Spowiedź Darko Milicicia
ScreenShot2013-06-24at7.38.04PMcopy_crop_north

Marzec 19th, 2017

Fani NBA kochają zwycięzców, ale równie mocno w ich pamięć zapadają przegrani, a Darko Milicic to jeden z największych loserów w historii tej ligi. Nie do końca ze swojej winy (to nie on wybrał się z numerem 2 draftu pomiędzy LeBronem a Melo i przed D-Wade’em), ale jednak ostatecznie pretensje może mieć tylko do siebie. I sam to przyznaje.

Darko, który obecnie odnalazł szczęście i spokój ducha jako rolnik (po epizodach w roli m.in. wyczynowego poławiacza karpii czy kickboksera), udzielił ostatnio szczerego wywiadu opublikowanego na serbskiej stronie B92.net.

Przyznaje w nim, że jego nastawienie było fatalne. Z jednej strony miał przerośnięte, szczeniackie ego, z drugiej depresję wpędzającą go w problemy z używkami. Swoje podejście na początku kariery, rozpoczętej w Detroit Pistons, którzy w tym samym roku sięgneli po tytuł mistrzowski, opisuje tak:

„Jako drugi pick draftu z Europy, czułem się jak dar od Boga. Wdawałem się w bójki, upijałem przed treningami, byłem złośliwy wobec wszystkich, choć tak naprawdę to najgorszy byłem wobec siebie. […] Tak, to ja byłem problemem. Początkowy brak satysfakcji doprowadził do tego, że zacząłem nienawidzić grania.”

Choć przejście do Orlando Magic podziałało na Darko motywująco, nie grał tyle ile by chciał z powodu obecności w składzie Dwighta Howarda. Od tamtego czasu jego niechęć do gry tylko rosła. Nawet gdy miał swój los w własnych rękach, jako wolny agent, podpisał kontrakt z drużyną… w której nie chciał grać (konkretny cytat: „Powiedziałem swojemu menadżerowi, że pójdę wszędzie, byle nie do Memphis. Tylko nie każ mi grać w Memphis. Oczywiście poszedłem do Memphis, gdzie przeżyłem dwa lata klasycznej depresji”). Jeśli chodzi o roszady kadrowe w jego karierze, to znamiennym przykładem, jak bardzo dość wszystkiego miał Darko, jest trade deadline 2010, gdy przechodził z Nowego Jorku do Minneapolis:

„Spotkałem się z ówczesnym GM’em Wolves, Davidem Kahnem i powiedziałem mu wprost: ‚Na miłość boską, nie wymieniajcie się na mnie. Nie chcę już grać w NBA. Zrujnuję Wam drużynę, spieprzę atmosferę. Nie rób trade’u.”

Ponieważ David Kahn to trochę taki Darko wśród generalnych menadżerów, oczywiście ściągnął Milicicia.

Szacunek, że Serb potrafi się przyznać do błędów, ale też usprawiedliwia to jeszcze bardziej ataki na jego osobę. On naprawdę mógł osiągnąć więcej. Nie nie, nie mówię o niesprawiedliwym okołodraftowym hype’ie (miał być drugim Wiltem Chamberlainem, do cholery!), ale o solidnej, wieloletniej karierze. Choć wtedy fani NBA straciliby ulubioną legendę o draftowych niewypałach, a generalni menadżerowie Czarnego Luda wyskakującego z szafy w okolicach kolejnego naboru, gdy skauci przychodzą z notesami zabazgranymi nazwiskami wysokich koszykarzy z Europy.