Skarb Kibica 16/17: Grizzlies

13/10/2016
conley

Mija sześć lat od czasu, gdy Grizzlies jako ósma drużyna Zachodu wyeliminowała w pierwszej rundzie play-offów rozstawionych z jedynką Spurs. Od tego czasu drużyna Gregga Popovicha dwukrotnie zmieniła swój styl, wybrała w Drafcie gracza na Top5 całej ligi, a w sezonie 2013/14 zdobyła razem z tym graczem mistrzostwo NBA. Grizzlies pozostali z kolei Grizzlies. Osamotnionym reliktem lat 90., który próbował zabić swoich przeciwników twardą defensywą, dwójkową grą swoich wysokich i najgorszą w całej lidze skutecznością z dystansu. Na Los Angeles Clippers działało to bardziej niż skutecznie, ale reszta zachodnich kontenderów przeżywała w starciach z Niedźwiadkami duchowe katharsis i po ciężkich bojach (często najcięższych w całych play-offach) eliminowała Miśki szybszą koszykówką.

Rok temu Grizzlies po raz pierwszy spróbowali do tej reszty dołączyć. David Joerger wziął sprawy w swoje ręce i nie patrząc na opinię zawodników, chciał stworzyć w Memphis nowy system, w którym Niedźwiadki dołączyliby do ligowych trendów i zdecydowanie więcej uwagi przyłożyliby do biegania w kontratakach. Cały misterny plan poszedł jednak w pizdu, gdy do gry weszły kontuzje. Z zespołu koszykówki, Grizzlies zamienili się w obwoźny program do spełniania marzeń, który gwarantował minuty NBA kilku młodym czarnoskórym chłopcom z biednych rodzin. Zamiast szybszego grania z kontry i oddawania większej ilości rzutów z dystansu, poznaliśmy nazwiska takie jak Xavier Munford, Briante Weber, czy Alex Stephenson, które przyczyniły się do rekordu niewiele mniej imponującego od 73 zwycięstw Golden State Warriors. W sezonie 15/16 Grizzlies dali minuty 28 (!) zawodnikom ze swojej szerokiej rotacji i sam awans do play-offów był w ich przypadku nie małym wydarzeniem.

Trener:

Tym razem wydaje się jednak, że ekipa z Memphis podeszła do zmiany swojego stylu na serio. Davida Joergera zastąpił doświadczony debiutant – David Fizdale, który po kilku latach spędzonych na ławce trenerskiej Miami Heat, otrzymał wreszcie szansę na poprowadzenie własnej drużyny. W Memphis spróbuje wykonać zdecydowany krok naprzód i zrobi wszystko, aby wykrzesać z tego zespołu, jego prawdziwy potencjał. Defensywa nadal będzie opierać się na przytłaczającej obecności Marca Gasola, ale atak stanie się domeną bardziej zespołowej koszykówki. Więcej podań, więcej trójek i przede wszystkim – więcej pick&rolli. Na papierze wygląda to ładnie, pytanie, czy nowy trener Grizz zamieni swoje słowa na czyny.

Rotacja:

PG: Mike Conley, Wade Baldwin IV, Andrew Harrison
SG: Tony Allen, Troy Daniels, Vince Carter, Wayne Selden, Jordan Adams
SF: Chandler Parsons, James Ennis, Troy Williams, D.J. Stephens
PF: JaMychal Green, Zach Randolph, Jarrell Martin, Vince Hunter
C: Marc Gasol, Brandan Wright, Deyonta Davis

Pierwsza piątka:

Mike Conley otrzymał w te wakacje co najmniej 150 milionów powodów na pozostanie w Memphis, ale jak sam przyznał, tym najbardziej skutecznym było podpisanie Chandlera Parsonsa. Były gracz Mavericks i Rockets to być może największe zwycięstwo Niedźwiadków na rynku wolnych agentów, nie tylko w minionym offseason, ale również w historii całego klubu. Zdrowie jest tu poważnym znakiem zapytania, ale jeśli kolana Parsonsa odżyją, Grizzlies odnaleźli właśnie rozwiązanie swoich problemów na dystansie. 27-latek powinien idealnie wpisać się w ofensywę opartą na pick&rollach duetu Conley-Gasol, a co równie ważne, dostanie też pewnie grube minuty na pozycji numer cztery, gdzie pokaże Niedźwiadkom jak przyjemna potrafi być koszykówka z dodatkowym strzelcem, rozciągającym grę w pomalowanym.

