za swoimi kumplami z zespołu. To tyle. Nie miejcie mi za złe, dobranoc świecie, miłość wszystkim.”

Spostrzeżenie Stephena Jacksona nie jest specjalnie rewolucyjne – wielu internautów szybko zwróciło uwagę na to, że LeBron James zamiast stanąć po stronie swoich partnerów, odciągał Chrisa Paula – prywatnie swojego dobrego przyjaciela. W całym tym zamieszaniu to właśnie LeBron James odprowadził Chrisa Paula niemalże do szatni i uspokajał.

To bardzo złożone zagadnienie – Chris Paul to dobry przyjaciel LeBrona i chyba nikt nie oczekiwał, że James razem z Rondo i Ingramem zacznie wyprowadzać ciosy na jego szczękę. Z drugiej jednak strony tak obyty zawodnik jak LBJ musi zdawac sobie sprawę, że tego rodzaju sytuacje składają się na chemię w zespole, budują więzi i cementują pewne poczucie wspólnoty. Założę się, że po tej akcji Barndon Ingram i Rajon Rondo prywatnie trochę się do siebie zbliżą. Co natomiast pomyślą gracze Lakers o swoim liderze, LeBronie Jamesie?

Czy młodzi gracze będą w stanie skoczyć za nim w ogień, widząc wcześniej, że on nie stanął murem za nimi? Szybciej uwierzę w to, że grupowym guru młodych Lakersów stanie się właśnie Rajon Rondo. Nie bez powodu jeszcze w czasach gry w Chicago Bulls to nie za Jimmym Butlerem czy Dwyanem Wadem, a właśnie za RR#9 stała młodzież z klubowej szatni. Paradoksalnie James miał świetną okazję na zaciśnięcie więzi w drużynie, co bardzo pomogłoby zespołowi, który dopiero zaczyna ze sobą grać. Swoim przyjacielskim odruchem trochę jednak utrudnił sobie sprawę.

źródło:YouTube/FreeDawkins

 

Kopiuj link do schowka