Pierwszą stretch-czwórką w Memphis zostanie jednak JaMychal Green, który zgodnie z informacjami od Davida Fizdale’a, rozpocznie nadchodzący sezon w pierwszej piątce. Zastąpi tym samym coraz starszego Zacha Randolpha i otrzyma niepowtarzalną okazję na walkę o gruby kontrakt w przyszłoroczne wakacje. Jego 15 trafionych trójek w sezonie 15/16 nie napawa może wielką nadzieją, ale to właśnie Green był jednym z niewielu powodów, dla którego Grizzlies dało się w ogóle oglądać. W PER36 wykręcał solidne 14 punków i 10 zbiórek na mecz, tym razem powinien mieć jeszcze łatwiej, gdy defensywa rywali skupi się raczej na innych opcjach ofensywy Niedźwiadków.

Tą główną opcją pozostanie dwójkowa gra na linii Mike Conley-Marc Gasol. Hiszpan wraca po kontuzji, która skończyła karierę Yao Minga, ale z pomocą najdroższego gracza w historii ligi, ma otrzymać nową ofensywę, która będzie polegała na czymś więcej niż jego ciągłym staniem tyłem do kosza. David Fizdale planuje wykorzystywać Gasola w grze na zasłonach, a oprócz pick&rolli mówimy także o sytuacjach pick&pop, gdzie Hiszpan powychodzi na dystans i pokaże, że jest w stanie wzbogacić swoją grę o skuteczny rzut z dystansu.

Rezerwowi:

250 milionów dolarów wydane w te wakacje na duet Conley-Parsons poważnie ograniczyło możliwości Niedźwiadków, więc ławka (szczególnie na pozycjach 1-3) jest tu raczej zlepkiem młodych zawodników, którzy mogą, ale nie muszą. James Ennis może podtrzymać dobrą formę, którą złapał w końcówce zeszłego sezonu z Pelicans, Troy Daniels może zaskoczyć jako jeden z lepszych strzelców ligi na dystansie, a Wade Baldwin może przekonać wszystkich, że talentem należał do najlepszej dziesiątki tegorocznego Draftu. Gdy owe moża jednak nie wypalą, Grizzlies nie mają żadnego planu B. A raczej mają, tylko że jest nim za chwilę 40-letni Vince Carter, który choć nadal odrywa się od parkietu, za każdym razem traci przy tym miesiąc swojego życia.

Nieco lepiej wygląda to na pozycjach 4-5, ale David Fizdale zdał sobie sprawę, że Brandan Wright i Jarrell Martin to chodzące urazy kolan, więc na ławkę przesunął Zacha Randolpha. ZBo daje drugiemu unitowi Grizzlies osobę lidera i jest już raczej pewne, że dużą część czasu spędzi na niej w roli (rzucającego?) centra. Robił to już w zeszłym sezonie, gdy kontuzja stopy zabrała sezon Marca Gasola, spróbuje zrobić to też w nadchodzących rozgrywkach, które otworzyły mu już drogę do nowego przydomka.

Ryzyko:

Dużo w tym wszystkim słowa „jeśli”. Liderzy Grizzlies nie zrobili się młodsi, a w dużej części przypadków wracają po kontuzjach, które wcale nie muszą skończyć się na poprzednim sezonie. Mike Conley od jakiegoś czasu zmaga się z podkręconym achillesem, Marc Gasol dobrze wie co oznacza uraz stopy u zawodnika powyżej siedmiu stóp wzrostu, a Chandler Parsons, tak samo jak odpowiedzią, może okazać się 94 milionami dolarów wydanymi na ciągle utykającego operatora Instagrama. Trójka najlepszych zawodników w rotacji Grizz ma przy swoich nazwiskach poważne znaki zapytania i Robert Pera musiałby chyba pójść na umowę z diabłem, aby to wszystko poszło  po jego myśli. Opuszczone spotkania i kolejne urazy będą się tutaj zdarzać, pozostaje tylko liczyć na to, że będzie ich jak najmniej.

Mocne strony:

Trzon zespołu pozostaje ten sam. Grizzlies nie wpychają się jeszcze w rewolucję i biorąc pod uwagę rynek, na którym grają, ciężko się temu dziwić. Bilety sprzedają się o wiele łatwiej, gdy zespół walczy o coś, nieważne, czy tym czymś jest mistrzostwo NBA, finał konferencji, czy sam awans do play-offów. Zgranie nie będzie zatem problemem i choć nowy trener = nowe zagrywki, Niedźwiadki nie powinny mieć większych problemów ze złapaniem świeżego team spirit.

Co równie motywujące, gorzej niż w zeszłym sezonie być już chyba nie może. Skoro do play-offów dostał się zespół Matta Barnesa, niewiele gorzej powinna poradzić sobie ekipa duetu Conley&Gasol. Grizzlies mają w swoim składzie dużo ryzyka, ale na pierwszą ósemkę Wschodu stać ich bez wątpienia. Teraz wystarczy tylko trafić w pierwszej rundzie na Los Angeles Clippers i droga do półfinału konferencji pozostaje otwarta.

Kopiuj link do schowka